Reklama

Żeby Kaszubi polubili siebie

21/03/2005 11:49
Do takiej refleksji doszłam podczas narady, zorganizowanej przez prezesa naszego partu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego Tadeusza Bigusa. Prosił zebranych o pomysły i sugestie, jakie zadania mogliby podjąć zrzeszeńcy, żeby lepiej przyczyniać się do umocnienia języka kaszubskiego w naszym życiu.

A z tym, jak wiadomo, nie jest dobrze; mimo dziesięciu lat nawoływania, żeby naszej rodzimej mowy używać, mimo wprowadzenia edukacji kaszubskiej do szkół, mimo licznych konkursów i innych inicjatyw, podejmowanych przez Zrzeszenie, widzimy, jak coraz mniej rdzennych Kaszubów swoim językiem się posługuje.
Ci, którzy dzisiaj są rodzicami i najskuteczniej mogliby swoje dzieci kaszubskiego uczyć, nie mają wcale do tego przekonania. Gdy oni chodzili do szkoły, wyśmiewano się z ich mowy, gorliwie piętnowano każdy błąd językowy, aż wyparli się tej „nienowoczesnej” mowy rodziców i dziadków, aż zaczęli się jej wstydzić. Wstydzili się nie tylko swojej mowy, wstydzili się, że są Kaszubami. Ten wstyd, poczucie mniejszej wartości, kompleksy zapuszczają mocne korzenie w naszej psychice, chociaż tego nie odczuwamy, nie jesteśmy świadomi. A to, czego się dość łatwo wyzbywamy, co wyrzucamy w podświadomość, zwłaszcza w młodości, to o wiele trudniej przyjąć z powrotem, zaakceptować, uznać za błąd.

Czy jednak można nie mieć nadziei na zmianę, na pozbywanie się tych irracjonalnych kompleksów? Mamy wiele przykładów, że można się zmienić. W zwierzeniach dzisiejszych gorących zwolenników kaszubszczyzny prawie zawsze usłyszymy, że mieli taki moment w życiu, gdy radykalnie zmienili swoje nastawienie do rodzimej kultury; czy pod wpływem jakichś osób znaczących, czy sami zrozumieli, że ich wstyd, a czasami nawet wrogość wobec kaszubszczyzny były błędem. Teraz w ich stosunku do kaszubskich korzeni jest nie tylko przywiązanie i szacunek, są również o wiele cieplejsze uczucia – duma i radość.

Co więc zrobić, żeby więcej Kaszubów zmieniło swoje nastawienie, żeby zaczęli czuć nie wstyd, ale dumę ze swego pochodzenia? Jak wytłumaczyć ludziom, dlaczego ważne jest, żeby pielęgnowali mowę ojców? Na te pytania nie ma prostej odpowiedzi. Robić można niejedno i też wiele się robi. Na spotkaniu mówiono m.in., żeby regularnie kilka razy w roku odprawiano msze św. z liturgią słowa w języku kaszubskim, bo to ludziom pokazuje, że ten język jest ważny, gdy go w kościele używają. Mówiono też, jak ważne jest, żeby wynagradzać dzieci, które osiągają dobre wyniki w konkursach – czy to wiedzy o regionie, czy poezji i prozy kaszubskiej. Wrócił również temat reaktywowania kaszubskiego teatru amatorskiego, a nauczyciele-regionaliści opowiadali, jakie piękne pomysły udają się im w szkołach.

Niektórym wydaje się, że wcale nie trzeba wyjaśniać, dlaczego język kaszubski jest ważny. Ostatecznym wyjaśnieniem jest według nich autorytet Papieża; przecież kilkakrotnie napominał Kaszubów, żeby strzegli swojej kultury, a więc i mowy. Rzeczywiście, słowa osobistości tej miary powinny być dla nas nakazem. Ale czy są? Czy wiele innych upomnień i wskazań Papieża bierzemy sobie do serca? Taka już jest przewrotność natury ludzkiej, że słowa z czynami dość często nie idą w parze.

A ja, na swój prywatny użytek, mam takie rozumowanie: moje kaszubskie pochodzenie jest jednym z darów, w który mnie życie wyposażyło. Kaszubskość jest w skali Europy małą, ale jakże bogatą i unikatową, kulturą. Dzięki mojej przynależności do Kaszub i ja jestem bogatsza, a może i szczęśliwsza. Chciałabym, żeby Kaszubi nie roztopili się w bezkształtnej i pozbawionej wartości kulturze masowej.

majka

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości