Reklama

Hopowo. Gmina głucha na problemy z boiskiem

Mieszkańcy Hopowa mają dość pustych obietnic składanych im przez władze gminy w sprawie miejscowego boiska - jedynego we wsi miejsca, gdzie dzieci i młodzież mogą aktywnie spędzać czas. Jak przekonują, plac ten nie tylko nie nadaje się do użytku, ale jest wręcz niebezpieczny dla osób z niego korzystających. - Czy musi dojść do tragedii, żeby gmina się tym w końcu zajęła? - pytają.

Boisko w Hopowie od dłuższego już czasu z miejscem przystosowanym do uprawiania jakiegokolwiek sportu wspólnego ma raczej niewiele. Dla miejscowych jest to bolączka tym większa, że we wsi nie ma żadnego innego placu, na którym dzieci i młodzież mogłaby pobiegać za piłką. Próby aktywności na prywatnych posesjach kończą się zwykle przegnaniem dzieciaków przez sąsiadów obawiających się o uszkodzenia swoich ogrodów.

- Problem zgłaszany był w czasie zebrań wiejskich, ale żadnego odzewu jak nie było, tak nie ma. Obiecano nam, że ktoś przyjedzie i sprawdzi co można zrobić. Są to jednak tylko puste słowa - żali się jeden z mieszkańców.

Zaraz potem przytacza aż kilka powodów dla których w obecnym stanie na boisku w Hopie nie tylko nie można, co wręcz nie powinno się puszczać dzieci.

Po pierwsze już samo dojście na plac jest utrudnione. Z jednej strony przylega do niego bowiem prywatna, ogrodzona posesja. Z drugiej natomiast biegnie niezwykle ruchliwa i niebezpieczna droga krajowa nr 20. Należy również dodać, że na odcinku tym nie ma nawet chodnika.

Po drugie, siatka zabezpieczając oddzielająca boisko od tejże drogi krajowej jest uszkodzona. Jeśli więc ktoś zdecyduje się tam grać, musi liczyć się z tym, że piłka może polecieć prosto na jezdnię. To zaś jest niebezpieczne nie tylko dla dzieci, które po tą piłkę pobiegną, ale i dla kierowców, którzy mogą zostać zaskoczeni nagłym uderzeniem piłki w swój pojazd.

Bramki, które znajdują się na placu nie są w żaden sposób przymocowane do podłoża. Wystarczy więc, że dziecko podwiesi się na poprzeczce i zacznie bujać, by bramka przewróciła się i spadła prosto na nie.

W 2012 i 2013 roku w związku z trwającą budową hydroforni po boisku jeździł ciężki sprzęt budowlany, niszcząc jej podłoże. Po jednym z wykopów pozostawiono zaś na płycie boiska duży kamień. Mimo, że prace zostały już dawno zakończone, po robotnikach pozostała zarówno rozjeżdżona i nierówna nawierzchnia, jak i wspominany kamień(!).

Żeby było ciekawiej, tzw. "boisko" w Hopowie jest koszone, choć wyłącznie w miejscach, które nie wymagają żadnych dodatkowych czynności. I tak np. pod bramkami zalegają spore kępy trawy.

- Wielokrotne apele do władz gminy nie przynoszą skutku. Nie wiemy już jakich argumentów użyć, by wójt się tym zainteresował. Twierdzi, że jest za rozwojem sportu w każdej wsi. Odnosimy jednak wrażenia, że wszędzie, poza Hopowem. Czy na prawdę najpierw musi dojść do tragedii? - puentują rozżaleni mieszkańcy.

Stosowne pytania w tej sprawie przesłaliśmy już do Urzędu Gminy w Somoninie. Gdy tylko otrzymamy odpowiedź, wrócimy do tematu.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tedi - niezalogowany 2014-07-31 21:34:48

    Boisko też ważne ale dzisiaj wyciągnęliśmy ponad sto sztuk ryb a zapach obrzydliwy, ryby dosłownie się zaplątuję w te zarośla i się duszą.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dziadek - niezalogowany 2014-07-31 20:46:49

    Boisko to jedno a co ze stawem w srodku wsi jedno wielkie bagno padniete ryby a obok plac zabaw

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości