Drugi już w tym tygodniu wyjazd do województwa zachodniopomorskiego zaliczyli piłkarze III-ligowej Cartusii 1923 Kartuzy. O ile środową wycieczkę do Dębna zakończyli z trzema punktami, o tyle w czasie sobotniej potyczki w Kołobrzegu musieli uznać wyższość miejscowej Kotwicy, przegrywając 2:0.
Faworytem spotkania byli gospodarze, którzy wciąż liczą się w walce o awans do II ligi. Niestety różnicę dzielącą oba teamy w tabeli było widać na boisku. Kotwica była zespołem zdecydowanie lepszym, prowadzącym grę i stwarzającym o wiele większe zagrożenie bramkowe, aniżeli jej rywale z Kartuz. Najbliżsi szczęścia byli w 28 minucie, kiedy to po strzale Rydzaka uratowała nas poprzeczka. Po drugiej stronie boiska niestety niewiele się działo, a ofensywny bilans pierwszych 45 minut w przypadku niebiesko-biało-czarnych zamknął się na dwóch raczej mało udanych próbach strzału z dystansu. Mimo to, na przerwę schodziliśmy przy remisie 0:0.
Po zmianie stron już tyle szczęścia nie mieliśmy. Co więcej, już na samym początku drugiej odsłony zrehabilitował się największy pechowiec pierwszej połowy - Tomasz Rydzak, który w 50 minucie znalazł drogę do bramki Tułowieckiego. Kto wie czy losy meczu nie potoczyły się inaczej, gdyby minutę wcześniej sytuację "sam na sam" wykorzystał Formela. Ten sam zawodnik nie błysnął też krótko potem z bliskiej odległości posyłając piłkę nad poprzeczką.
Kołobrzeżanie okazali się o wiele bardziej skuteczni i w 70 minucie przesądzili o losach spotkania, podwyższając na 2:0. Podopieczni Jerzego Jastrzębowskiego zgubili w tej sytuacji krycie Krzysztofa Biegańskiego, który kilka metrów od bramki znalazł się zupełnie niepilnowany i otrzymawszy dokładne podanie dołożył tylko nogę.
Tym razem Cartusia nie powiększyła swojego dorobku punktowego, ale porażki Dąbu i Korala sprawiły, że przełożyło się to specjalnie na sytuację kartuzian w ligowej tabeli. Kolejny mecz u siebie z Chemikiem należy jednak bezwzględnie wygrać.
Komentarze