Dokładnie 37 przegranych kolejno setów potrzebowały siatkarki Gedani Żukowo, by przełamać indolencję i wygrać pierwszą w sezonie partię. Do pierwszego punktu jeszcze trochę zabrakło, bo w pozostałych trzech odsłonach tego spotkania podopieczne Pawła Kramka były już zdecydowanie gorsze i uległy ostatecznie 3:1 (25:15,19:25, 25:21, 25:10).
Choć gospodynie przystąpiły do meczu bez swojej najlepszej zawodniczki – Katarzyny Mroczkowskiej, szybko przełamały żukowską młodzież i po kilku pierwszych dość wyrównanych piłkach zaczęły stopniowo powiększać przewagę. Szczególnie była ona widoczna po pierwszej przerwie technicznej. Nasz zespół miał w tym fragmencie poważne kłopoty z wykończeniem ataku, a sama Plebanek, a więc jedna ze skuteczniejszych zawodniczek w zespole zepsuła wszystkich siedem swoich ataków! Koleżanki nie odstawały i wspólnie zapisały na swoim koncie w tej odsłonie zaledwie 19 procent skuteczność w ofensywie, przegrywając ją do 15.
Także drugi set mógł sugerować, że kibiców czeka powtórka z pierwszej odsłony. Impel zaczął od 4:1, by po kolejnych kilku minutach znów prowadzić 10:5. To, co stało się potem zaskoczyło chyba nawet same siatkarki z Żukowa. Gedania zdobyła sześć punktów z rzędu i wyszła na jednopunktowe prowadzenie. Gospodynie zmobilizowały się i w kolejnych kilku piłkach zagrały już zdecydowanie lepiej. Przyjezdne nie zamierzały jednak odpuszczać i na drugiej przerwie technicznej wciąż prowadziły 16:15. Celownik wyregulowała w końcu Plebanek, a nominalne zmienniczki: Lizińczyk i Kocemba spisywały się wręcz znakomicie. Po powrocie na parkiet Gedania znów zaatakowała, czego efektem było sensacyjne prowadzenie 20:16. Jak się okazało dziewczęta z Kaszub nie oddały go już do końca, ciesząc się z pierwszej wygranej partii w sezonie!
Trzeci set przez długi czas do złudzenia przypominał wydarzenia z poprzedniego. Lepiej zaczęły wrocławianki, prowadząc na pierwszej przerwie technicznej nawet 8:3. Potem znów stanęły, a za odrabianie strat wzięła się ekipa trenera Kramka. Uczyniła to na tyle skutecznie, że na kolejnej przerwie technicznej to my prowadziliśmy już 16:15. Szanse na wygranie drugiego seta, a tym samym wywalczenie przynajmniej 1 punktu były jeszcze przy stanie 20:19, gdy błąd na naszą niekorzyść popełnili sędziowie i zamiast dwóch punktów zaliczki na tablicy wyników pojawił się remis. W tym niezwykle nerwowym finiszu więcej spokoju i opanowania zachowały bardziej doświadczone gospodynie i to one triumfowały 25:21, odzyskując tym samym prowadzenie w meczu.
W kolejnym secie Gedania już się nie podniosła ulegając bardzo wyraźnie. Przewaga gwardzistek była niepodważalna i z każdą minutą tylko rosła. Na pierwszej przerwie technicznej było 8:2, a na drugiej 16:6. Sama końcówka była niewiele lepsza i zakończyła się druzgocącą wręcz przewagą piętnastu „oczek”! W całym meczu statystyki naszego zespołu także pozostawiają wiele do życzenia. Popełniliśmy aż 14 niewymuszonych błędów serwisowych (przy 5 Gwardii), po kontrze punktowaliśmy zaledwie 18 razy, podczas gdy rywalki niemal dwukrotnie częściej, zaś w ataku wykończyliśmy tylko 31 piłek ze 132 prób! Na pocieszenie pozostaje jednak fakt, że Gedania W KOŃCU ugrała seta. Teraz pora na pierwsze punkty.
Komentarze