Mija trzydziesty piąty tydzień pandemii. COVID – 19 nie odpuszcza. Stąd pytanie jak egzystują przedsiębiorstwa, zwłaszcza te najmniejsze. Jednoosobowa Firma Handlowo – Usługowa „Ivonn” działa w Żukowie od siedmiu lat. Można tam kupić odzież i skorzystać z usług krawieckich. W okresie pandemii dochody spadły o połowę, porównując je z tymi samymi miesiącami ubiegłego roku. Właścicielka sklepu najbardziej obawia się powrotu pandemii jesienią.
W niedużym pomieszczeniu mieszczą się nietuzinkowe, niepowtarzalne, pojedyncze egzemplarze które może sobie wybrać klient, mając pewność, że się nie powtórzą u kogoś innego. To bardzo podoba się paniom.
W sklepie są bluzki, sukienki, spodnie, koszulki, bielizna, biżuteria, torebki, kapelusze i przeróżne dodatki. Ofertę zmienia wraz na każdą porą roku.
- Pomimo, że pomieszczenie jest malutkie, czuję się tu prawie jak w domu. Wykorzystałam każde wolne miejsce. Jest kameralnie i przytulnie. Do użytku mam siedem maszyn do szycia. Jedna z nich to stara maszyna po babci. Chociaż jest już staruszką, szyje rewelacyjne i nic jej nie zastąpi. Nią mogę szyć skórzane rzeczy. Mam też dwa overlocki i tzw. przemysłówkę, którą mogę szyć prawie wszystko. Jest jeszcze bardzo malutka maszyna, służąca raczej do ozdoby i reklamy.
Krawiectwo to jej życiowa pasja. Od dziecka z tajemnicami szycia zapoznawała ją babcia. Później przez kilka lat pracowała z zakładzie, który był dla niej szkołą życia i szycia. Po jakimś czasie, postanowiła się usamodzielnić. Założyła więc swój sklep. Nie żałuje tej decyzji.
Oferta jest dość duża. Szyje spódniczki, bluzki, spodnie, sukienki. Zajmuje się też przeróbkami dla dorosłych i dla dzieci. Ponadto obszywa firanki i zasłony.
Jak radzi sobie mikrofirma w czasie pandemii? – Jej efekty bardzo doskwierają. Przez pierwsze dwa tygodnie nic się działo. Nie było klientów. Usługi zamarły. Został tylko strach, co będzie dalej. Może nawet zniknie to, co budowałam od zera. Kolejne trzy miesiące też były fatalne. Kolejki były tylko przed apteką, z którą sąsiaduje mój sklep. Po rozluźnieniu niektórych obostrzeń pojawiali się pojedynczy klienci. Porównując z czerwcem ubiegłego roku, dochody tegoroczne to nawet nie połowa. Sierpień raczej będzie martwy, bo to czas wakacji i urlopów. Na razie z tego dołka powoli podjeżdżam pod wielką górę. Jednak strach pomyśleć, co będzie się działo, jeżeli pandemia wróci jesienią – stwierdziła Iwona Rychert, właścicielka sklepu.
- Z tarczy antykryzysowej skorzystałam z pożyczki. Z niej wystarczy mi na bieżące opłaty. Jeżeli nie utrzymam mojego sklepu, wówczas muszę tę pożyczkę oddać. Na razie została mi tylko nadzieja, że tak nie będzie – dodała.
Pierwsze dwa tygodnie pandemii Iwona Rychert przesiedziała w domu. Trudno było się pogodzić z tym, że się nic nie robi. Postanowiła więc szyć maseczki. Część z nich przekazała do szpitala na oddział onkologiczny. Uznała, że w sytuacji pandemii, każdy powinien pomóc na miarę swoich możliwości.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
czy prowowadza Panie kurs szycia od podstaw? chcalabym nayczyc się szyć spódnice, tshirt, torbę, maszynę mam odwagi mi brak...
czy prowowadza Panie kurs szycia od podstaw? chcalabym nayczyc się szyć spódnice, tshirt, torbę, maszynę mam odwagi mi brak...