Reklama

Żukowo. Urzędniczka odpowiada: "To nie ja zniesławiłam szefową OKiS-u"

Niedawno w lokalnej prasie pojawiła się informacja o zniesławieniu Wiesławy Toczyńskiej, Dyrektorki Ośrodka Kultury i Sportu w Żukowie. Sprawa trafiła do prokuratury, która ustaliła, że komentarz został wysłany z komputera... innej urzędniczki żukowskiego magistratu. Historia ta okazuje się jednak o wiele bardziej skomplikowana. - Mam niezbity dowód na to, że jestem niewinna - wyjaśnia dziś Ewa Pieczora, rzekoma autorka pomówienia.

Początek sprawie dają wydarzenia z 2012 roku, kiedy to pod jednym z artykułów opublikowanych na lokalnym portalu internetowym pojawił się post, który stawiał Wiesławę Toczyńską, Dyrektorkę tamtejszego OKiSu, w niekorzystnym świetle. Pomówiona zdecydowała się skierować sprawę na policję, która to z kolei ustaliła adres komputera, z którego post został wysłany. Trop okazał się wyjątkowo zaskakujący, bo zaprowadził śledczych prosto do domu innej żukowskiej urzędniczki, Ewy Pieczory.

Prowadzący sprawę śledczy zadecydował o jej umorzeniu, z uwagi na "brak społecznego interesu dla ścigania z urzędu". Oskarżenia nie zdecydowała się wnieść także zniesławiona dyrektor OKiSu, uznając, że nie zmierza dalej ciągnąć sprawy, a to oznaczało formalny koniec tej historii.

Tyle tylko, że na jej kontynuowaniu zależy urzędniczce, której przypisano autorstwo obraźliwego postu. Nie przyznaje się ona bowiem do winy, przekonując, że ma na to niepodważalne dowody.

- Zwracałam się już do prokuratury, ale powiedziano mi, że zapadła decyzja o umorzeniu śledztwa, tymczasem zostały na mnie wylane pomyje, z których nie mam nawet możliwości się oczyścić. To strasznie przygnębiające uczucie - wyznaje Ewa Pieczora.

Zaraz potem opowiada faktyczną wersję opisywanych wydarzeń.

- Gdy dostałam wezwanie do stawienia się na Komendzie Policji w charakterze świadka, nie miałam pojęcia o jaką sprawę chodzi. Policjant tłumaczył coś o komentarzu, pomówieniu, a ja nic nie rozumiałam. Numer IP wskazywał na moją niezabezpieczoną sieć bezprzewodową, adres był mój, ale ja z tym komentarzem nie miałam nic wspólnego. Mój mąż, ani nikt z członków mojej rodziny także. Zachodziłam w głowę jak to możliwe, ale nasz dom jest otwarty, często mamy gości i nie sposób było dojść kto mógł to zrobić. Do czasu, aż dostałam to od swojej przyjaciółki, dziś przebywającej we Francji - wyjaśnia Ewa Pieczora, przekazując nam odręcznie napisany list.

Wyczytać można z niego, że wspomniana przyjaciółka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), spędzając wieczór w domu Pieczorów, skorzystała z laptopa gospodyni, dając upust własnej frustracji, czego ofiarą padła właśnie Wiesława Toczyńska.

Jest pewna kwestia, która od pewnego czasu nie daje mi spokoju. Otóż chciałam się Tobie do czegoś przyznać. W listopadzie ubiegłego roku, będąc u Ciebie w domu, rozmawiałyśmy na temat mojej kariery zawodowej. Dobrze pamiętasz moją trudną sytuację finansową w tamtym okresie oraz nadzieje, jakie wiązałam z możliwością objęcia stanowiska Dyrektora GOK w Żukowie. Pamiętam jak mi powiedziałaś, że Toczyńska jednak nie odchodzi z pracy. Nie byłam z Tobą do końca szczera, bo powiedziałam Tobie, że trudno i że nic się nie stało, ale w głębi duszy szlak mnie trafił.(…) Jak poszłaś robić kolację weszłam do Twojej sypialni, gdzie był Twój laptop, na nieszczęście włączony jeszcze. Weszłam na stronę Expressu Kaszubskiego i zaczęłam coś tam bazgrolić na temat Toczyńskiej. Nie pamiętam co dokładnie wtedy napisałam. (…) Zależało mi na tym stanowisku, tym bardziej, że byłam już po rozmowie z Burmistrzem(…) - napisała w liście przyjaciółka Ewy Pieczory.

- Gdy to przeczytałam byłam wściekła, ale z drugiej strony ucieszyłam się, że sprawa się wyjaśniła i że miała na tyle odwagi, by się przyznać. W końcu mam niezbity dowód, że jestem niewinna - opowiada dalej nasza rozmówczyni.

- Pracuję w samorządzie od ponad 30 lat i proszę mi wierzyć, że nie jestem tak głupia by niszczyć wypracowaną sobie ciężko reputację w taki sposób. W urzędzie jestem postrzegana jako ta, która napisała ten post, a tak przecież nie jest. Mam dość odbierania telefonów od znajomych i tłumaczenia się. Dlatego nie mogę tego tak zostawić. Cała ta historia kosztowała mnie wiele nerwów. Uczucie, kiedy oskarżają cię niesłusznie o coś, czego nie zrobiłaś, jest potworne, dlatego zdecydowałam się na ten artykuł - podsumowuje Ewa Pieczora.

O nowych faktach w sprawie poinformowaliśmy także Wiesławę Toczyńską, która do sprawy nie chce już wracać.

- Nie chcę tego ciągnąć, ani komentować. Dla mnie sprawa zakończyła się w momencie, gdy otrzymałam pismo od prokuratury. Nie rozmawiałam z tą panią na ten temat i nie chcę tego robić. Myślę, że nie ma sensu tego rozdrapywać. Nic mi to nie da. Powtórzę raz jeszcze, dla mnie ta sprawa jest zakończona - ucina Wiesława Toczyńska.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości