Reklama

Banino. Zachęcała do zjedzenia bzu. Dzieci źle się poczuły

W ubiegłym tygodniu uczniowie gimnazjum w Baninie lekcję biologii odbyli w lesie, gdzie poznawali rośliny, drzewa i runo leśne. Podczas wycieczki nauczycielka zachęciła dzieci do spróbowania owoców czarnego bzu. Niedługo po tym wielu uczniów źle się poczuło. Czy stało się to za sprawą tej rośliny?

W czwartek uczniowie klasy Ic z gimnazjum w Baninie podczas zajęć z biologii udali się do lasu. Jedną z roślin, którą poznały dzieci był czarny bez. Nauczycielka biologii zaproponowała im, żeby skosztowały jego owoców. Po powrocie do szkoły, na kolejnych zajęciach dzieci pochwaliły się co jadły. Nauczycielka, która prowadziła kolejną lekcję, zaniepokojona tym faktem uprzedziła uczniów, że mogą źle się poczuć. Wkrótce kilkoro z nich zasygnalizowało złe samopoczucie. Miały nudności, a jedno z nich wymiotowało. Z kolei u innego pojawił się roztrój żołądka.

Dyrektor szkoły bagatelizuje sprawę.

- Nie ma mowy o zatruciu. Po pierwsze nie było to zatrucie, a po drugie nie było to zatrucie zbiorowe. Złe samopoczucie uczniów było spowodowane grypą jelitową, która panuje w szkole - mówi Ewa Kosznik.

Po całej sytuacji, po część chorych dzieci do szkoły przyjechali rodzice. Ostatecznie do domu wróciła trójka uczniów z 23 obecnych w tym dniu. Według dyrektora pozostałe dzieci nie zgłaszały żadnych dolegliwości i do końca dnia czuły się dobrze.

- Sprawa wyjaśniła się w ciągu jednego dnia. Poinformowałam rodziców o całej sytuacji, oficjalnie nie wpłynęła żadna skarga z ich strony. Gimnazjalistom zapewniłam opiekę pielęgniarską, skonsultowałam się również z lekarzem, który zalecił im picie dużej ilości wody. Sprawa była monitorowana. Jedna gałązka czarnego bzu została poddana badaniom. Uważam, że podjęłam wiele kroków, ale lepiej dmuchać na zimne - dodaje.

Według dyrektora szkoły nie było konieczności zawiadamiania policji czy prokuratury o zaistniałej sytuacji. A sprawa została wyjaśniona w szkolnych murach.

- Dopełniliśmy wszystkich procedur. Sporządziliśmy notatki o całej zaistniałej sytuacji. Skontaktowaliśmy się z lekarzem, zgłosiliśmy sprawę do sanepidu. Porozmawialiśmy również z osobą do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy. Nie zabrakło także omówienia całej sytuacji w klasie - mówi Ewa Kosznik.

Dyrektor broni swojej podwładnej.

- Nauczycielka jest bardzo lubiana przez dzieci i od dawna pracuje w zawodzie. Informacje stara się przekazywać w sposób mocno nieksiążkowy. Kwestia spróbowania, a zjedzenia to dwie różne kwestie. Nikt nie zabrania spróbowania jednego grona czarnego bzu. Oczywiście nie powinna była zaproponować dzieciom spróbowania tego owocu. Owoc nieumyty nie powinien zostać zaproponowany dzieciom do spożycia. Przekroczyła swoje kompetencje. Wiemy jednak, że czarny bez jest rośliną leczniczą i zawiera dużo witaminy C. Z pewnością uwrażliwię nauczyciela na tego typu sytuacje. To jakie poniesie konsekwencje dotyczy dyrektora i pracownika - dodaje.

Tymczasem jak informują poradniki dostępne choćby w internecie, owoce czarnego bzu nie nadają się do spożycia na surowo. Roślina ta zawiera sambunigrynę, która gromadzi się głównie w jej liściach, kwiatach i nasionach. Po spożyciu powoduje ona w organizmie ludzkim wydzielanie kwasu pruskiego (cyjanowodoru) związku, który był używany w komorach gazowych do zabijania ludzi. Najczęściej do zatrucia dochodzi w wyniku spożycia niedojrzałych owoców. Do objawów należą: osłabienie, bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, biegunka, przyspieszenie tętna i zaburzenia oddychania aż do duszności włącznie.

Z dojrzałych owoców można jednak robić konfitury, dżemy, soki, wino lub je ususzyć. Zawierają cukry, witaminy (głównie B i C), kwasy organiczne i inne związki. Muszą być jednak dojrzałe i ugotowane lub smażone bez przykrycia, gdyż tylko wtedy można pozbyć się zawartej w nich trucizny. Bardzo ważne jest pozbycie się wszelkich zielonych części rośliny. Zaleca się szczególną ostrożność w przypadku podawania przetworów z czarnego bzu dzieciom.

Zachęcanie ich do spożycia go na surowo uważamy co najmniej za lekkomyślność.

Martyna Cichosz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kkooookkoooo - niezalogowany 2015-10-10 21:14:22

    Mam w domu takie krzaki zjadam te owoce od lat i nic mi nie jest (było) teraz czuję mdłości. Czy to możliwe?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    RobinHut - niezalogowany 2015-10-08 10:06:21

    Dokładnie Fantagiro, za chwilę będą pozwy rodziców za to, że w sklepikach dzieci kupowały tzw śmieciowe jedzenie czyli np czipsy czy batoniki ;) A ponoć nawet picie uryny ma właściwości lecznicze a niektórym ludziom nie raz uratowało życie jak nie mieli dostępu do wody ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    fantagiro - niezalogowany 2015-10-08 08:17:32

    Bez przesady, nie takie rzeczy jadało się w dzieciństwie. Jednak nauczycielka powinna wcześnie wspomnieć, że bez jest trujący, ale znając naszych gimnazjalistów to wtedy nie skończyłoby się na jednym owocu. Teraz chuchamy, dmuchamy i mamy alergie i milion innych przypadłości.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości