Podziałem punktów zakończył się mecz dwunastej kolejki „bałtyckiej” III Ligi pomiędzy Cartusią Kartuzy, a Chemikiem Police. Rezultat ten wydaje się być sprawiedliwym rozstrzygnięciem, choć obie bramki w meczu zdobyli biało-niebiesko-czarni. Punkt przypłaciliśmy niestety kolejnymi stratami kadrowymi.
Spotkanie w Policach z pewnością na długo zapadnie w pamięć miejscowym kibicom. Niestety nie ze względu na porywające akcje ofensywne czy znakomite parady bramkarskie, a fakt, że sędzia główny pokazał w nim aż cztery czerwone kartki! Trzy z nich obejrzeli podopieczni Adama Adamusa.
Pierwsze minuty należały do gości, a strzału z dystansu już w 5 minucie próbował Kordyl. Zabrakło mu niewiele, bo piłka odbiła się od słupka i wyszła w pole. Dobitka Rubina była już jednak bardzo niecelna. W kolejnych dwóch kwadransach na boisku działo się raczej niewiele i żadna z drużyn nie była w stanie osiągnąć widocznej przewagi. Miejscowi próbowali zaskoczyć Czyżniewskiego dwukrotnie, ale w obu przypadkach ich strzały zostały zablokowane przez naszych defensorów.
Ponowne ożywienie nastąpiło już w samej końcówce pierwszej połowy, gdzie najpierw na pozycji spalonej złapany został Konkol, a chwile później policzanie bezpardonowym wejściem zatrzymali szarżującego w ich polu karnym Dawidowskiego. Sędzia Purczyński zamiast wskazać „wapno”, kazał jednak grać dalej. Nasz pomocnik tymczasem po tak „czystym wślizgu” nie był nawet w stanie o własnych siłach opuścić murawy i ambulansem został przewieziony do szpitala.
Po zmianie stron znowu mocnym akcentem zaczęła Cartusia, a bohaterem pierwszych minut po wznowieniu został wprowadzony za Dawidowskiego Banaszak. W 51 minucie bez najmniejszych problemów dobił kapitalny strzał Karasińskiego i objęliśmy prowadzenie 1:0.
Gdy w 63 minucie Marcin Wydurski został wyrzucony z boiska za oplucie przeciwnika wydawało się, że nic nie jest w stanie wydrzeć nam już trzech punktów. Tymczasem pięć minut później dość przypadkowo pada bramka wyrównująca. Pozornie niegroźna centra Chemika odbija się od pięty Domiana i wpada w bramkę Czyżniewskiego.
Po upływie kolejnych pięciu minutach Cartusia otrzymuje kolejny cios. Drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Kempiński i siły na murawie się wyrównały. Lepiej z tą sytuacją zaczęli radzić sobie miejscowi, raz za razem konstruując groźne ataki. Bardzo dobrze między słupkami spisywał się na nasze szczęście Czyżniewski, broniąc m.in. w sytuacji sam na sam.
To jednak nie koniec emocji. W 83 minucie w ślady Kempińskiego idzie Kitowski i on także musi opuścić murawę. Do końca meczu bronimy się w dziewięciu przeciw dziesiątce gospodarzy. Co najistotniejsze, robimy to skutecznie, choć w doliczonym już czasie gry sędzia po raz czwarty wyciąga czerwony kartonik pokazując go tym razem siedzącemu już na ławce rezerwowych Konkolowi. (Kilkadziesiąt sekund wcześniej opuścił boisko, ustępując miejsca Machowi).
Mecz kończy się ostatecznie remisem, choć dla Cartusi punkt ten okazał się niezwykle kosztowny. Pozycję wicelidera udało się obronić, ale za dwa tygodnie trener Adamus nie będzie mógł na pewno skorzystać z usług Zagórskiego, Kitowskiego, Kempińskiego i Konkola. Nie wiadomo też jeszcze na ile poważny okaże się uraz Dawidowskiego i czy zdolny do gry będzie już Mitura. Przeciwko Gryfowi Wejherowo wybiec więc może na murawę jeszcze bardziej odmieniony skład.
Komentarze