Przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku zakończył się proces odwoławczy Tomasza K., skazanego w pierwszej instancji za zabójstwo swojej żony, Jolanty K. z Kiełpina. Prokuratura oraz bliscy zamordowanej kobiety domagają się zaostrzenia kary i wymierzenia oskarżonemu dożywotniego pozbawienia wolności. Wyrok w tej głośnej sprawie ma zostać ogłoszony 29 czerwca.
Sprawa od lat budzi ogromne zainteresowanie mieszkańców powiatu kartuskiego i całego Pomorza. Śledczy oraz sąd pierwszej instancji uznali, że Tomasz K. zaplanował zabójstwo żony, a następnie próbował zatrzeć ślady i upozorować tragiczny wypadek kolejowy.
Podczas piątkowej rozprawy apelacyjnej obrońca oskarżonego, adwokat Marcin Lipski, wniósł o złagodzenie kary. Przekonywał, że do zbrodni nie doszło w wyniku wcześniej przygotowanego planu, a Tomasz K. nie miał zamiaru pozbawiać żony życia. Jak argumentował, młotek, który oskarżony zabrał ze sobą, miał służyć jedynie do zniszczenia samochodu kobiety.
Stanowczo nie zgodziła się z tym prokurator. W jej ocenie materiał dowodowy zgromadzony w sprawie jednoznacznie wskazuje, że Tomasz K. działał z premedytacją. Podobnego zdania jest pełnomocnik rodziny ofiary. Zarówno prokuratura, jak i bliscy Jolanty K. domagają się dla oskarżonego kary dożywotniego pozbawienia wolności. Prokuratura alternatywnie wniosła o wymierzenie mu 30 lat więzienia.
W grudniu Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Tomasza K. na łączną karę 26 lat pozbawienia wolności. Za zabójstwo żony wymierzono mu 25 lat więzienia, natomiast za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym – dwa lata pozbawienia wolności. Sąd zastosował zasadę częściowej absorpcji, ustalając karę łączną na poziomie 26 lat.
Uzasadniając wyrok, sędzia Danuta Blank szczegółowo odniosła się do zgromadzonego materiału dowodowego. Podkreśliła, że sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego, który konsekwentnie utrzymywał, że nie planował zbrodni.
– Oskarżony konsekwentnie przedstawiał wersję oderwaną od realiów sprawy, ukierunkowaną wyłącznie na stworzenie wrażenia, iż jego działanie nie miało charakteru zaplanowanego – wskazywała sędzia.
Kluczowe znaczenie miały opinie biegłych z zakresu medycyny sądowej i badań biologicznych. Jak ustalił sąd, Jolanta K. doznała co najmniej jedenastu uderzeń tępym narzędziem. Narzędziem tym mógł być młot.
Sędzia Danuta Blank zwracała uwagę, że siła zadanych ciosów była ogromna. Dwa z nich spowodowały bardzo rozległe obrażenia głowy.
Zdaniem sądu charakter obrażeń świadczył o wyjątkowej agresji sprawcy i wykluczał przypadkowy czy impulsywny przebieg zdarzenia.
Przeciwko Tomaszowi K. przemawiały również wyniki badań biologicznych. Na miejscu zbrodni oraz wewnątrz samochodu Jolanty K. zabezpieczono liczne ślady DNA oskarżonego.
Istotnym dowodem okazały się także nagrania monitoringu z przejazdu kolejowego. Kamery zarejestrowały moment zatrzymania samochodu, otwarcie drzwi kierowcy i bagażnika, a następnie oddalenie się mężczyzny. Kilkanaście sekund później pojazd został uderzony przez nadjeżdżający pociąg.
Według sądu nagranie jednoznacznie potwierdziło wersję śledczych, zgodnie z którą po zabójstwie Tomasz K. próbował upozorować wypadek i zniszczyć dowody.
W uzasadnieniu wyroku sąd szeroko odniósł się również do motywów działania oskarżonego. Z zeznań świadków – członków rodziny, znajomych i osób z otoczenia pokrzywdzonej – wynikało, że Tomasz K. nie potrafił zaakceptować rozpadu małżeństwa.
Według ustaleń sądu szczególnie silne emocje wywołała sytuacja z 6 stycznia 2022 roku, kiedy zobaczył żonę w towarzystwie nowego partnera. Miał wówczas wpaść w szał i kierować groźby pod adresem kobiety oraz jej bliskich.
Sąd uznał, że właśnie w tym okresie w jego umyśle zaczął kształtować się plan zabójstwa. Jak wskazano w uzasadnieniu, Tomasz K. miał nawet przygotowywać materiały sugerujące, że Jolanta K. otrzymuje groźby od nieznanych osób. Miało to w przyszłości skierować śledztwo na fałszywy trop.
Sąd Okręgowy nie miał również wątpliwości, że działania podejmowane po zabójstwie były starannie zaplanowane. Według ustaleń Tomasz K. pozostawił telefon komórkowy w garażu przy domu swojej matki, by stworzyć wrażenie, że przebywał w innym miejscu. Następnie miał pieszo udać się do miejsca, gdzie znajdowała się pokrzywdzona, unikając przy tym monitoringu.
Po dokonaniu zabójstwa przewiózł ciało samochodem i pozostawił pojazd na torach kolejowych. W ocenie sądu wybrał moment, w którym nadjeżdżający pociąg miał doprowadzić do zniszczenia śladów zbrodni.
– Sąd nie ma najmniejszych wątpliwości, iż oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim, z pełną premedytacją – podkreślała sędzia Danuta Blank.
Teraz ostateczną ocenę tej argumentacji przeprowadzi Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Odpowiedź na pytanie, czy Tomasz K. spędzi w więzieniu 26 lat, 30 lat czy resztę życia, poznamy 29 czerwca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze