Reklama

"Czy naprawdę musimy tracić najlepszych uczniów?". Zdaniem Czytelników

Poniżej publikujemy list pani Moniki, jednej z naszych Czytelniczek, która postanowiła podzielić się swoimi - nie najlepszymi jak to sama oceniła - doświadczeniami z jedną z kartuskich szkół. W obszernym mailu zapewnia nas ona, że placówka nie była w stanie zapewnić jej dziecku optymalnych warunków do nauki i rozwoju, co w połączeniu z odrzuceniem chłopca przez kolegów doprowadziło do tego, że dziś uczęszcza on już do innej szkoły.


Chciałabym się podzielić pewnym przemyśleniem na temat absurdalnego moim zdaniem postępowania dyrekcji Zespołu Szkół na osiedlu Wybickiego w Kartuzach i zapytać zarazem dlaczego wyżej ceni się tam uczniów słabych, aniżeli tych osiągających bardzo dobre wyniki w nauce? Dlaczego jedynym ratunkiem by uchronić dziecko przed dręczeniem przez kolegów jest przeniesienie go do innej szkoły?

Czarek ma 13 lat i uczęszczał do niedawna do Gimnazjum nr 2 w Kartuzach. W Zespole Szkół na Wybickiego skończył w czerwcu też podstawówkę. Jest uczniem bardzo dobrym, ze średnią ocen 5,3 należał do najlepszych w szkole. Test szóstoklasisty napisał na 38 punktów, co było najlepszym wynikiem w całej szkole. Najlepiej wypadł także na obu próbnych egzaminach. Nie sprawiał także żadnych problemów wychowawczych.

Mieszkamy w Borczu, więc Czarek jest spoza tzw. rejonu gimnazjum na Wybickiego. Kryterium przyjęcia ucznia w takich sytuacjach są wyniki w nauce. Jak już wspomniałam, pod tym względem Czarek nie miałby najmniejszych problemów z dostaniem się do dowolnie wybranej szkoły i oczywiście został przyjęty. Zależało mu, aby zapisano go do klasy "A", bo jak od lat wiadomo, wbrew temu co mówi się oficjalnie, to zawsze klasa do której trafiają najlepsi uczniowie. Do klasy "A" chodził zresztą w szkole podstawowej, ale w połowie klasy IV przeniósł się do klasy pływackiej. Z pewnych względów zrezygnował jednak z pływania i chciał wrócić do swojej dawnej klasy - "A". Połowa uczniów ma tam wysoką średnią, a Czarek jest uczniem, który chce i lubi się uczyć.

Na początku tego roku okazało się jednak, że zapisano go do klasy "D". Gdy próbował interweniować w sekretariacie powiedziano mu, że nie ma możliwości przeniesienia, bo klasa jest przepełniona. Ale z tym samym problemem poszedł do pani wicedyrektor także drugi chłopak i w jego przypadku problemu z przeniesieniem jakimś cudem nie było. Mimo, że miał dużo niższą średnią i znacznie gorszy wynik testu szóstoklasisty. Nie chcąc się godzić na tak nierówne traktowanie mojego syna napisałam pismo do dyrekcji, w którym argumentowałam, że klasa "D", do której go zapisano prezentuje znacznie niższy poziom, na co zwróciło uwagę nawet kilkoro nauczycieli. Oni sami sygnalizowali, że Czarek znacznie odbiega od reszty grupy i że dla jego dobra powinien zostać przeniesiony do innej klasy. Kolejne rozmowy i prośby nie przynosiły jednak rezultatu. Dyrekcja uparcie powtarzała, że nie ma takiej możliwości.

Niedługo potem pojawił się kolejny problem. Czarek zaczął narzekać, że jego nowi koledzy z klasy mu dokuczają, chowają torbę, wyzywają go i szczypią. Myślałam na początku, że to takie szkolne wygłupy i poradziłam mu żeby potraktował to ze śmiechem, a na pewno przestaną. Potem mówił, że chcą się z nim bić, a te ślady po uszczypnięciach okazały się ogromnymi siniakami. Gdy to zobaczyłam, natychmiast pojechałam do szkoły i poszłam z nim do pani dyrektor. Obiecała, że się tym zajmie. Zapytałam też, czy w tej sytuacji nie jest to powodem do jego przeniesienia, ale usłyszałam, że absolutnie nie.

Nie mając innego wyjścia postanowiłam przenieść Czarka do innej szkoły. Pracuję w Gdańsku więc wykonałam kilka telefonów do tamtejszych szkół i pierwszym pytaniem, które mi zadawano było: "Jaka jest średnia ucznia?". Nic innego nie miało znaczenia. Dla tamtych szkół najistotniejsza była średnia ocen i każda z nich chciała przyjąć Czarka z otwartymi rękoma. Pytali nawet do której klasy chciałby uczęszczać. Dali mu wybór i pytali dlaczego z tak dobrym wynikiem wybraliśmy akurat ich szkołę! Zupełnie inne podejście do dziecka.

Gdy wyciągnęliśmy papiery z Kartuz nikt nawet nie zadzwonił z pytaniem "Dlaczego?". Nie wykazali absolutnie żadnego zainteresowania, jakby cieszyli się, że odszedł od nich jeden z najlepszych uczniów. Nie rozumiem tego. Tym bardziej, że właśnie to gimnazjum szczyci się tytułem najlepszego w Kartuzach. Teraz mam co do tego wątpliwości. Odnoszę wrażenie, że u nas szkoła jest tylko po to, by dostać pieniądze za ucznia lub promować określoną ich grupę. Gdańskim placówkom jak widać zależy na tym, by uczyły się u nich jak najlepsze dzieci. Dlaczego u nas tak nie jest?

Piszę ten list, bo sugerowali mi to rodzice części uczniów z klasy "A", a nawet niektórzy nauczyciele. Mówili, abym tego tak nie zostawiła, że na moim miejscu zrobiliby wszystko, by Czarka z tamtej klasy wyciągnąć. Tak też zrobiłam. Skoro szkoła nie była nim zainteresowana, uczyć będzie się gdzie indziej. W tej chwili nie oczekuję już niczego od dyrekcji tej szkoły. Mam jednak nadzieję, że nasz przykład będzie dla pewnych ludzi lekcją, zimnym prysznicem i sygnałem, że coś jest nie tak i warto niektóre rzeczy zmienić. W innym wypadku takich jak Czarek może być wkrótce więcej.

Czytelniczka
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ODKRYWCA - niezalogowany 2012-09-27 23:43:32

    @transporter1979: Prawo eurokołchozu na to zezwala w szkołach ponadpodstawowych. tak niestety jest w wielu europejskich krajach.Czyli oceny ze szkoły podstawowej będą decydowały w jakim szeregu staniemy.I tu apel do rodziców,często spotykamy sie z nie sprawiedliwym ocenianiem naszych dzieci,nie pozostawiajmy tego bez echa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    transporter1979 - niezalogowany 2012-09-27 23:12:40

    Witam. Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tymi klasami !? Jak dobrze rozumiem w tej szkole jest podział dzieci na prymusów, przeciętniaków, oraz osłów! Jestem ciekaw czy to jest zgodne z prawem. Hitler też segregował ludzi na lepszych i gorszych. Na tych co do pracy, oraz na tych co do gazu!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ODKRYWCA - niezalogowany 2012-09-27 22:56:49

    Zbyt dużekolesiostwoi samowolka pseudo nauczycieli panuje na tych naszych terenach(czyt.wioskach)Spora część nauczycieli kieruje się nazwiskiem ucznia i jego rodzicami,dokładniej to to czy są w klice czy poza,zaś sam uczeń i jego umiejętności zchodzą na plan drugi.Lub jeszcze gorzej,kiedy rodzice reprezentują sobą wyższy poziom nisz jegobelferto bardzo często ci pseudo nauczyciele zaczynają rzucać kłody pod nogi naszego dziecka.Co do owego poziomu rodziców to mam na mysli poziom w każdym tego słowa znaczeniu może to być jak najbardziej stan zamożnosci,intelekt,poglądy,rodzaj wykonywanej pracy.Przecież nauczyciel też Polak amodlitwe polakawszyscy chyba znają.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości