Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił wyrok w głośnej sprawie zabójstwa Jolanty K. i skazał Tomasza K. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Tym samym uwzględnił apelacje prokuratury oraz pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych, uznając, że wcześniejsza kara 25 lat więzienia za zabójstwo była rażąco niewspółmiernie łagodna.
Prawomocny wyrok zapadł w poniedziałek przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku. Sąd uwzględnił apelacje prokuratury oraz pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych, którzy domagali się wymierzenia Tomaszowi K. najsurowszej kary przewidzianej przez kodeks karny. Jednocześnie oddalone zostały zarzuty obrony, która przekonywała, że oskarżony nie działał z zamiarem zabójstwa i nie planował zbrodni.
Sąd zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku jedynie w zakresie wymiaru kary. W miejsce 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo Jolanty K. orzekł karę dożywotniego pozbawienia wolności, a następnie wymierzył oskarżonemu karę łączną dożywocia.
Uzasadniając wyrok, przewodniczący składu orzekającego sędzia Leszek Mering podkreślił, że Sąd Apelacyjny w całości zaakceptował ustalenia faktyczne poczynione przez sąd pierwszej instancji.
– Okoliczności czynu, czynu głównego, jak i wina oskarżonego Tomasza K. nie budzą żadnych wątpliwości i zostały w pełni udowodnione. Sąd Apelacyjny w pełni zaakceptował dokonane przez Sąd Okręgowy ustalenia – mówił sędzia.
Jak zaznaczył, ocena dowodów dokonana przez sąd pierwszej instancji była zgodna z zasadami swobodnej oceny dowodów i nie zawierała błędów logicznych ani sprzeczności z doświadczeniem życiowym.
Sąd nie podzielił argumentów obrony, która próbowała przekonać, że zabójstwo było wynikiem nagłego wybuchu emocji.
– Zachowanie oskarżonego nie miało charakteru impulsywnego ani chwilowego. Przeciwnie – miało charakter w pełni planowy i przemyślany. Oskarżony najpierw opracował plan, a następnie konsekwentnie go realizował – podkreślił sędzia Mering.
Sąd szczegółowo wskazał elementy świadczące o wcześniejszym przygotowaniu zabójstwa. Tomasz K. zabrał ze sobą młotek, pozostawił telefon komórkowy w garażu, aby stworzyć wrażenie, że cały czas przebywał na posesji, a wychodząc pozostawił zapalone światło. Wiedział również, o której godzinie zamykany jest salon kosmetyczny prowadzony przez jego żonę i kiedy przez pobliski przejazd będzie przejeżdżał pociąg.
Według sądu do salonu udał się pieszo od strony sąsiedniej posesji, omijając monitoring. Wcześniej przygotowywał również anonimowe listy z pogróżkami, które miały stworzyć fałszywy trop i odsunąć od niego podejrzenia.
– Oskarżony chciał stworzyć wrażenie istnienia osoby zagrażającej pokrzywdzonej i w ten sposób odsunąć podejrzenia od samego siebie – wskazał przewodniczący składu.
Zdaniem Sądu Apelacyjnego także zachowanie Tomasza K. po dokonaniu zabójstwa świadczyło o wcześniejszym planie.
Po śmierci Jolanty K. przeniósł jej ciało do bagażnika samochodu, usiłował usunąć ślady krwi z salonu kosmetycznego, a następnie pojechał na przejazd kolejowy. Tam wyjął ciało z bagażnika, posadził je za kierownicą i pozostawił samochód na torach tuż przed nadjeżdżającym pociągiem.
– Powyższe okoliczności wykluczają nagły przebieg zdarzeń i jednoznacznie uzasadniają przyjęcie działania z zamiarem bezpośrednim i premedytacją – mówił sędzia.
Sąd utrzymał również skazanie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
W ustnym uzasadnieniu podkreślono, że pozostawienie samochodu na czynnym przejeździe kolejowym stworzyło realne zagrożenie dla pasażerów pociągu, obsługi oraz samego taboru kolejowego.
– Możliwość wystąpienia katastrofy była realna i konkretna, a nie potencjalna. Gdyby nie zachowanie maszynisty i wdrożenie nagłego hamowania, istniało duże ryzyko wykolejenia pociągu – wskazał sędzia.
Reklama
Najważniejszym elementem uzasadnienia była ocena wymiaru kary. Sąd uznał, że kara 25 lat pozbawienia wolności była rażąco niewspółmierna do stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu.
– Żadna kara poza dożywotnim pozbawieniem wolności nie zrealizuje wobec oskarżonego celów kary – podkreślił sędzia Mering.
Jak zaznaczył, w tej sprawie najważniejsze znaczenie ma funkcja ochronna i zapobiegawcza kary.
Sąd zwrócił uwagę, że Tomasz K. nie cierpiał na chorobę psychiczną ani upośledzenie umysłowe. Z opinii biegłych wynika, że miał pełną zdolność rozpoznania znaczenia swojego czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Rozpoznane u niego zaburzenia osobowości typu borderline nie ograniczały jego poczytalności.
Jednocześnie sąd bardzo krytycznie ocenił jego postawę.
– Jeżeli dopuścił się popełnienia zarzuconego mu czynu, to z całą pewnością jego działania nie były wynikiem zaburzeń chorobowej motywacji. Były jego świadomym wyborem – zaznaczył przewodniczący.
Sąd przypomniał również brutalny przebieg samego zabójstwa. Tomasz K. zadał żonie co najmniej jedenaście silnych uderzeń młotkiem w głowę, powodując rozległe złamania kości czaszki i obrażenia mózgu. Jak podkreślono, nie poprzestał na jednym ciosie, lecz konsekwentnie realizował zamiar pozbawienia życia.
Po dokonaniu zbrodni podejmował kolejne działania mające zniszczyć ślady przestępstwa i zmylić śledczych. Po powrocie do domu utrzymywał wcześniej przygotowaną wersję wydarzeń, okazywał rodzinie anonimowe listy z pogróżkami i przekonywał bliskich, że w czasie zabójstwa przebywał w garażu.
– Oskarżony wierzył w to, że jego plan jest planem doskonałym. Nawet następnego dnia zapewniał własną matkę, że był w tym czasie w garażu – wskazał sędzia.
W końcowej części uzasadnienia sędzia odniósł się również do ofiary.
– Dokonał zabójstwa osoby, która chciała tylko spokoju. Osoby, która miała prawo ułożyć sobie życie. Pozbawił życia swoją żonę – osobę, która powinna być mu najbliższa – mówił.
Sąd podkreślił, że Jolanta K. chciała zakończyć małżeństwo i rozpocząć nowe życie, a Tomasz K. nie potrafił pogodzić się z rozpadem związku.
Poniedziałkowy wyrok jest prawomocny. Tomasz K. został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Obrońcy przysługuje jeszcze możliwość wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego, jednak wyłącznie z powodów określonych w przepisach postępowania karnego.
Sprawa od ponad dwóch lat budzi ogromne zainteresowanie mieszkańców Pomorza. Śledczy od początku utrzymywali, że Tomasz K. zaplanował zabójstwo żony, a następnie próbował zatrzeć ślady, upozorowując tragiczny wypadek na przejeździe kolejowym. W poniedziałek Sąd Apelacyjny w Gdańsku w pełni podzielił tę ocenę, uznając, że jedyną karą adekwatną do popełnionej zbrodni jest dożywotnie pozbawienie wolności.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Uff ..... o jednego zwyrodnialca mniej na wolności
Uff ..... o jednego zwyrodnialca mniej na wolności