Reklama

Dwie wersje wydarzeń - jak było naprawdę? Proces Juliusza Zielonki

19/05/2008 21:29
Prawie dziewięć godzin trwała sprawa Juliusza Zielonki, członka zarządu powiatu, oskarżonego o znieważenie policjantów i grożenie im pozbawieniem życia. Wyrok jednak dzisiaj nie zapadł, ponieważ sędzia Beata Rapior nie zdążyła przesłuchać wszystkich świadków. Juliusz Zielonka oraz Sławomir Matkowski przedstawili dwie, zupełnie różne wersje wydarzeń.

Dzisiejsza rozprawa rozpoczęła się od wniosków, złożonych przez obrońcę oskarżonego, Wojciecha Cieślaka, w których domagał się on między innymi wyłączenia jawności rozprawy, do czego podstawą miały być prasowe wzmianki o stanie psychicznym Juliusza Zielonki.

- Należy przypuszczać, że będzie to poruszane w tej sprawie - stwierdził Wojciech Cieślak. - Ponadto część dziennikarzy pozwoliła sobie na komentowanie zaistniałego zdarzenia.

Za jawnym prowadzenie rozprawy byli Jerzy i Sławomir Matkowscy, którzy zgodnie stwierdzili, że nie mają nic do ukrycia.

- Artykuły prasowe bardzo szeroko komentowały przebieg rozprawy - stwierdziła sędzia Beata Rapior. - Z tego, co widziałam, również osoby zainteresowane wypowiadały się na łamach mediów. Dlatego też w opinii sądu nie ma powodu, aby wykluczyć media z rozprawy, skoro zainteresowani chętnie udzielali wywiadów. Myślę, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co dzieje się na sali rozpraw.

Obrońca zawnioskował też o przesłuchanie autorki artykułów w Gazecie Kartuskiej, w których opisywane są zdarzenia z 2 maja br.

- W złożonym wniosku obrona przewiduje przesłuchanie co najmniej jednej pani redaktor, ponieważ zastanawiający jest fakt, na podstawie jakich źródeł sformułowała opisy dotyczące przebiegu zdarzenia.

Sąd, powołując się na prawo prasowe, a w szczególności zapis nakazujący dziennikarzom zachowanie w tajemnicy personaliów osób ujawniających informacje prasie, uchylił ten wniosek.

Była impreza ...

Sędzia Beata Rapior przesłuchała dzisiaj kilku świadków, którzy uczestniczyli w imprezie 2 maja w Chmielnie. Wśród nich znaleźli się Sylwia W., niepełnosprawna uczęszczająca do WTZ w Somoninie, która tego dnia przyjechała do Chmielna wraz z zespołem Sławomira Matkowskiego, Wanda Szczęsna, dyrektor GOK-u w Chmielnie oraz Zbigniew Roszkowski, wójt gminy Chmielno.

Jak wynika z ich wyjaśnień, impreza odbyła się z okazji otwarcia WTZ w Chmielnie, nowego budynku OSP, a także z okazji obchodów dnia strażaka. Organizatorami imprezy byli starosta Janina Kwiecień, wójt Chmielna oraz strażacy z OSP w Chmielnie.

- Alkohol na imprezę przynieśli strażacy, wyżywienie również zapewnili organizatorzy - stwierdziła Wanda Szczęsna. - Ja jedynie wynajęłam salę.

- Nie widziałem, aby ktokolwiek sprawiał jakieś problemy lub zachowywał się niestosownie - powiedział wójt Zbigniew Roszkowski. - Nie byłem jednak świadkiem zaistniałego incydentu, ponieważ dom kultury w Chmielnie opuściłem około godziny 22.30. O incydencie dowiedziałem się dopiero w sobotę rano, gdy zadzwoniła do mnie pani Wanda Szczęsna, informując mnie o tym, iż została wezwana przez policję na przesłuchanie.

Pani dyrektor GOK-u w Chmielnie również nie była świadkiem incydentu, który miał miejsce tamtego wieczoru. Z kolei zeznania Sylwii W. wzbudziły u Wojciecha Cieślaka, obrońcy oskarżonego, wątpliwości co do ich prawdziwości.

- Świadek wyraźnie miała problemy z werbalizacją swych wypowiedzi - stwierdził Wojciech Cieślak. - Proszę o ustalenie, czy jest ona niepełnosprawna psychicznie, albowiem w takim wypadku zachodzi konieczność przesłuchania świadka jeszcze raz, przy obecności psychologa.

"Nie przyznaję się do postawionych mi zarzutów"

Juliusza Zielonkę oskarżono o to, że kierował do policjantów groźby karalne oraz o to, że ich znieważył. Ponadto oskarżono go o to, że znieważył Sławomira i Jerzego Matkowskich. Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.

- Stwierdzam, że w ogóle nie groziłem policjantom, a już tym bardziej utratą pracy - powiedział Juliusz Z. - Nie powoływałem się na znajomości w instytucjach państwowych, rządowych i samorządowych, jak również na polityków. Dowodem na to jest chociażby obecna sytuacja. Jeśli chodzi o obrazę funkcjonariuszy, to owszem, jest mi przykro, że takie słowa pojawiły się w moich ustach. Nie używałem ich jednak w kierunku policjantów, a jako podkreślnik lub wykrzyknik - jak to się ich używa w języku polskim. Na moje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że znajdowałem się w ciężkim stanie i położeniu. Zostałem pobity, potrzebowałem pomocy. Niestety, szukałem jej bezskutecznie.

Wersja Juliusza Zielonki

Juliusz Zielonka zeznał, że około godziny 23 wyszedł przed budynek domu kultury, w którym odbywała się wspomniana impreza, aby zapalić papierosa. Na zewnątrz stało kilku strażaków w mundurach.

- W pewnym momencie zobaczyłem wychodzącego z domu kultury Sławomira Matkowskiego - oznajmił oskarżony. - To ja zainicjowałem rozmowę. W pewnym momencie powiedziałem do niego, że tym, co zrobił jego ojciec w szpitalu, powinna zająć się prokuratura. Powiedziałem to dlatego, że wiedziałem o nieprawidłowościach w szpitalu, a ponadto dowiedziałem się, że w styczniu br. Jerzy Matkowski wydał ustne zarządzenie, aby nie przyjmować na Szpitalny Oddział Ratunkowy osób bez skierowania, ponieważ NZOZ "Kaszuby" zakontraktował opiekę całodobową, stacjonarną. A to mogło być przyczyną śmierci półrocznego Dawidka. To wszystko spowodowało, że we mnie się gotowało i miałem konflikt sumienia. W końcu po prostu wyrzuciłem to z siebie.

Zdaniem Juliusza Zielonki po tych słowach został uderzony przez Sławomira Matkowskiego w twarz i zamroczony upadł na ziemię. Wówczas, jak twierdzi, został przez niego jeszcze dwa razy kopnięty w klatkę piersiową.

- Gdy doszedłem do siebie, Sławomira Matkowskiego już tam nie było - stwierdził. - Miałem rozcięty łuk brwiowy, więc chciałem pójść do toalety po ręcznik, aby przyłożyć go do rany. Wszedłem na salę i ujrzałem tam Sławomira Matkowskiego. Spytałem się go: "Co mi, k****, zrobiłeś?" Była między nami krótka wymiana zdań, po czym zostałem wyproszony na zewnątrz.

Juliusz Zielonka zeznał, że próbował wydostać się z imprezy. Dzwonił do żony, ta jednak nie odbierała telefonu komórkowego. Jego zdaniem nie byłoby tej sprawy, gdyby nie to, że oddalił się od domu kultury na znajdujący się nieopodal parking przy urzędzie gminy.

- Poczułem osłabienie. Zamroczony niechcący oparłem się o błotnik samochodu. Ktoś mi wtedy zwrócił uwagę, że nie powinienem się tak opierać.

Chwilę potem zjawiła się policja. Najpierw przesłuchiwała Juliusza Zielonkę i Sławomira Matkowskiego razem, a potem oddzielnie.

- W pewnym momencie policjant, który rozmawiał ze Sławomirem Matkowskim, puścił go - powiedział Juliusz Zielonka - Byłem zrozpaczony, próbowałem się wyrwać z uścisku drugiego policjanta. Myślę, że założyli mi kajdanki z powodu niecenzuralnych słów, pomimo tego, że nie były one kierowane w ich stronę. Domagałem się jedynie sprawiedliwości, równego traktowania. Próbowałem im wytłumaczyć, że zostałem pobity, oni jednak bardziej zajęli się sprawą samochodu, o który się oparłem i uszkodzonego zderzaka. Uważam, że policjanci nie chcieli poznać prawdy i całkowicie ignorowali fakt, że zostałem pobity.

Wersja Sławomira Matkowskiego

Zdaniem Sławomira Matkowskiego, dyrektora WTZ w Somoninie, Juliusz Zielonka kilkakrotnie podszedł do niego, kierując w jego stronę obelżywe słowa: "Wy, k****, Matkowscy odpier****** się od służby zdrowia".

- Prosiłem go, by zachowywał się przyzwoicie - stwierdził. - On wówczas obraził mojego ojca, mówiąc: "K****, ta szumowina okradła szpital na wielkie miliony." W tym momencie chwycił mnie za sweter. Wyzwoliłem się, odpychając go. Był on pod wpływem alkoholu, stracił równowagę i upadł. Poprosiłem strażaków, by go wyprowadzono. Cały czas zachowywał się agresywnie.

Sławomir Matkowski twierdził, że czuł się bardzo obrażony i poruszony taką postawą Juliusza Zielonki. Wezwał policję. Poproszono go, by wyszedł na zewnątrz i tam poczekał na funkcjonariuszy policji.

- Widziałem wówczas, jak Juliusz Zielonka awanturował się na parkingu z pewną grupą osób i upadł na ziemię - oznajmił. - Po około dziesięciu minutach zjawiła się policja. Wtedy Juliusz Zielonka przyszedł i próbowaliśmy wyjaśnić sprawę. Rozdzielono nas jednak.

Zdaniem Sławomira Matkowskiego Juliusz Zielonka nie miał żadnych obrażeń na twarzy, gdy przyjechała policja. Ponadto zachowywał się niekulturalnie wobec funkcjonariuszy, kierując w ich stronę słowa: "Ja i tak was upierd***."

- Później, w czasie, gdy pakowałem sprzęt, Juliusza Zielonkę widziałem siedzącego w radiowozie - powiedział Sławomir Matkowski. - O tym, że go aresztowali, dowiedziałem się następnego dnia.

"Panie Juliuszu, naoglądał się pan amerykańskich filmów"

Juliusz Zielonka stwierdził, że został oszukany przez policjantów, gdy przebywał w kartuskiej izbie zatrzymań. Uniemożliwiono mu wykonanie telefonu oraz uzupełnienie zeznań.

- Jak poprosiłem o prawo do jednego telefonu, to usłyszałem: "Panie Juliuszu, pan się amerykańskich filmów naoglądał". Jakby tego jeszcze było mało, to gdy chciałem złożyć w zeznaniach, że często korzystam z wizyt u psychiatry od momentu śmierci moich rodziców, powiedzieli mi, że moje leczenie nie ma żadnego wpływu na sprawę, ponieważ nie znajdowałem się w zakładzie psychiatrycznym.

Listy z przeprosinami

Juliusz Zielonka złożył dziś w sądzie kopie listów, w których przeprosił Sławomira i Jerzego Matkowskich, a także wójta Zbigniewa Roszkowskiego oraz strażaków.

- Czuję się odpowiedzialny w sensie politycznym i moralnym wobec moich wyborców oraz mojej rodziny, ale chcę z całą mocą podkreślić, że nie zgadzam się z postawionymi mi zarzutami – dodał oskarżony.

Kolejna rozprawa odbędzie się w poniedziałek 26 maja br.

pio
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    King Of Snake - niezalogowany 2008-05-20 17:43:29

    Jak się zaczęła ta pijacka burda, to Komendant OSP powinien zarządzić wyprowadzenie awanturników na zewnątrz i sikawką zarówno w Pana M. jak i w Pana Z., a co... Przynajmniej śmiesznie by było, a tak smród...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Drab - niezalogowany 2008-05-20 07:57:34

    Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą – Pan Sławek jako kierownik WTZ powinien uchronić podopieczną Sylwie, a nie wplątywać w zeznania jako świadka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    stefan - niezalogowany 2008-05-19 21:40:11

    to będzie miała pani sędzina twardy orzech do zgryzienia :shock:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości