Reklama

Kamienica Królewska. Fatum czy samobójstwo?

18/01/2011 11:22
Wciąż jeszcze pamiętamy tragedię, która się wydarzyła w roku 2009 w Kamienicy Królewskiej (gmina Sierakowice), kiedy czad zabił troje dzieci w wieku pół roku, dwóch i trzech lat.

Było popołudnie, 22 listopada 2009 r.

kiedy rozegrała się tragedia. W niewielkim budynku gospodarczym, zaadaptowanym na mieszkanie, spało troje dzieci - trzyletni Sebastian, dwuletnia Kornelia i półroczny Adrian. W mieszkaniu zapaliła się kanapa. Pożar co prawda zgasł samoistnie, ale zaczęły tlić się inne sprzęty. Zadymienie i ulatniający się czad spowodował śmierć dzieci. Matka była w tym czasie na zewnątrz. Gdy się zorientowała i wyniosła trójkę swych pociech z zadymionego wnętrza, było już za późno na ratunek. Reanimacja podjęta przez przybyłych na miejsce strażaków, a następnie ekipę karetki pogotowia, nie przyniosła rezultatów. Dzieci zmarły.

Ponad rok później, kolejny dramat

Tym większy, że wydarzył się w tym samym budynku, co może świadczyć o pewnym fatum związanym z tym miejscem. Nie żyje 44-letni ojciec dzieci. Mężczyzna zmarł w podobnych okolicznościach, co jego pociechy - na skutek zaczadzenia.

- Gdy przyjechaliśmy na miejsce, nie było już ognia, a mężczyzna, zdaniem lekarza, nie żył już od poprzedniego dnia - mówi komendant powiatowy PSP Edmund Kwidziński. - Drzwi do jego mieszkania były zamknięte. Pomieszczenie, w którym się znajdował było okopcone. Prawdopodobnie przyczyną zaprószenia ognia był niedopałek papierosa. Niestety, mężczyzna nie zdążył się wybudzić, czad był szybszy.

Więcej szczegółów zdradził nam prokurator rejonowy Marek Kopczyński.

- 44-letni mężczyzna, ojciec trójki zaczadzonych w 2009 r. dzieci, został znaleziony na kanapie. Co ciekawsze, kanapa stała dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zmarło jedno z dzieci. W wyniku przeprowadzonej sekcji już wiadomo, że do zgonu doszło na skutek zaczadzenia substancjami spalania powłoki i gąbki z kanapy. Tam znajduje się dużo substancji toksycznych, które spowodowały zgon. W tej chwili rozpatrujemy dwie wersje tego zdarzenia, tzn. nieszczęśliwy wypadek, ale również samobójstwo. Pewne okoliczności ujawnione na miejscu przemawiają za czynem samobójczym. Poza tym nie bez znaczenia jest, że mężczyzna został sam, rozpadł się jego związek, do tego przeżywał śmierć swoich dzieci. Jest to jednak jedna z dwóch opcji, bo twardych dowodów na to, że był to czyn samobójczy, nie znaleźliśmy. Mam tu na myśli jakąś deklarację, list pożegnalny. Oczywiście będziemy badać okoliczności tej sprawy, czy np. nie było jakichś słownych deklaracji z jego strony, że zamierzał popełnić ten czyn. Jeśli okaże się, że jednak było to samobójstwo, to mielibyśmy do czynienia z tzw. samobójstwem inscenizowanym, tzn. to samo miejsce, sposób, okoliczności, co w tamtym przypadku. Jeśli okaże się, że to nieszczęśliwy wypadek, to jakieś niesamowite fatum musi ciążyć nad tym miejscem. Wykluczyliśmy natomiast to, co podejrzewano na początku, czyli działanie osób trzecich. Mężczyzna był zamknięty od środka, a poza tym na jego ciele nie odnaleźliśmy absolutnie żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że doszło do zabójstwa. Podczas badania sekcyjnego pobrano krew na zawartość alkoholu i na zawartość hemoglobiny tlenkowęglowej, ale te wyniki będziemy znali za ok. miesiąc - powiedział nam M. Kopczyński.

Fatum? Samobójstwo? Do tematu wrócimy, gdy będą już znane wszystkie wyniki sekcyjne i okoliczności tego zdarzenia.

Lucyna Puzdrowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości