Reklama

Było błoto, woda i pomoc strażaków. Tak w sześć dni rozwiązano problem zalewania szkoły w Baninie

W gminie Żukowo z roku na rok ubywa wody w podziemnych ujęciach, z których na co dzień korzystają mieszkańcy. Jednocześnie po każdym większym deszczu na placu przed Szkołą Podstawową nr 2 w Baninie woda zalewała wejścia do budynku i robiły się kałuże. Dziś w tym samym miejscu te dwa problemy łączy jedno rozwiązanie - ogród deszczowy, który zaledwie w kilka dni zbudowali pracownicy Spółki Komunalnej Żukowo.

Zaczęło się od błota

Szkoła Podstawowa nr 2 w Baninie działa od 1 września 2024 roku i od początku miewała problem z odprowadzaniem wody. Teren przy wejściu był klepiskiem - po deszczu robiło się tam błoto, po którym musiały przechodzić dzieci.

Problem nasilał się cyklicznie, głównie na przełomie lipca, sierpnia i września.

Woda zatrzymywała się w przedsionkach wejściowych i zbierała się przy ścianach budynku, co groziło zawilgoceniem muru i w efekcie jego zagrzybieniem. Przy szczególnie dużych opadach potrzebna była nawet pomoc straży pożarnej.

- Najgorsze były takie szybkie deszcze. Bo jak ten deszcz był długotrwały, to ta ziemia chłonęła wodę. Większy problem pojawiał się wtedy, kiedy deszcz był nagły, wzmożony, wtedy mieliśmy problem z wodą, która nam się przelewała - tłumaczy dyrektor.

Damian LaskowskiDamian Laskowski

Reklama

Szkoła od dawna współpracowała w tej sprawie z urzędem gminy i Spółką Komunalną Żukowo, korzystając wcześniej z tymczasowych rozwiązań odwadniających. Do sprawy kilkukrotnie wracał również radny Tomasz Niklas, który apelował do spółki o "konkretne inżynierskie rozwiązanie" problemu.

Zamiast rury - ogród deszczowy

Sam pomysł na ogród deszczowy narodził się jednak niezależnie od tej konkretnej szkoły. To prezes zarządu spółki komunalnej w Żukowie Adam Werbowy chciał, żeby taki obiekt powstał - tylko na początku nie było jeszcze wiadomo, gdzie dokładnie miałby być zlokalizowany.

Reklama

Konkretne miejsce, czyli SP nr 2 w Baninie, wskazała burmistrz Żukowa Mariola Zmudzińska, właśnie ze względu na powtarzający się tam problem z podtopieniami. Dopiero wtedy zapadła decyzja: zamiast klasycznego odwodnienia powstanie ogród deszczowy.

Wybór nie był przypadkowy. Klasyczna kanalizacja deszczowa oznaczałaby dla Banina dużą inwestycję - trzeba by praktycznie doprowadzić rury aż do Rębiechowa, co wymagałoby niezależnego projektu i pozwoleń. Koncepcja ogródu deszczowego pozwoliła tego uniknąć, a dodatkowo ma znaczenie ekologiczne.

Reklama

- Chodzi o to, żeby nie odprowadzać wód deszczowych bezpośrednio do rowu, do rzeki czy jakiegoś kanału, gdzie szybko by spłynęły, tylko żeby zostały tutaj, na miejscu. Dzięki temu nasze źródła wody pitnej mogą się w miarę możliwości odbudowywać - tłumaczy Adam Werbowy.

Adam WerbowyAdam Werbowy

Za realizację odpowiadał zespół spółki: stronę techniczną prowadził Adam Kwidziński, stronę projektowo-wizualną - rzeczniczka Aleksandra Leszczyńska, a przy organizacji nieoceniona okazała się pomoc asystentki zarządu Agnieszki Dufke. Część prac spółka wykonała własnymi siłami, do innych potrzebni byli zewnętrzni wykonawcy.

Reklama

Sześć dni, które wystarczyły

- Przez sześć dni trwała praca nad całym ogrodem, a siódmego dnia odpoczywaliśmy - tak jak Pan Bóg przykazał - żartuje prezes Werbowy.

Adam WerbowyAdam Werbowy

Prace przypadły na ostatni tydzień sierpnia, a od decyzji o budowie do ich rozpoczęcia minęły zaledwie dwa dni. Trzeba było się spieszyć, bo wszystko musiało być gotowe przed rozpoczęciem roku szkolnego - tak, by prace jak najmniej kolidowały z funkcjonowaniem placówki i bezpieczeństwem dzieci.

Tempo wymagało sprawnej logistyki. Jeszcze tego samego dnia sprawdzono rynek i zamówiono rośliny na najbliższy możliwy termin, by zdążyć z dostawą na czas.

Reklama

Do prac włączyli się pracownicy z różnych działów spółki - nie tylko ci, którzy na co dzień pracują w terenie. Sam prezes Werbowy osobiście kopał doły pod rośliny, bo - jak zaznaczył - potrzebna do pracy była każda para rąk.

- Naprawdę wylaliśmy tu sporo potu, ale się udało. Rezultat jest piękny - powiedział Adam Werbowy.

Adam WerbowyAdam Werbowy

Jak to działa?

- Woda deszczowa spada na teren utwardzony - w tym przypadku głównie na dach szkoły i zadaszenia przy wejściach. Wszystko jest przechwytywane systemem rur i z niewielkim spadkiem, w sposób grawitacyjny, przekierowywane do studni chłonnych. Jeśli się napełnią, woda wylewa się dalej do misy ogrodu i zasila rośliny, podsiąkając kapilarnie - tłumaczy Adam Kwidziński, odpowiedzialny w spółce za stronę techniczną.

Reklama
Adam KwidzińskiAdam Kwidziński

Misa ogrodu jest wysypana kamieniem, co dodatkowo zwiększa jej pojemność na wodę, a studnie chłonne wykonano celowo głęboko, dzięki czemu zimą nie zamarzają. Ogród ma powierzchnię 17 na 5 metrów - posadzono w nim ponad 300 roślin i rozłożono tony kamiennych otoczaków. Elementy małej architektury wykonano z drewna, z kamiennymi obrzeżami. Dobór roślin nie był przypadkowy.

- Zależało mi na tym, żeby to były rośliny wieloletnie, w dużej mierze nasze, rodzime – nie wszystkie, ale w zdecydowanej większości. Szkoła znajduje się w otoczeniu lasu, więc starałam się dobrać te rośliny w taki sposób, aby przypominały trochę poszycie leśne. Żeby to nie wyglądało jak rabata ogródkowa, tylko żeby to były rośliny kojarzące się z lasem - tłumaczy Aleksandra Leszczyńska.

Reklama
Aleksandra LeszczyńskaAleksandra Leszczyńska

Ogród zdał egzamin

Ogród otwarto oficjalnie 2 września. Z pomysłu Agnieszki Dufke w otwarcie włączono samych uczniów - dzieciom rozdano cebulki kwiatów, które chętni sami posadzili.

Weekend poprzedzający otwarcie przyniósł intensywne opady, które posłużyły za pierwszy, nieplanowany test instalacji - szkoła pozostała sucha. Padało także po otwarciu szkoły, a dyrektor Laskowski sam sprawdzał wtedy skuteczność rozwiązania.

- Po 2 września były opady deszczu, dość intensywne, i zawsze sprawdzałem, czy szkołę nam zalewa, czy woda gdzieś się zbiera na placu dookoła szkoły. Nawet przyjechałem w weekend i wody na placu nie było, co było dobrym znakiem, że ogród deszczowy działa - relacjonuje.

Reklama
Damian LaskowskiDamian Laskowski

Zapytany, czy na terenie szkoły nadal zbiera się gdzieś woda, odpowiada:

- Na ten moment nie, bo największym problemem była woda, która tutaj spływała z dachu, teraz ona już jest odprowadzana do ogrodu deszczowego, więc nie mamy problemu.

Damian LaskowskiDamian Laskowski

 

Strefa ciszy zamiast klepiska

Miejsce dawnego klepiska stało się dla uczniów zewnętrzną strefą ciszy.

- Ten ogród stworzył zewnętrzną strefę ciszy - uczeń, który chce odpocząć, popatrzeć na drzewa, trochę się wyciszyć, mówi nauczycielowi, że będzie tu siedział. Nauczyciel lokalizuje go wzrokiem, więc jest pod opieką, są też kamery, więc jest bezpiecznie. Nie dość, że mamy strefę ciszy w szkole, na każdym piętrze, to teraz mamy też strefę ciszy na zewnątrz, właśnie dzięki ogrodowi - opowiada dyrektor Laskowski.

Reklama
Damian LaskowskiDamian Laskowski

Podobnie mówią w spółce.

- Szkoła jest miejscem raczej głośnym, gdzie jest dużo bodźców, a możliwość wyjścia z niej nawet na przerwie, posiedzenia wśród zieleni, popatrzenia na kamyczki, na roślinki, na ścianę lasu, to jest też forma higieny - umysłowej, psychicznej dla dzieciaków. Trzeba o to dbać - mówi Aleksandra Leszczyńska.

Aleksandra LeszczyńskaAleksandra Leszczyńska

Ogród wykorzystywany jest też na lekcjach przyrody - dzieci uczą się gospodarowania wodą na konkretnym przykładzie, nie z podręcznika. Praktyczną opieką nad nim, wraz z uczniami, ma zająć się nauczycielka biologii.

Ile to kosztowało?

Spółka szacuje koszt realizacji ogrodu na około 100 tysięcy złotych - to suma uwzględniająca prace ziemne, zakupione materiały, materiały pochodzące z własnych zasobów spółki oraz pracę zaangażowanych w budowę pracowników. Jak podkreślają pracownicy spółki - dokładnej kwoty na razie nie da się podać - ze względu na to, że w dużej mierze wykorzystano ich własne zasoby, a tak krótko po zakończeniu prac nie jest możliwe jej precyzyjne określenie. Wiadomo natomiast, że instalację techniczną sfinansowała gmina, a sam ogród - spółka, bez zewnętrznego dofinansowania.

Utrzymanie tej inwestycji praktycznie nie generuje dodatkowych kosztów - sprowadza się do standardowych prac porządkowych w ramach obowiązków szkolnego konserwatora. Jest to ogromna oszczędność dla szkoły - oceniają przedstawiciele spółki.

- Utrzymanie takiego obiektu na pewno jest mniejsze. Koszt budowy raczej standardowo też jest niższy - mówi dr Sebastian Szklarek, ekspert ds. wody i suszy, porównując ogród deszczowy do klasycznej infrastruktury.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

Dodaje jednak ważne zastrzeżenie:

- Mówimy tu o ogrodach deszczowych, ale tak naprawdę, jeśli chcemy poprawić aspekt retencji, to wystarczy wykopać dołek - to są niewielkie koszty - i odprowadzać tam deszczówkę, a następnie zostawić to wpływowi czasu, gdzie pod wpływem czasu na przykład niektóre gatunki roślin same się tam pojawią. Mimo wszystko ogród deszczowy jest lepszym pomysłem, ponieważ wprowadzamy inne, nowe gatunki roślin - bioróżnorodność bardziej na tym skorzysta.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

Problem nie tylko Banina

Czym właściwie jest takie rozwiązanie?

- Najprościej mówiąc, ogród deszczowy to zagłębienie, do którego odprowadzana jest deszczówka, najczęściej obsadzone roślinami, które znoszą okresowe zalewanie. Woda z takiego zbiornika zazwyczaj albo wsiąka do ziemi, albo częściowo paruje, a jedynie nadmiar przelewem idzie do kanalizacji deszczowej. Podstawowa różnica jest więc taka, że taki zbiornik retencjonuje wodę, a kanalizacja, jak wiadomo, idzie przez rurę, byle jak najdalej od danego miejsca - tłumaczy dr Sebastian Szklarek.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

- Przede wszystkim taki ogród spełnia funkcję ochrony przed podtopieniami, a dodatkowo w porównaniu do kanalizacji poprawia lokalny mikroklimat, bo jeżeli z niego paruje, zwiększa się wilgotność powietrza i zmienia się bioróżnorodność. Ogród deszczowy to zatem rozwiązanie wieloaspektowe - mówi ekspert.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

Dodaje, że to jedna z metod, które powinny pomóc, szczególnie w miastach.

- Nie wszędzie jednak takimi ogrodami da się załatwić problem podtopień, ale na pewno są ważnym elementem przeciwdziałania konsekwencjom zmiany klimatu, jakimi są naprzemienne susze i intensywne opady.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

 Wskazuje też na inny mechanizm.

- W momencie kiedy mamy kanalizację, to zazwyczaj tego terenu zielonego nie ma - czyli spotykamy się z kolejną konsekwencją zmiany klimatu, czyli tzw. miejską wyspą ciepła. Zazwyczaj jest to teren sztuczny - czy to asfalt, czy beton, który nagrzewa się w dzień, a w nocy oddaje ciepło. A w przypadku urządzenia terenów zielonych, np. ogrodów deszczowych, daje to znacznie lepszy efekt ochłodzenia miasta i przeciwdziałania tej miejskiej wyspie ciepła.

Sebastian SzklarekSebastian Szklarek

Inwestycja wpisuje się w szerszy problem gminy Żukowo: suszę hydrogeologiczną i wynikający z niej spadający poziom wód podziemnych, z których na co dzień korzystają mieszkańcy.

- Cała Polska mówi dzisiaj o suszy geologicznej, hydrologicznej i hydrogeologicznej - mówi Aleksandra Leszczyńska.

Aleksandra LeszczyńskaAleksandra Leszczyńska

Spółka planuje zakup deszczomierzy i współpracę z Nadleśnictwem Kolbudy. Jako punkt odniesienia wskazuje Gdańsk, gdzie ogrody deszczowe działają od 20 lat, a ich liczba przekroczyła 300. W gminie Żukowo planowany jest już kolejny ogród, jednak jest to dopiero na etapie planowania.

Dyrektor Laskowski nie ma wątpliwości, że warto było. Zapytany, czy poleciłby takie rozwiązanie innej placówce, odpowiada krótko

- Na 100% 

Damian LaskowskiDamian Laskowski

Tekst powstał w ramach projektu „Local Poland narrative" finansowanego przez fundację European Climate Foundation.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/09/2026 18:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości