Reklama

Kartuzy. Jak uzyskać absolutorium? Najlepiej skłamać. Spektakl pt. "Żeby radni niczego nie pojęli"

Komisja rewizyjna pracująca nad absolutorium zadała trudne pytania dotyczące zagrożenia zwrotu wielomilionowej dotacji na budowę kanalizacji w Borowie. Winą za nierozliczenie inwestycji w terminie burmistrz obciążyła mieszkańca Borowa i powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Komisja tego nie weryfikowała i uwierzyła na słowo.

Po naszej publikacji pt. "Gmina Kartuzy będzie musiała zwrócić 13 milionów złotych?" radni zaczęli w końcu dopytywać się o stan realizacji tej inwestycji. Mirosława Lehman mgliście przyznała, że jest zagrożenie zwrotu wielomilionowej dotacji za kanalizację. Zdawkowe oświadczenie bez żadnych wyjaśnień radnym nie wystarczyło. Nic dziwnego, że temat powrócił jak bumerang na komisji rewizyjnej. Ta poprosiła burmistrza o zrelacjonowanie stanu spraw związanych z kanalizacją i określenia rzeczywistej przyczyny zagrożenia zwrotu dotacji oraz ewentualnej kwoty tego zwrotu.

Mirosława Lehman specjalnie na posiedzenie komisji rewizyjnej przygotowała i wyreżyserowała spektakl, który miał na celu ogłupienie radnych i ukrycie rzeczywistych przyczyn problemów z rozliczeniem projektu. Główną rolę zagrał w nim naczelnik odpowiedzialny za projekt, Andrzej Skrobotowicz, który pilnie trzymał się wcześniej przygotowanego scenariusza. Mirosława Lehman zarezerwowała dla siebie rolę suflera i naprowadzała go na właściwy tor wypowiedzi, kiedy ten gubił wątek. Burmistrz zapewniła komisję, że ze strony urzędu nie popełniono żadnych błędów.

Postanowiliśmy skonfrontować stanowisko burmistrza przestawione radnym z faktami.

Wielokrotnie pisaliśmy, że przedłużająca się procedura odbioru kanalizacji wynika z niezgodnego z prawem realizowania budowy przez gminę - m.in. wprowadzenia istotnych zmian w przebiegu instalacji bez uzyskania na to wymaganej przez ustawę akceptacji starostwa. Kartuscy urzędnicy widzą to jednak zupełnie inaczej.

- Wszystkie zmiany, które zostały przez nas przeprowadzone, zostały skonsultowane z projektantem i zostały zatwierdzone przez projektanta jako zmiany nieistotne. Prawo budowlane mówi jednoznacznie, że o istotności czy nieistotności decyduje projektant. My mamy inną sytuacje. O tym czy zmiana jest istotna, czy nieistotna zadecydował powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Przy podejmowaniu decyzji opierał się na rozporządzeniach i aktach wykonawczych związanych z prawem geodezyjnym. Mamy jednoznaczne wyroki sądu oraz ekspertyzy uznanych osób w branży, że jest to nadinterpretacja prawa. Mieliśmy do czynienia z przesunięciami. Te przesunięcia były z reguły no, centymetrowe, w niektórych przypadkach większe. PINB zakwestionował to i te nieistotne zmiany zostały zakwalifikowane jako zmiany istotne, więc podlegają działaniu naprawczemu - wyjaśnił Andrzej Skrobotowicz.

Słuchając wypowiedzi naczelnika można było odnieść wrażenie, że inspektor Krzysztof Nowak nie wie co robi i nie zna prawa. Sprawdziliśmy więc w decyzjach PINB o jakie zmiany chodzi i czy są one rzeczywiście centymetrowe. Inspektor szczegółowo opisuje różnice pomiędzy projektem, a faktycznie wybudowaną siecią. Wymienia odstępstwa na prawie 30 działkach, takie jak: nowe lokalizacje studni, nieplanowane nitki, czy przesunięcia o kilkadziesiąt metrów. Opis zmian zajmuje dwie strony. Pan naczelnik, delikatnie mówiąc, minął się z prawdą. Zarówno wojewoda i wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego potwierdzili nieprawidłowości stwierdzone przy kanalizacji przez PINB. Czy żaden z nich nie zna prawa?

Pytaliśmy też w innych samorządach, które także realizowały budowę kanalizacji ze środków unijnych, w jaki sposób podchodziły do zmian przebiegu sieci. Poinformowano nas, że przy każdym takim przypadku wnoszono niezależnie do starostwa o zmianę pierwotnego pozwolenia na budowę, jeszcze przed rozpoczęciem prac. Pozwoliło to niezwłocznie odebrać kanalizację po zakończeniu budowy. W Kartuzach urzędnicy poszli na łatwiznę i chcieli załatwić ten problem na końcu, za jednym razem. Stąd tak wiele naruszeń prawa i konieczność długotrwałego, skomplikowanego postępowania naprawczego.

Nasze zdumienie wzbudził fakt, że Andrzej Skrobotowicz kilkukrotnie poinformował radnych, że gmina posiada już pozwolenie na użytkowanie kanalizacji w Borowie.

- Został złożony projekt zamienny i został zatwierdzony. Dla 28 działek. Pragnę zwrócić uwagę, że projekt zamienny dotyczy 28 działek z około 150. Na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o 131 działek dla miejscowości Borowo, mamy pozwolenie na użytkowanie. Nie posiadamy prawomocnego pozwolenia na użytkowanie, ponieważ mamy decyzję o zatwierdzeniu projektu zamiennego, ale nie jest ona jeszcze prawomocna. Czyli, jeśli chodzi o Borowo, nie posiadamy pozwolenia na użytkowanie dla 28 działek - uściślił później.

Czy w tym wypadku mamy do czynienia z pospolitym łgarstwem? Gmina nie posiada żadnej decyzji, ani prawomocnej, ani nieprawomocnej dotyczącej pozwolenia na użytkowanie kanalizacji w Borowie. Inspektor nadzoru budowlanego takiej decyzji nigdy nie wydał. Decyzja taka, jeśli będzie wydana, będzie dotyczyła całej inwestycji, a nie poszczególnych działek. Jaki ma więc cel opowiadanie radnym nieprawdy?

Na posiedzeniu komisji z ust urzędników padły też konkretne oskarżenia względem jednego z mieszkańców Borowa.

- Z naszej strony jest robione wszystko, aby ten projekt zakończyć. Z drugiej strony jest robione wszystko, aby ten projekt nie został zakończony. I to robi jedna osoba, która w sposób nagminny bezpodstawnie wnosi odwołania. Czasami kilkukrotnie na tą samą sprawę. Odwołania dotyczące zasilania jednej z przepompowni było składane do PINB już na etapie realizacji inwestycji. Zostało to oddalone tak przez PINB jak i WINB. Odwołanie o niemalże tej samej treści zostało przez tą osobę złożone już na etapie zatwierdzania i uzyskiwania pozwolenia na użytkowanie. Po prostu zostało powielone, co ewidentnie wskazuje na chęć opóźnienia, a wręcz uniemożliwienia zakończenia tej inwestycji - zaczął Andrzej Skrobotowicz.

- Absurdem jest sugerowanie, że pracownicy, czy ja, chcą teraz oddać środki unijne. Podkreślam - to, że jedna osoba blokuje czy próbuje blokować całą inwestycję na każdym etapie jest jednoznaczne i w dokumentach widoczne - uzupełniła wypowiedź naczelnika Mirosława Lehman. - To korzystanie ze wszystkich sztuczek prawnych, żeby przedłużyć proces zakończenia tej inwestycji od strony administracyjnej. A jaki są sztuczki prawne to Państwo doskonale wiecie. Jeżeli ktokolwiek taką inwestycję realizował to ma pojęcie, że można bardzo dużo zrobić, żeby zatruć życie. Wręcz powiedzieć garbatemu, że nie jest garbaty. I to na takiej zasadzie w tej chwili postępuje od trzech lat - dodała.

Radni dopytywali się, czy nie można by skontaktować się z mieszkańcem Borowa lub jego pełnomocnikiem i porozmawiać na ten temat. Burmistrz odparła, że kontakt nie jest możliwy, gdyż ten przebywa na urlopie.

My nie mieliśmy jednak żadnego problemu ze skontaktowaniem się z pełnomocnikiem właściciela gruntu w Borowie, mając do dyspozycji te same dane teleadresowe co urząd miejski.

- Mój klient uzgodnił z burmistrzem Mirosławą Lehman, że dokona zamiany gruntu, na którym ma być wybudowana kanalizacja, na inną działkę. Przez trzy lata nic się w tej sprawie nie działo. Jako pełnomocnik poprosiłem o uchwałę rady miejskiej zatwierdzającą zamianę. Pani burmistrz negocjowała niby w dobrej wierze, pisała listy intencyjne. Dwa lata temu przestała się ze mną kontaktować, ponieważ nie chciała podpisać się pod uzgodnieniami i poinformować o nich rady, czego wymaga od niej prawo. Żąda, aby wszyscy wierzyli jej słowo. Problem pani burmistrz polega na tym, że nie chce przedstawić radzie miejskiej zasad jakimi kieruje się przy gospodarowaniu nieruchomościami gminnymi. Woli opowiadać o brzydkich mieszkańcach i wrednych pełnomocnikach, zamiast wytłumaczyć się przed radą jak dysponuje majątkiem gminnym. Od dwóch lat pani burmistrz mająca pełną możliwość rozmowy ze mną czy moim klientem nie podjęła żadnej próby kontaktu, z wyjątkiem doręczania mi korespondencji z PINB za pomocą strażników miejskich wysyłanych do Gdańska - wyjaśnia.

Pełnomocnik stwierdził, że wszystkie jego odwołania były zasadne. Stwierdza, że gmina nie miała żadnych podstaw do odwoływania się, a kiedy to robiła to żadne z jej odwołań nie zostało uwzględnione.

- W Polsce prawo jest dla wszystkich takie samo. To, że to jest "Pani Burmistrz", to nie oznacza, że jest ona zwolniona z przestrzegania prawa. Twierdzi, że jeden człowiek blokuje całą inwestycję. Trudno nazwać blokowaniem inwestycji żądanie, aby gmina przestrzegała prawa. Pani burmistrz nie zauważa, że zarówno PINB, WINB i Wojewoda Pomorski potwierdzili, że inwestycja była wykonywana z lekceważącym stosunkiem do prawa zarówno na etapie projektowania, wykonywania, jak i uzyskiwania zezwoleń - kontynuuje.

- Kiedy burmistrz czegoś potrzebowała, to składała obietnice. Kiedy wydało jej się, ze załatwiła już swoją sprawę, ma za nic wcześniejsze ustalenia. Nie realizując swoich obietnic i zobowiązań podjętych sześć lat temu godzi się w konsekwencji na zwrot dotacji i na odszkodowanie za zajęcie cudzej nieruchomości - podsumowuje pełnomocnik właściciela nieruchomości w Borowie.

Radni domagali się również od burmistrza informacji na temat rzeczywistego zagrożenia zwrotem dotacji i doprecyzowania kwoty, do której oddania gmina mogłaby być zobowiązana.

- Oczekuję, że pani burmistrz lub pan naczelnik wyjaśnią, czy jest zagrożenie zwrotu 13 milionów. A jeżeli jest to z jakiego tytułu i w jakim zakresie, czy jakiego kawałka to dotyczy. Jeżeli czegoś takiego nie ma, to proszę to jasno oświadczyć. Ja od pewnego czasu słyszę, że ciągle mówimy o 8 milionach, a większości przypadków słyszę o 13 milionach, i w głowę zachodzę z czego to wynika. 13 milionów. Skąd się to wzięło? - dopytywał Zygmunt Konkol, przewodniczący komisji rewizyjnej.

Z niezrozumiałych dla nas przyczyn Mirosława Lehman kompletnie lekceważy zagrożenie.

- Z całą pewnością nie ma zagrożenia zwrotu 13 milionów. Naprawdę nie wiem skąd się biorą te kwoty, na pewno nie od nas te informacje.

To ile milionów jest w stanie burmistrz zwrócić z tej dotacji?

- Mam prawo wierzyć, bo w końcu pani zarządza tą gminą, a pan naczelnik jest specjalistą w tym zakresie. Przyjmuję więc to do wiadomości, że na dzień dzisiejszy nie ma żadnego zagrożenia zwrotu 13 czy 8 milionów złotych. Mamy tylko sprawy do dokończenia. Czy dobrze rozumuję panie naczelniku? - próbował uściślić Zygmunt Konkol.

- Na każdym etapie istnieje zagrożenie utraty środków dofinansowania. Jesteśmy na etapie uzyskania wskaźników. Wszędzie czyhają na nas niebezpieczeństwa. My nigdy nie mówiliśmy o tym, że możemy stracić całość dofinansowania. Proszę zwrócić uwagę, na to że myśmy tą kanalizację de facto wybudowali. Może dojść do dwóch sytuacji, które mogą spowodować uszczuplenie kwoty dofinansowania. Jest to nieuzyskanie współczynnika rzeczowego oraz nieuzyskanie efektu ekologicznego. Niewypełnienie jednego lub obydwu może spowodować częściową utratę dofinansowania. 13 milionów jest to pełna kwota dofinansowania - wyjaśnił Andrzej Skrobotowicz.

Pełnomocnik mieszkańca Borowa zainicjował postępowanie sprawdzające w wielu instytucjach. Jak twierdzi, skala bałaganu przy tej inwestycji nawet jego zadziwiła. To, że kanalizacja została wybudowana, nie oznacza wcale, że w konsekwencji nie zostanie wydany nakaz rozbiórki. Wystarczy w tej chwili, że minister lub WINB dojdzie do wniosku, że wszystko zostało wybudowane niezgodnie z prawem i cofnie decyzję o pozwoleniu na budowę.

13 milionów złotych wraz z odsetkami to nie jedyne zagrożenie. Dużo nie brakuje do tego, że nie będziemy też mieli kanalizacji.

Z wypowiedzi burmistrza wynika, że wszystko przeprowadziła zgodnie z prawem, tyle że o jej działaniach świadczą decyzje wydawane przez inne organy. Z kopii, którymi dysponujemy, wynika, że inwestycja jest realizowana wbrew prawu. Przy tak dużej inwestycji, podejmowanie takiego ryzyka, to kompletna nieodpowiedzialność.

Burmistrz całkowicie bagatelizuje ten problem. Czyżby chciała uzyskać absolutorium na podstawie mało prawdziwych zapewnień, kłamstw i niedomówień? Te wyjaśnienia radnym jednak wystarczyły. Trudno powiedzieć, czy nie chcieli zrozumieć, czy nie potrafili. Józefa Byczkowska i Edmund Kotłowski nawet nie zajrzeli do przedstawionych im dokumentów. Najwyraźniej, tak jak przewodniczący Zygmunt Konkol, uwierzyli burmistrzowi na słowo. Czy taka jest rola komisji rewizyjnej? Obiekcje zgłaszał jedynie Ryszard Duszyński, sam znający problem od podszewki. Przez lata milczał, ale odzyskał głos dopiero kiedy znalazł się w opozycji.

Skoro inwestycja nie posiada pozwolenia na użytkowanie i może jeszcze długo go nie posiadać, to jak gmina chce potwierdzić efekt rzeczowy - skuteczne wybudowanie kanalizacji - i efekt ekologiczny - przyłączenie użytkowników? Termin upływa na dniach.

Zarówno Mirosława Lehman jak i Andrzej Skrobotowicz pytani przez radnych udają inteligentnych inaczej. Udają, że nie wiedzą ile gmina będzie musiała oddać, kiedy okaże się, że trzeba będzie zwrócić dotację. Udają, że nie wiedzą dlaczego nie można porozumieć się z mieszkańcem Borowa. Czy jest to kolejny przykład po Rynku, targowisku i małej obwodnicy pokazujący niechęć burmistrza do prowadzenia jakichkolwiek rozmów? Jak widać wyraźnie druga strona jest zdeterminowana i skutecznie broni swoich interesów. Dlaczego więc burmistrz nie negocjuje? Dlaczego nie chce wywiązać się ze złożonych wcześniej obietnic? Czy woli rzeczywiście zwrócić dotację, niż przyznać się do popełnionych wcześniej błędów? Dlaczego Mirosława Lehman brnie ku katastrofie?

Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Kartuzach zawnioskowała o udzielenie burmistrzowi absolutorium. Członkom komisji zabrakło trzeźwej oceny. Gdyby pomyśleli, to z łatwością stwierdziliby, że Mirosława Lehman z premedytacją oszukuje organ kontrolny. Absolutorium w końcu umywa jej ręce.

Bartosz Kitowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    grenadier - niezalogowany 2013-07-06 12:06:59

    Dragon jaki zorientowany hahaha moze to Mireczka osobiście przybrała ten nick? Nieeee... chociac ta kobieta jest do tego zdolna to pewnie ktoryś z jej najemników. Przyznaj sie kto Ci płaci dragon: -) Poza tym jako osoba z grona mireczki wykazałeś nie tyljo odwage ale i głupote zabierając głos w tak śliskiej sprawie jak kanaliza Borowa. Mireczka od poczatku ukrywała przed mieszkańcami dokumentację aż sąd zmusił ją by zaczęła respektować prawo.... potem ta stracona gruba kasa.... wyjątkowo śliski temat dla burmistrza .... Nie podziekuje Ci mireczka za ten wpis dragonie, gomeszu czy jak tam Ci jeszcze z nicka wynicka :lol:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dragon666 - niezalogowany 2013-07-05 18:30:21

    Ten,,mieszkaniec Borowa pan P"to odsiaduje wyrok sześciu lat w zakładzie karnym. Swe sprawy prowadzi przez pełnomocnika. Brawo pani Burmistrz,z przestępcami nie prowadzi się rokowań.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    yogizkartuz - niezalogowany 2013-06-25 21:20:02

    Biedna Mireczka, tylu mieszkańców w gminie a tylko jeden mieszkaniec Borowa, wymaga od Mireczko dotrzymywania danego słowa??

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości