W tym tygodniu okaże się, czy Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Dzierżążnie zostanie zamknięty. Powodem tego są braki kadrowe, co spowodowało, że przez ostatnie miesiące placówka zdrowia w Dzierżążnie odnotowała wzrost śmiertelności prawie o 50 proc. Sprawą tą zainteresowała się kartuska prokuratura.
W miniony piątek sprawę tę ujawnił Polska Dziennik Bałtycki. Jak pisze gazeta, przez ostatnie pół roku z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Dzierżążnie odeszła ponad połowa kadry. Pielęgniarki, które zostały, nie były w stanie zapewnić dobrej opieki chorym. Spowodowało to, iż placówka odnotowała o około 50-procentowy wzrost liczby zgonów.
Sprawą tą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Kartuzach, która będzie badać, czy nastąpiło zagrożenie bezpieczeństwa pacjentów oraz naruszenie praw pracowniczych.
"Związki zawodowe od miesięcy alarmowały, że źle dzieje się w szpitalu. Placówka, po nieudanej restrukturyzacji, została przeznaczona przez radnych Sejmiku Wojewódzkiego do sprzedaży. Od początku tego roku połączono ją "unią personalną" (przez osobę dyrektora Andrzeja Steczyńskiego) ze szpitalem w Kościerzynie. Od sierpnia oba szpitale są połączone. Sytuacja pogorszyła się od stycznia, gdy NFZ zmniejszył o 40 proc. kontrakt dla Dzierżążna" - czytamy w gazecie Polska Dziennik Bałtycki.
Związkowcy twierdzą, że to dyr. Andrzej Steczyński doprowadził do sytuacji, że pielęgniarki zaczęły odchodzić ze szpitala w Dzierżążnie.
Jak pisze w dzisiejszym wydaniu Polska Dziennik Bałtycki, dyrekcja kościerskiego szpitala zapewnia, że sytuacja się poprawia. Zatrudnione zostały cztery nowe pielęgniarki.
- Pełna poprawa jest tylko kwestią czasu - zapewnia wicemarszałek Leszek Czarnobaj, odpowiedzialny za problematykę zdrowotną na Pomorzu.
pio
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze