Nie udało się obronić piłkarzom Cartusii Kartuzy pozycji wicelidera "bałtyckiej" III ligi. W meczu ostatniej kolejki rundy jesiennej przegraliśmy na własnym boisku z Błękitnymi Stargard Szczeciński 0:1 i przerwę zimową spędzimy na miejscu trzecim.
Spotkanie zapowiadało się jako hit kolejki. Na murawie, w bezpośredniej walce mieli się bowiem zmierzyć wicelider oraz trzecia drużyna w tabeli. Stawką miało być natomiast wicemistrzostwo jesieni.
Niestety mecz rozczarował. Chłód i grząskie boisko sprawiły, że piłkarskiego spektaklu przy ul. 3 Maja nie było. Mimo to, zawodnicy kilkukrotnie potrafili sobie stworzyć sytuacje bramkowe. Lepsze wrażenie robili jednak przy tym goście, mając w pierwszej połowie optyczną przewagę.
Co prawda to Cartusia oddała pierwszy groźny strzał (Dawidowski przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką), ale potem zdecydowanie bliżsi szczęścia byli już przyjezdni. I to kilkukrotnie. Najpierw Karasiński powalił w polu karnym jednego z graczy Błękitnych, ale sędzia ku uciesze miejscowych kibiców faulu nie odgwizdał. Chwilę później pod bramką Tułowieckiego pomylił się Hackiewicz, a po upływie kolejnych kilku minut minimalnie niecelnie główkował Gajda. Pierwsza część meczu zakończyła się jednak bezbramkowym remisem.
Po zmianie stron początkowo lepsze wrażenie zdawali się robić niebiesko-biało-czarni, ale niewiele brakowało, a po błędzie w defensywie stracilibyśmy bramkę. Zbyt lekko podawana piłka stanęła w kałuży wody na 20 metrze, została przejęta przez gości, a akcja zakończyła się mocnym strzałem na długi słupek. Tułowiecki wyciągnął się jednak jak długi i zdołał sięgnąć futbolówkę.
W 60 minucie Błękitni przeprowadzili kolejną groźną akcję lewą stroną. Dośrodkowanie powędrowało na prawą stronę pola karnego, gdzie w ostatniej chwili strzał jednego ze stargardzian został zablokowany.
Kartuzianie nie wyciągnęli niestety z tej sytuacji żadnych wniosków, bo już trzy minuty później ponownie dali się ograć na prawej obronie. Bliźniacze podanie tym razem wykorzystał już Gajda, wyprowadzając Błękitnych na zasłużone mimo wszystko prowadzenie.
Trener Kalkowski szybko zareagował wprowadzając do gry Rubina i Banaszaka, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Po stracie gola to Cartusia przejęła inicjatywę i kilkukrotnie próbowała zaskoczyć bramkarza rywali długimi piłkami na wysokiego Karasińskiego. Ten nie był jednak w powietrznej walce tak skuteczny jak zwykle.
Na uwagę zasługują dwie stworzona przez nas w tym fragmencie akcje. Najpierw zgrywaną przez Karasińskiego piłkę sprytnym kozłem uderzył Dawidowski, ale trafił prosto w bramkarza. Potem wrzucaną przez Banaszaka piłkę z lewej flanki w ostatniej minucie zdjęli Kwasnemu z głowy wracający obrońcy.
Pomiędzy 85 a 89 minutą obudzili się przyjezdni, aż trzykrotnie wystawiając na próbę Tułowieckiego. Nasz bramkarz potwierdził jednak dobrą dyspozycją, popisując się fantastycznymi interwencjami. Przynajmniej dwie z tych sytuacji mogły i powinny zakończyć się drugą bramką dla Błękitnych.
W doliczonym już czasie gry bohaterami mogli zostać wprowadzony chwilę wcześniej Hejden oraz Steinborn. Pierwszy przytomnie zagrał prostopadle w pole karne do wychodzącego na czystą pozycję Steinborna, ale ten przegrał pojedynek z wychodzącym z bramki Unfałem.
Cartusia przegrała u siebie z Błękitnymi 0:1 i pierwszą część sezonu zakończyła na trzecim miejscu w tabeli.
Komentarze