Piłkarski sezon 2010/2011 na lokalnych boiskach przeszedł do historii. W ostatniej jego odsłonie, w miniony weekend III-ligowa Cartusia 1923 Kartuzy w młodzieżowym składzie zremisowała na wyjeździe z wiceliderem tabeli, Błękitnymi Stargard Szczeciński 2:2 i zakończyła ostatecznie rozgrywki na miejscu siódmym.
Trener Maciej Kalkowski ogłaszając nazwiska piłkarzy, którzy wybiegną na boisko w wyjściowej "11-tce" w ostatnim ligowym boju przed przerwą letnią mógł zaskoczyć sporo osób. Choć był to właściwie mecz o przysłowiową pietruszkę, pojedynek z wiceliderem zawsze niesie ze sobą pewien prestiż i wolę pokazania się z jak najlepszej strony.
Szansę gry od pierwszych minut dostali tymczasem Woźniak, Sidor i Hejden. Cartusia w tym kształcie prezentowała się na tle wymagającego rywala jednak bardzo dobrze, szczególnie w pierwszej połowie. Niebiesko-biało-czarni stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji już w pierwszym kwadransie gry. Najlepsza z których zmarnował Banaszek, przestrzeliwując z pięciu metrów do pustej bramki.
Co prawda w 20 minucie gospodarze wyszli na prowadzenie, a precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego popisał się Wojciechowski, ale jeszcze przed zmianą stron kartuzianie zdołali odrobić straty, i to z nawiązką. Obie bramki byly bardzo podobne. Najpierw w 30 minucie po dośrodkowaniu Hejdena szybszy od bramkarza miejscowych okazał się Banaszak i głową zrehabilitował się za pudło z pierwszych minut meczu, a niespełna kwadrans później niemal w identycznych okolicznościach w rolach głównych wystąpili Dawidowski i Karasiński. Pierwszy dośrodkowywał, a drugi główkował. W efekcie na przerwę schodziliśmy prowadząc sensacyjnie 2:1.
Zaraz po przerwie entuzjazm kartuskiej młodzieży nie osłabł i niewiele brakowało, a w 50 minucie Dawidowski przesądziłby o losach tego spotkania i najprawdopodobniej zapewnił już okazałe zwycięstwo nad wyżej notowanym rywalem. W sytuacji "sam na sam" niestety nieznacznie przestrzelił.
W odpowiedzi Błękitni zdołali doprowadzić do wyrównania, choć był to raczej efekt przypadku, aniżeli wypracowanej akcji. W zamieszaniu w naszym polu karnym najwięcej przytomności zachował Gajda ratując dla gospodarzy punkt.
Niemal zaraz po tej sytuacji nad stadion w Stargardzie Szczecińskim nadciągnęły ciemne chmury i porywisty wiatr, a z nieba spadł ulewny deszcz. Nagła zmiana pogody nie tylko przepędziła większość kibiców, ale i odebrała najwyraźniej piłkarzom obu drużyn ochotę do gry, jako że ostatnie 30 minut meczu w zasadzie jedynie dokończyli.
Siódme miejsce na koniec sezonu to wynik całkiem przyzwoity, choć mając na uwadze fakt, że po pierwszej rundzie plasowaliśmy się na miejscu trzecim, można czuć pewien niedosyt. Szczegółową analizą zakończonych właśnie rozgrywek zajmiemy się w najbliższym czasie.
Komentarze