Od kilku tygodni w Sierakowicach trwa burzliwa dyskusja wokół kwestii nadania gminie praw miejskich. Temat wzbudza emocje, ale przede wszystkim rodzi pytania, na które mieszkańcy wciąż nie otrzymali rzetelnych odpowiedzi. Co tak naprawdę oznacza zmiana statusu gminy? Jakie realne konsekwencje finansowe, administracyjne i społeczne czekają na mieszkańców? I dlaczego ci, którzy domagają się merytorycznej dyskusji, spotykają się z krytyką i ignorancją?
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Sierakowice najważniejszym tematów było podjęcie uchwały w zakresie przeprowadzenie konsultacji w sprawie nadania gminie statusu miasta. Radny Robert Jakubek postulował przeprowadzenie referendum, podkreślając, że tylko w ten sposób mieszkańcy mogą realnie wyrazić swoje zdanie. Wniosek napotkał jednak przeszkody formalne i nie został poddany dyskusji, a temat wydawał się budzić opór większości rady. Co więcej radny Wojciech Koszałka wulgarnie skrytykował Jakubka w ostrych słowach, wskazując, że referendum jest niewiążące.
Tymczasem pytania radnego Jakubka są nie tylko naturalne, ale i konieczne. Reprezentuje on mieszkańców, którzy nie mają pełnej wiedzy o tym, jakie skutki przyniesie zmiana statusu gminy. Ludzie chcą konkretów: nie wystarczy zmiana szyldu urzędu czy tytułu wójta na burmistrza. Mieszkańcy chcą wiedzieć, co konkretnie zmieni się w ich życiu, jeśli Sierakowice staną się miastem. Czy będą konsekwencje finansowe dla budżetu i dla nich samych? Czy będą dodatkowe podatki? Jak zmieni się funkcjonowanie gminy? Czy pojawią się nowe możliwości finansowania inwestycji, z których skorzystają mieszkańcy? Czy przekształcenie w miasto przyspieszy rozwój lokalnej infrastruktury? Czy może to jedynie zmiana formalna, która pozostawi codzienne życie bez większych korzyści.
Do tej pory jednym z głównych argumentów, aby Sierakowice pozostały wsią, były względy finansowe. Czyli bardziej opłacało się być wsią niż miastem.
Sierakowice stoją przed najważniejszą decyzją, jaką ma podjąć samorząd w całej historii swojego istnienia. Nie wiemy jednak czy ktoś w urzędzie gminy zrobił jakąkolwiek symulację, korzyści i kosztów zmiany statusu. Nie wiemy czy istnieją jakiekolwiek dokumenty, które pokazują, że decyzja o przekształceniu siedziby gminy w miasto jest w uzasadniona i jakie będą jej konsekwencje. Dlaczego władze gminy nie przedstawiają tych danych mieszkańcom? Czy dlatego, że nie przeprowadzono żadnej analizy?
Burza wokół tego tematu wzięła się stąd, że głos grupy rządzącej dominuje nad debatą publiczną. Każde pytanie o szczegóły jest ignorowane lub wyśmiewane. Apel o jawne przedstawienie argumentów za i przeciw jest traktowany jako atak na władzę, a nie jako naturalna potrzeba mieszkańców. Tymczasem transparentna dyskusja powinna być fundamentem decyzji o nadaniu praw miejskich – decyzji, która w praktyce dotyczy każdego mieszkańca gminy.
Czy mieszkańcy mogą czuć się pewni, że ich interesy są chronione, jeśli jedynym celem władz jest przeforsowanie tej zmiany bez udostępnienia rzetelnych informacji? Czy konsultacje społeczne i ankiety, wystarczą, by mówić o realnym głosie obywateli?
Przekształcenie Sierakowic w miasto to decyzja, która może mieć znaczny wpływ na budżet gminy, rozwój infrastruktury, inwestycje, finansowanie zewnętrzne i codzienne życie mieszkańców. Dlatego oczekiwanie od władz gminy rzetelnej i szczegółowej informacji jest nie tylko rozsądne – jest konieczne. Bez jawnej dyskusji i przedstawienia wszystkich argumentów, decyzja o nadaniu praw miejskich może być odbierana wyłącznie jako działanie polityczne, nie służące interesom społeczności lokalnej.
Mieszkańcy Sierakowic mają prawo do pełnej wiedzy i merytorycznej debaty. Powinni mieć udział w podejmowaniu decyzji, np. w drodze referendum. To od nich powinno zależeć, czy Sierakowice staną się miastem. Wójt i rada gminy powinni być tylko wykonawcami decyzji mieszkańców.
Po publikacji naszego artykułu dotyczącego ubiegłotygodniowej sesji Rady Gminy Sierakowice otrzymaliśmy pismo od zastępcy wójta Joanny Koszałki. Wyraża ona zdziwienie, że podczas sesji miała odbyć się jakakolwiek merytoryczna dyskusja na temat przekształcenia Sierakowic w miasto, podkreślając, że punkt nie był przewidziany w porządku obrad. Dodatkowo zastępca wójta domaga się od nas „wyjaśnienia, na jakiej podstawie radny Robert Jakubek wypowiada się w imieniu całej społeczności lokalnej” oraz dlaczego społeczeństwu przekazywane są nieprawdziwe informacje jakoby radni unikali tematu referendum" jak diabeł święconej wody".
Takie stanowisko zastępcy wójta pokazuje głębokie niezrozumienie idei funkcjonowania samorządu. Uważamy, że dyskusja tym bardziej merytoryczna powinna być nieodzownym elementem podejmowania jakichkolwiek uchwał, zwłaszcza tak ważnej dla mieszkańców i samorządu, jak przekształcenie Sierakowic w miasto. Z kolei radny Jakubek wyraża to, o czym myślą mieszkańcy gminy. Podczas sesji jedynie on sygnalizował potrzebę referendum, w którym mogliby się wypowiedzieć wszyscy zainteresowani. Może warto byłoby się wsłuchać w głos mieszkańców i podejść do tematu spokojnie, bez emocji, przedstawiając im pełen obraz sytuacji, tak by rozwiać wszelkie obawy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Radni to chyba zapomnieli, że Kaszubom na odcisku się nie staje ;)) sami proszą się o apokalipsę
Radni to chyba zapomnieli, że Kaszubom na odcisku się nie staje ;)) sami proszą się o apokalipsę