Rada Miejska w Żukowie przyjęła uchwałę w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego dla wsi Chwaszczyno. W opublikowanym akcie pojawiły się jednak ręczne zapiski, które zmieniały uchwaloną funkcję działek z przemysłowej na rolniczą. Działania urzędników poskutkowały tym, iż właściciel nieruchomości musiał sprzedać działki jako rolne, za znacznie niższą cenę. O odszkodowanie za poniesione straty walczył w sądzie, który przyznał, że wina leży po stronie gminy. W sumie działania urzędników kosztowały podatników 985.404,92 zł!
Sprawa bierze swój początek w 1999 roku, kiedy burmistrzem gminy Żukowo był Bogdan Łapa, a przewodniczącym Rady Miejskiej w Żukowie Jerzy Żurawicz. Wówczas jeden z właścicieli nieruchomości w Chwaszczynie podjął się na własny koszt opracowania projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla swoich działek. Plan przeszedł procedurę konsultacji i uchwałą z dnia 18 października 1999 roku został przyjęty przez Radę Miejską w Żukowie. Zmieniono tym samym funkcję nieruchomości z rolnej na przemysłową, usługową lub rzemieślniczą.
Właściciel podzielił swoje działki na mniejsze z zamiarem sprzedaży. 29 października 2010 roku projekt podziału zatwierdził burmistrz gminy Żukowo. Wówczas okazało się, że w uchwale opublikowanej w Dzienniku Urzędowym Województwa Pomorskiego jest zapis, że wspomniane działki są działkami rolnymi, obowiązuje na nich całkowity zakaz zabudowy i wyłączania ich z produkcji rolnej.
Jak się okazało, w uchwale przesłanej przez gminę do wojewody dodano ręcznie adnotacje zmieniające sposób zagospodarowania gruntu części działek, w taki sposób, że oznaczono je na mapie symbolem "R" oraz dodano opis oznaczający tereny rolne.
Właściciel w lutym 2011 roku wezwał gminę do jak najszybszej zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, by usunąć bezprawne jego zdaniem dopiski. Zawarł bowiem już umowy przedwstępne na sprzedaż działek, które miały być działkami przemysłowymi. Burmistrz Jerzy Żurawicz w odpowiedzi poinformował go, że ewentualne zmiany planu będą mogły być uwzględnione tylko przy tworzeniu nowego planu zagospodarowania i ma on złożyć stosowny wniosek.
Właściciel zażądał jednak od burmistrza Żukowa podjęcia działań w sprawie sprostowania błędu w opublikowanej w Dzienniku Urzędowym Województwa Pomorskiego uchwale. Ten wystąpił do wojewody, który stwierdził, że sprostowanie uchwały jest niemożliwe.
Właściciel wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku, który wyrokiem z dnia 12 grudnia 2012 roku stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały z 1999 roku w części obejmującej dopisane ręcznie adnotacje, z tego względu, że nie były one częścią projektu planu, który był poddany konsultacjom. Sąd wskazał, że nawet przy założeniu, że rada przyjmowała uchwałę wraz z dopiskami, to ze względu na brak konsultacji tych zmian, byłyby one nieważne ze względu na naruszenie procedury uchwałodawczej.
W 2013 roku po uprawomocnieniu się wyroku WSA właściciel działek wystąpił do gminy Żukowo o wypłatę odszkodowania za poniesione straty, gdyż musiał sprzedać działki jako rolne, po cenie znacznie niższej niż cena działek przemysłowych. Burmistrz Jerzy Żurawicz odmówił.
Właściciel wstąpił więc na drogę sądową. Sąd Okręgowy w Gdańsku przychylił się częściowo do jego roszczeń. Uznał jednak, że należy mu się odszkodowanie w wysokości nieco ponad 242.000 zł. Sąd Apelacyjny w Gdańsku w lutym 2016 roku zmienił jednak wyrok w tej części, uznając poszkodowanemu kolejne 470.000 zł.
Ostatecznie gmina Żukowo wypłaciła 962.425,72 zł odszkodowania wraz z zasądzonymi odsetkami. Uwzględniając także koszty sądowe bezprawne działanie urzędników kosztowało podatników 985.404,92 zł.
Zapytaliśmy ówczesnych włodarzy, jak mogło dojść do tego, że ktoś sfałszował uchwałę.
- Procedura wygląda tak, że uchwała po podpisaniu przez przewodniczącego, była wywieszana na tablicy ogłoszeń i był przekazywany do wojewody celem ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym. Nie mogło być ręcznych zapisków. Sprawę kojarzę tylko tyle, ile wyczytałem w prasie - mówi Bogdan Łapa.
- Jako przewodniczący rady, podpisałem uchwałę, taka jest bowiem rola przewodniczącego. Podpisaną uchwałę przez urzędników dostarcza się do wojewody, który ją publikuje. Jej wykonanie powierza się burmistrzowi, a w tamtym czasie zarządowi gminy. Oryginał uchwały znajduje się w urzędzie. Jest na niej mój podpis. Nie ma zaś żadnych zmian, dopisków ręcznych. Taki dokument został złożony. Z tego co wiem, tej uchwały nie ma w urzędzie wojewódzkim. Gdy byłem burmistrzem, właściciel nieruchomości zgłosił się do nas w tej sprawie. Badaliśmy ją. Jak się okazało u nas było wszystko dobrze. Nie mam pojęcia na jakim etapie dopisano ręcznie jakieś adnotacje. Nie wiem kto i kiedy to zrobił - podkreśla z kolei Jerzy Żurawicz.
Obecny Burmistrz Wojciech Kankowski złożył zawiadomienie do prokuratury.
Winnych do tej pory nie ustalano.
AL
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze