Reklama

Wykrył „swojego” graficiarza

10/11/2004 15:21
- Płacimy podatki od nieruchomości i chyba mamy prawo oczekiwać od samorządu ochrony naszych posesji. Chcemy widzieć, że straż miejska podejmuje próby ochrony naszej własności. Jeżeli nie doczekamy się skutecznych działań, to naszą daninę do miejskiej kasy trzeba będzie nazwać haraczem. Haracz jest wtedy, gdy nie otrzymujemy nic w zamian - mówi właściciel posesji, któremu nowy budynek w sierpniu „upiększono” graffiti.

Malunki na ścianach - rzecz normalna. Można je spotkać na budynku Zakładu Gdańskiej Kompanii Energetycznej „Energa” w Kartuzach, na odnowionym bloku (tzw. wojskowym) przy ul. Bielińskiego, na budynku poczty i innych.
Ma rację nasz „podatnik”, mówiąc, że jest przyzwolenie na takie praktyki, że nikt nie reaguje.

Może i my nie napisalibyśmy przed trzema miesiącami o tym, co go spotkało, gdyby nie zaciekawiła nas jego obietnica.
- Znajdę drania - powiedział wtedy. I... znalazł.
- Postanowiłem przeprowadzić prywatne śledztwo. Jeździłem po Kartuzach i szukałem graffiti, których styl wskazywałby na tego samego „autora”, który mi nabazgrał na budynku. Okazało się, że podobne grafitti są na sąsiednim budynku. Do informacji, kto to zrobił doszedłem szybko. Ale to była wiedza, jak to mówią policjanci, operacyjna. Potrzebowałem dowodu. Rozmawiałem z ludźmi, którzy mnie znają, szanują, nawet takimi, którzy mają za sobą wyroki więzienia. Wreszcie znalazłem człowieka, który widział, sprawcę przy „działaniu”. Przy świadkach zeznał i zostało to zapisane. To już był dowód, który przekazałem policji. Muszę powiedzieć, że kierownik rewiru dzielnicowych w Komendzie Powiatowej Policji Piotr Mach energicznie zajął się sprawą. Winowajca, postraszony wizytą policji, przyszedł do mnie. Nie ma jeszcze 15 lat. Według mnie nie jest zdemoralizowany. Na moje pytanie - czy przyszedłby, gdyby nie został wykryty, powiedział szczerze, że nie. Przeprosił, zapytał, w jaki sposób może naprawić szkodę. Postanowiłem dać mu szansę. Sprowadzę farbę, za którą on zapłaci i zamaluje to swoje graffiti. Umówiliśmy się, że pozwoli sobie zrobić zdjęcie dla mnie na pamiątkę, gdy będzie pracował - powiedział właściciel upstrzonej posesji.
Policja apeluje o współpracę, o sygnały o przestępstwach. Z drugiej jednak strony często takie, jak ta sprawy „odpuszcza”, tłumacząc się nawałem pracy przy tzw. poważnych przestępstwach. Nasz rozmówca miał uzasadnione obawy, że służby nie znajdą sprawcy i... wyręczył policję. Podał jej graficiarza „na talerzu”.
Wziął sprawy w swoje ręce i może ten przykład zdopinguje służby, przede wszystkim straż miejską, do działania w temacie graffiti.
- Tak nie może być. Przecież organa parapolicyjne mają też środki przymusu. A dlaczego Towarzystwo Miłośników Kartuz milczy. Jaki obraz ma turysta, gdy wjeżdża do naszego miasta? Zero tolerancji dla mazania po naszych ścianach, niszczenia naszego mienia - kończy rozmowę.

Od siebie proponujemy, aby władze gminy, wzorem innych miast wyznaczyły graficiarzom ścianę, gdzie będą mogli dać upust swym upodobaniom.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:39:58

    BRAWO!!!<br /> Dodano przez ja <[email protected]> w 2004-11-11 14:28 z [195.116.202.13]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości