Reklama

Kamienica Królewska. A jednak samobójstwo?

08/02/2011 13:44
Miesiąc temu pisaliśmy o kolejnym, po roku, dramacie, jaki rozegrał się w Kamienicy Królewskiej. Najpierw na skutek zaczadzenia zginęło troje małych dzieci, a w tym roku w podobnych okolicznościach, ich ojciec. Tę ostatnią sprawę wciąż prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kartuzach.

18 stycznia prokurator rejonowy Marek Kopczyński powiedział Gazecie:
- 44-letni mężczyzna, ojciec trójki zaczadzonych w 2009 r. dzieci, został znaleziony na kanapie. Kanapa stała dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zmarło jedno z dzieci.

- W wyniku przeprowadzonej sekcji już wiadomo, że do zgonu doszło na skutek zaczadzenia substancjami spalania powłoki i gąbki z kanapy, gdzie znajduje się dużo substancji toksycznych, które spowodowały zgon. W tej chwili rozpatrujemy dwie wersje tego zdarzenia, tzn. nieszczęśliwy wypadek, ale również samobójstwo. Pewne okoliczności ujawnione na miejscu przemawiają za czynem samobójczym. Poza tym nie bez znaczenia jest, że mężczyzna został sam, rozpadł się jego związek, do tego przeżywał śmierć swoich dzieci. Jest to jednak jedna z dwóch opcji, bo twardych dowodów na to, że był to czyn samobójczy, nie znaleźliśmy. Mam tu na myśli jakąś deklarację, list pożegnalny. Oczywiście będziemy badać okoliczności tej sprawy, czy np. nie było jakichś słownych deklaracji z jego strony, że zamierzał popełnić ten czyn. Jeśli okaże się, że jednak było to samobójstwo, to mielibyśmy do czynienia z tzw. samobójstwem inscenizowanym, tzn. to samo miejsce, sposób, okoliczności, co w tamtym przypadku. Jeśli okaże się, że to nieszczęśliwy wypadek, to jakieś niesamowite fatum musi ciążyć nad tym miejscem. Wykluczyliśmy natomiast to, co podejrzewano na początku, czyli działanie osób trzecich. Mężczyzna był zamknięty od środka, a poza tym na jego ciele nie odnaleźliśmy absolutnie żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że doszło do zabójstwa. Podczas badania sekcyjnego pobrano krew na zawartość alkoholu i na zawartość hemoglobiny tlenkowęglowej, ale te wyniki będziemy znali za ok. miesiąc.

Dziś już wiadomo, że sekcja zwłok przeprowadzona przez zakład medycyny sądowej potwierdziła, iż mężczyzna był nietrzeźwy.

- W jego organizmie znajdowały się 2 promile alkoholu - mówi prokurator Marcin Szreder. - Sekcja potwierdziła też, że przyczyną zgonu było zatrucie tlenkiem węgla. Wiemy też, że w chwili zaprószenia ognia, który potem się tlił, bo do pożaru nie doszło, mężczyzna jeszcze żył.

Ta ostatnia informacja to nowość, którą prokuratura dzieli się dopiero teraz, po uzyskaniu wyników szczegółowych badań. Prokurator potwierdził też, że chociaż nadal brany pod uwagę jest nieszczęśliwy wypadek, to coraz bardziej prawdopodobną staje się opcja o czynie samobójczym.

- Wskazywać na to mogą niektóre wypowiedzi denata sprzed tego feralnego dnia. To musiałoby być niesamowite fatum, kolejny taki nieszczęśliwy wypadek, wręcz mało prawdopodobny, choć nie niemożliwy. Są też inne okoliczności wskazujące na inscenizowane, zaaranżowane samobójstwo, jak chociażby zdjęcie dzieci, postawione przy kanapie, na której zginął mężczyzna. Bardzo prawdopodobne, że nie uda nam się jednoznacznie potwierdzić ani tej, ani drugiej wersji zdarzeń. Nie ma świadków, a jedyna osoba, która mogłaby coś jednoznacznego powiedzieć, niestety nie żyje. Jednak póki trwają przesłuchania, wszystko jeszcze może się zdarzyć.

Samobójstwo czy nieszczęśliwy wypadek, nie zmienia to faktu, że okoliczności tego zdarzenia są straszne. Czasem nie trzeba krwi, by wstrząsnąć.

Lucyna Puzdrowska/Gazeta Kartuska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości