Reklama

Borkowo. "Kto nam robi taką krzywdę?!"

Informacje o całej serii podpaleń domków letniskowych w Borkowie obiegły lotem błyskawicy nie tylko żukowską gminę, ale dotarły daleko poza nią. Koszmar trwał prawie dwa miesiące (czerwiec i lipiec). W połowie sierpnia okazało się, że to jeszcze nie koniec tragicznych wydarzeń.

Poniedziałek, 15 sierpnia. W tym dniu z okazji odpustu w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Żukowie corocznie organizowany jest świąteczny festyn. Na imprezę wybrała się rodzina państwa Formelów z Borkowa. Nie dostali się do przepełnionego kościoła na wieczorny koncert Haliny Frąckowiak, więc wrócili do domu. Na szczęście.

- Wjeżdżaliśmy już prawie na podwórze, gdy nagle zauważyłam w szparach wrót stodoły ogień - wspomina Elżbieta Formela. - Krzyknęłam wtedy: "pali się!". W domu był teść i szwagier nieświadomi tego, co się dzieje. Dokładnie o godzinie 20.59 zadzwoniłam do straży pożarnej. Strażacy zjawili się bardzo szybko.

W tym czasie wszyscy domownicy starali się sami gasić pożar stodoły, która była pełna świeżo co zwiezionego po żniwach zboża. Na samej górze widać było płomienie. W dachu prześwitywała już dużych rozmiarów dziura.

Strażacy wyciągali zboże na zewnątrz, bo tliło się ono od spodu. W akcji pomagali też sąsiedzi. Pogorzelcy do rana nie zmrużyli oczu. Następnego dnia czekały ich porządki i ocena strat. Długo dochodzili do siebie. Nie wiedzieli jednak, że najgorsze mają jeszcze przed sobą…

Minęło półtora miesiąca. 28 września. Zbliżała się godzina 20. Tego wieczoru Formelowie palili się po raz kolejny. Teraz ogień strawił drugą część stodoły. Najpierw zapaliły się wrota, a od tego ognia zajęła się słoma, sięgająca aż pod dach. W środku była też młockarnia, wóz konny, maszyna do prasowania słomy i do przebierania kartofli. Palące się urządzenia wyciągano na podwórze tak szybko, jak tylko się dało. Niestety, nie nadają się już do użytku.

Ten pożar był o wiele większy niż poprzedni. Najbardziej obawiano się tego, aby nie spłonął garaż, stajnia i dom. Na szczęście wiatr wiał w przeciwnym kierunku. Samochody zdążyli wyciągnąć. Pani Elżbieta wraz z towarzyszącym jej strażakiem obeszli całą stajnię. Strasznie zadymioną. A w środku zwierzęta. Mogły się zadusić, więc zainstalowano wentylator.

Całą noc na zmianę pilnowali pogorzeliska. Dopiero gdy zaczęło świtać, zobaczyli ogrom poniesionych strat.
- Podczas pierwszego pożaru, gdy ratowaliśmy nasz dobytek, łzy same cisnęły się do oczu - wyznaje moja rozmówczyni. - Przy drugim, nie miałam już czym płakać. Ciągle zadajemy sobie pytanie, kto nam robi taką krzywdę! Zastanawiamy się też, czy to już koniec naszej tragedii. Po nocach nie śpimy. Pies zaszczeka i już wszyscy jesteśmy na równych nogach.

Pomimo tego, co przeżyli, pozostała im jeszcze odrobina poczucia humoru. Rodzina Formelów uznała bowiem, że tak, jak w tym roku, tak jeszcze nigdy nie wyczyszczono i nie wymyto stodoły.

- Myślę sobie, że może podpalacz nas trochę… lubi, bo robi to wtedy, kiedy jeszcze nie śpimy - oświadcza pani Elżbieta. - Daje nam jakieś fory.

W tej odrobinie optymizmu jest jednak gorycz doznanej krzywdy, podszyta lekką ironią, ale i uzasadnionym żalem.

- Najpierw seria pożarów domków letniskowych, z których jeden był nasz - włącza się do rozmowy Krystyna Formela, teściowa pani Elżbiety. - A teraz dwa razy nasza stodoła. Po ostatnim pożarze wróciły wszystkie koszmarne wspomnienia sprzed 32 lat, kiedy również spaliła się nam stodoła, tyle że drewniana. Cała ciężka praca poszła na marne. Wszystko poszło z dymem.

- Ogień zauważyliśmy z mężem z okien naszego domu - dorzuca Irena Naczk, sołtys Borkowa. - Słychać było "strzelaninę" palącego się eternitu. Przeżyliśmy szok. Po tylu pożarach jeszcze nie koniec. Biegliśmy do Formelów co sił w nogach. Każdy chciał przecież pomóc. - Dużo słów uznania należy się strażakom, za ich naprawdę wielkie poświecenie - dodaje.

Jest, na szczęście, druga, ta lepsza strona medalu. Ludzie o dobrych sercach, którzy już następnego dnia przyszli z pomocą. Władze żukowskiej gminy, radni - Stanisław Szur i Maria Kankowska - Kamińska, firmy - Mariana Stenzla z Pępowa i Bladowskiego z Pępowa, Polbet z Małkowa, sklep "U Stacha" z Żukowa, sołtysi - Pępowa i Skrzeszewa oraz Jan Formela z Żukowa. I wiele, wiele innych osób, które podały im pomocną dłoń.

Wszystkim tym ludziom, za pośrednictwem naszej redakcji, cała rodzina państwa Formelów dziękuje z całego serca.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 13 - niezalogowany 2011-11-23 14:07:18

    Wsółczuję! Życzę WYKRYCIA podpalacza oraz powrotu do normalnego życia, bez strachu o życie i mienie... Apeluję do podpalacza: odpuść! Narobiłeś tyle szkód! Jeśli kieruje Tobą zazdrość, zemsta, nienawiść, czy też adrenalina , to pomyśl o krzywdzie, jaką wyrządzasz drugiemu człowiekowi!!! Opamiętaj się!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości