Reklama

Adam Deyk - o krok od windsurfingowego raju

Ma 22 lata, mieszka w Zaworach i głęboko wierzy w to, że uda mu się zostać pierwszym w powiecie kartuskim zawodowym... windsurfingowcem. Wierzy, choć marzenia i cele od rzeczywistości dzieli często długa droga. Szczególnie w tak mało popularnej dyscyplinie sportu jak windsurfing.

Adam Deyk, bo o nim mowa, windsurfingiem pasjonuje się przez większą część swojego życia. Bakcyla połknął za sprawą ojca, który wiele lat temu wrócił do domu z deską i rekreacyjnie pływał na jeziorze. Podpatrywał go 10-letni wówczas Adam, by w końcu samemu chwycić za sprzęt i spróbować swoich sił. Jak się okazało, był to dopiero początek trwającej do dziś przygody z tą wyjątkową odmianą sportu wodnego.

Pierwsze kroki stawiał na jeziorze, pływając bardziej dla przyjemności. Pięć lat później zasmakował wiatru wiejącego na Zatoce Gdańskiej i windsurfing pochłonął go jeszcze bardziej.

- Na bieżąco przeglądałem w internecie strony poświęcone temu sportowi. Pojawiały się tam m.in. informacje o amatorskich regatach. Na jedne z takich zawodów w końcu zdecydowałem się wybrać. Zawiózł mnie na nie zresztą ojciec, bo nie miałem wtedy jeszcze nawet prawa jazdy. Poszło całkiem nieźle, więc startowałem dalej - wspomina swoje początki Adam.

Wraz z pierwszymi startami pojawiły się też pierwsze sukcesy. Miejsca na podium, dyplomy, nagrody, a wraz z nimi kolejne wyjazdy do Sopotu, Jastarni, Chałup, Władysławowa. To uzmysłowiło też młodemu zawodnikowi, że uprawianie windsurfing to nie tylko przyjemność, ale i niemałe wydatki.

- Czy to drogi sport? Cholernie drogi! - przyznaje. - Przy jednym zestawie trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu około 10.000 złotych. Deska, stateczniki, płachty. To wszystko kosztuje. A wiadomo przecież, że warunki się zmieniają i dobrze jest mieć sprzęt przystosowany na każdą ewentualność. Dwa, trzy zestawy to minimum. Do tego trzeba przecież doliczyć jeszcze wpisowe na zawody, wyżywienie i nocleg, gdy regaty trwają 2-3 dni. Startując choćby w dwóch wyścigach w miesiącu przez cały sezon uzbiera się trochę tego- wylicza.

Sukcesy w zawodach amatorskich ciągną go jednak mimo wszystkich tych przeszkód do rywalizacji z najlepszymi w kraju. Tym bardziej, że wie, czego może się po takim wyzwaniu spodziewać.

- Poprzedni sezon potraktowałem bardziej szkoleniowo, chciałem się spróbować na tle innych zawodników. Pływałem na tych samych trasach, tyle że poza zawodami. Teraz myślę, że jestem gotów stanąć z nimi do rywalizacji. Nie odstaję od nich umiejętnościami - ocenia windsurfingowiec z Kaszub.

Co stoi więc na przeszkodzie by stanąć do walki o najwyższe laury? To co zwykle, czyli pieniądze. Koszty startów w całym sezonie są zbyt wysokie, by samemu móc je udźwignąć. Do tego Adam nie jest zrzeszony jeszcze w żadnym klubie, ale i to nie gwarantuje wcale dostatecznego wsparcia.

- Teoretycznie jest kilka klubów, do których mógłbym spróbować się zapisać. Najbliżej mi do Sopotu, ale tam skupieni byli do tej pory na olimpijskiej klasie RS:X. Ja uprawiam tzw. formułę, więc raczej nie mógłbym liczyć na wsparcie, o ile w ogóle by mnie w tej sytuacji przyjęli. Druga opcja to klub bliżej Poznania. Mam tak kilku znajomych i wiem, że byłoby dużo łatwiej, ale pojawia się problem odległości. To jednak sprawa drugorzędna. Jeśli nie znajdzie się sponsor, ciężko będzie ruszyć z czymkolwiek - mówi nasz rozmówca, wyjaśniając, że bardzo często kluby zapewniają jedynie licencję i warunki do treningu, ale funduszy na starty trzeba już szukać na własny rachunek.

Póki co windsurfingowa przyszłość młodego Kaszuby z Zawór stoi pod znakiem zapytania. Zwracał się już z propozycją wykupienia powierzchni reklamowych na jego żaglu i samochodzie do kilku firm, ale kryzys i brak funduszy sprawiały, że za każdym razem spotykał się z odmową. Nie traci jednak nadziei i wierzy, że znajdzie się ktoś, kto pozwoli mu spełnić sportowe marzenia.

- Nie łudzę się i wiem, że będzie ciężko. Jeden z moich znajomych pływał i odnosił spore sukcesy, wygrywał nawet w Pucharze Polski, ale kiedy jego miasto przestało go sponsorować, musiał zawiesić starty. Taka brutalna rzeczywistość. Ja też nie zamierzam walczyć o to w nieskończoność. Jeśli się nie uda, niestety będzie trzeba sobie odpuścić. Szkoda by było - podsumowuje Adam Deyk.

Zainteresowani wsparciem Adama mogą kontaktować się z nim mailowo, pod adresem [email protected]

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ona1 - niezalogowany 2012-11-25 14:57:45

    Piękne ale kosztowne, z resztą jak każdy sport. Powodzenia!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    storczyk - niezalogowany 2012-11-23 21:38:32

    piękne zainteresowanie... tylko pozazdrościć. :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości