Szczypiorniści Cartusi Kartuzy nie zakończą pierwszej rundy rozgrywek III Ligi Piłki Ręcznej Mężczyzn z kompletem zwycięstw. W sobotę przegrali w Czersku z miejscowym Borowiakiem 26:22, choć po pierwszej połowie to ekipa z Kaszub bliższa była wygranej. Kluczowa dla końcowego wyniku okazała się druga, fatalna w naszym wykonaniu odsłona tego spotkania.
Mecz rozpoczął się po myśli podopiecznych Jarosława Frankowskiego i wydawało się, że kartuzianie są na dobrej drodze by podtrzymać trwającą od początku sezonu zwycięską passę.
Już po kilku pierwszych minutach prowadzili 5:1, ale chyba zbyt szybko uwierzyli, że nic złego im ze strony gospodarzy nie grozi, bo już po kilku kolejnych akcjach gra się wyrównała. Miejscowi zdecydowanie poprawili skuteczność, ale w naszych szeregach świetną robotę w ofensywie wykonywał ponownie Patryk Załuski. Po 30 minutach gry miał na koncie już 7 trafień, a Cartusia schodziła na przerwę prowadząc 14:11.
W szatni zawodnicy Borowiaka najwyraźniej nie próżnowali, bo na drugą połową wyszli inaczej poustawiani i nastawieni na indywidualne krycie Załuskiego, co miało zneutralizować zagrożenie z jego strony w ataku. Tak też się stało, a na dodatek nikt z jego klubowych kolegów nie był w stanie wziąć odpowiedzialności za zdobywanie punktów. Druga linia nie funkcjonowała praktycznie wcale, a gdy już udało się przebić pod koło lub na skrzydło, pudłowaliśmy w niemiłosierny wręcz sposób.
Dość dodać, że tylko pomiędzy 40, a 51 minutą meczu nie grający wcale porywająco Borowiak zdobył 7 bramek, tracąc przy tym zaledwie 2. Gospodarze wyszli w ten sposób na pierwsze w tym spotkaniu prowadzenie i jak się wkrótce okazało, nie oddali go do samego końca. Pilnowany dokładnie Załuski poprawił swój dorobek bramkowy z pierwszej połowy o zaledwie trzy trafienia. Wszyscy jego pozostali koledzy dorzucili do tego ledwie pięć, a to było zbyt mało, by wywalczyć tego dnia komplet punktów.
Katastrofalna druga połowa przesądziła więc o pierwszej w sezonie porażce Cartusi. Mimo wpadki w Czersku kartuzianie zachowali fotel lidera rozgrywek. Kolejny mecz rozegrają dopiero po nowym roku.
- To był zdecydowanie nasz najgorszy mecz w tym sezonie. O ile pierwsza połowa wyglądała w naszym wykonaniu jeszcze dobrze, o tyle po przerwie mieliśmy już poważne kłopoty. W końcówce Borowiak spokojnie prowadził atak pozycyjny, a my popełnialiśmy kolejne błędy w obronie, nie wierząc już chyba w końcowy sukces - podsumowuje pierwszą ligową porażkę swoich podopiecznych trener Jarosław Frankowski.
Komentarze