Z Krzysztofem Sokołowskim, liderem zespołu Nocny Kochanek, o niedoszłym koncercie na Truskawkobraniu, o wyciąganiu metalu z niszy, inspiracjach tekstów piosenek, nowym albumie i dziesięcioleciu zespołu rozmawiał Bartosz Kitowski.
Rozumiem, że pierwszy raz w Kartuzach?
Krzysztof Sokołowski: Pierwszy raz w Kartuzach, ale za to jaki pierwszy raz (śmiech).
Mogę powiedzieć, że jesteście największą nadzieją i jednocześnie największym rozczarowaniem tegorocznego Truskawkobrania.
Bardzo miłe słowa. Tak naprawdę też się mocno nastawiliśmy na to, że tutaj zagramy. Tym bardziej, że tak jak wspomniałeś, jesteśmy pierwszy raz i byliśmy bardzo mocno nastawieni na tę imprezę właśnie ze względu też na fakt, że bardzo dużo kilometrów mieliśmy do przejechania. Wczoraj graliśmy w Krapkowicach na południu Polski i przejechaliśmy dzisiaj ponad 600 kilometrów. Także wyjechaliśmy jakoś chyba po 11 i przyjechaliśmy tutaj właściwie już w okolicach takiej godziny, gdzie powinniśmy się prawie już instalować na scenie. I na kilka minut dosłownie przed przyjazdem nasz menadżer, zadzwonił do nas z informacją, że koncert jest odwołany. Tak trochę w kościach to czuliśmy, dlatego że widzieliśmy jak wygląda niebo i jak wyglądają prognozy oraz jaki deszcz nas złapał na wjeździe do Kartuz. Także żałujemy, ale mamy nadzieję, że jest to taki jakiś znak, że jest to miejsce w pewnym sensie dla nas takie zabronione. A takie coś, co jest zabronione, zakazane, taki owoc smakuje jeszcze bardziej, więc chętnie przyjedziemy do was na truskawki.
Czyli renomę kaszubskich truskawek już znacie? Zdążyliście posmakować?
Nie, jeszcze nie. Liczyliśmy na prezenty pokoncertowe.

Metal jest muzyką niszową, a wy tę muzykę z tej niszy w jaki sposób wyciągacie? Jak to robicie?
No właśnie tak się złożyło, że rzeczywiście jakoś nam się udało. Podejrzewam, że wszystko wynika z tego naszego podejścia, bo tak jak powiedziałeś, muzyka metalowa swoje triumfy święciła wiele, wiele lat temu. Teraz właściwie ludzie przychodzą koncerty zespołów metalowych, ale tylko na te z najwyższej półki, na ogromne marki. Czyli jeśli przyjeżdża do kraju Metallica, jeśli przyjeżdżają Mayday, Rammstein, to oczywiście koncerty zazwyczaj są wyprzedawane. Jeśli chodzi o zespoły mniejsze, czy o zespoły krajowe, to wiadomo, że to zainteresowanie jest dużo, dużo mniejsze. W naszym przypadku myślę, że nie mamy na co narzekać, ale uważam, że głównie wynika to z naszego podejścia właśnie. Czyli z tego humorystycznego zacięcia, z tego sznytu jajcarskiego, bo zauważyłem, że wiele osób postrzega nas przez pryzmat tego żartu. Dopiero później przychodzi refleksja, że jak to? Oni grają w heavy metal? Mnie się kojarzył heavy metal z czymś dużo cięższym, bardziej takim mrocznym, można nawet powiedzieć negatywnym. Także wydaje mi się, że też trochę obraz tego heavy metalu w pewien sposób rozjaśniamy, klarujemy sytuację i mam nadzieję, że sprawiamy, że więcej osób się do tego heavy metalu przekonuje.
Zabawa przez muzykę, tak?
To jest trochę taka nasza karta przetargowa. Właśnie to poczucie humoru, to podejście, to odcięcie się od tego pompatycznego heavy metalu, do którego gro zespołów przyzwyczajało słuchaczy w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Tak jak przed chwilą mówiłem, ludzie, którzy zaczynają przygodę z Nocnym Kochankiem, jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało, to postrzegają w większości przypadków nas przez pryzmat przede wszystkim tekstów, a później dopiero zwracają uwagę na muzykę. Ale są też tacy ludzie, którzy mieli do czynienia z taką muzyką i słysząc z Nocnego Kochanka, słyszą w tym coś świeżego, coś innego, widzą zmianę podejścia i to też wielu zwolennikom muzyki heavy metalowej się to podoba. I to jest coś, czego chyba ta muzyka szczególnie w naszym kraju potrzebowała.
Czy to nie jest też tak, że celujecie w pewną określoną grupę odbiorców, na przykład dziabniętego studenta, albo wspominającego nostalgicznie swoją młodość 40-50-latka, który myśli sobie - ja to wszystko przeżyłem.
Jeśli tak, to robimy to nieświadomie albo podświadomie, no bo raczej po prostu poruszamy takie tematy, które nam się wydają, że będą bardzo pasowały do tej muzyki, którą gramy. Będą zgrywały się z naszym poczuciem humoru, będą to tematy, które wydaje nam się, że będą dobrze kontrastować z tekstem i z tym takim pompatycznym raczej stylem heavy metalowym. Aczkolwiek rzeczywiście zdarzały się takie sytuacje, gdzie zastanawialiśmy się, może by było fajnie uderzyć w jakąś grupę, to znaczy uderzyć w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu, żeby zrobić hołdy dla kogoś, czyli na przykład napisać piosenkę dla dziabniętego, albo na przykład dla kierowcy tira, dla gościa, który prowadzi ciężarówkę i zrobiliśmy taki numer.
Albo dla dżentelmenela?
Odpowiadając można powiedzieć i tak, i nie. Nie mieliśmy takiego zamysłu, żeby do konkretnej grupy gdzieś tam trafić, ale później z każdą kolejną płytą gdzieś tam jakieś przemycaliśmy takie pomysły, że fajnie było dla konkretnej grupy docelowej coś zaśpiewać.
Zgrywacie się na takich chłopaczków, na zasadzie jeszcze nie do końca dojrzałych, którzy lubią pobalować?
Tak, chociaż wiesz, to też jest ciekawe, że nam się cały czas wydaje, że my jesteśmy piękni i młodzi, a tu już wiesz, na karku mamy po 37-38 lat i się okazuje, że nie tylko jesteśmy piękni i młodzi, tylko jeszcze teraz dojrzali i przystojni.
Czy teksty waszych piosenek to inspiracja czyimiś przeżyciami?
Bardzo często tak. My tak się śmiejemy, że nasze teksty bazują na faktach i to jeszcze podkreślamy autentycznych. Oczywiście to nie jest tak, że jak śpiewamy o pigułce samogwałtu na przykład, to któryś z nas miał do czynienia z taką pigułką albo któryś z nas ją wymyślił i testował na przykład na samym sobie. Ale mieliśmy do czynienia na przykład z wydarzeniami, które gdzieś nas zainspirowały. Czyli, nie wiem, przeczytaliśmy w gazecie, że jakaś dziewczyna otarła się na przykład o taką sytuację w dyskotece, gdzie miała dosypaną pigułkę gwałtu. To wszystko staramy się jakby odczarować, pokazać w innym zwierciadle, spojrzeć na to innymi oczami. I stąd na przykład taki prześmiewczy tytuł. Jeśli chodzi ogólnie o to nasze podejście do tekstów, to gdy posłuchasz na przykład tekstu do Dżentlemenów Metalu albo do Dziabniętego, do Poniedziałku, to pewnie znasz sobie sprawę, że czy ty, czy powiedzmy twoi znajomi, mieli pewnie do czynienia z takimi sytuacjami. Są to akurat życiowe sprawy, które mogły się każdemu przydarzyć.
Nawet powiedział bym, że podejmujecie ważne dla ludzi sprawy. Na przykład w takich utworach jak "Cudzesy", albo na przykład "Zaplątany".
To jest kolejna historia, która w pewnym sensie bazuje na fakcie. Jak pisałem tekst do tego kawałka, to z tyłu głowy miałem historię naszego basisty Artura, który kiedyś miał do czynienia z dziewczyną, która rzeczywiście nie popełniła depilacji. I Artur musiał się z tym faktem jakoś zmierzyć, jakoś sobie z tym poradzić. No i przełożyłem to na tekst do kawałka Zaplątanych.
Ale rozumiem, że dojrzała i zrobiła to w końcu?
W końcu zrobiła to.
Ostatnio wasza płyta "O jeden most za daleko", wydana dwa lata temu, wyszła średnio. Czyli jak mówią fani - zajebiście. Powiedz, kiedy następny album? Coś szykujecie?
No coś szykujemy. Tak naprawdę dzisiaj nawet jadąc tutaj do was do Kartuz sobie odszukiwaliśmy nasze numery w takich wersjach demo, bo przygotowujemy się do wejścia do studia. Wybieramy najlepsze z naszych pomysłów. Tak naprawdę to mamy już właściwie całą płytę gotową w naszych głowach i na komputerach. A teraz wchodzimy do studia po to, żeby to zarejestrować w taki pełnoprawny sposób. No cóż, podniecenie, nie będę ukrywał, że jest dosyć duże. Płyta jest w planach i będzie to taki szczególny album. Ja nie lubię robić takiej wielkiej tajemnicy z płyty, którą się nagrywa i tworzyć jakieś na siłę niespodzianki, ale rzeczywiście w tym przypadku mogę zdradzić tylko jeden dosyć istotny fakt związany z tą płytą. Mogę tylko powiedzieć, że będzie to album trochę inny niż poprzednie. Mam nadzieję, że wszyscy będą pozytywnie zaskoczeni.
Rozumiem, że się postaracie na całe 40%?
Tak jak zazwyczaj. Tak.
Jeszcze w 2024 roku?
Nie. W tym roku będziemy nagrywać, ale chcemy to wypuścić w przyszłym 2025, tym bardziej, że w przyszłym roku będziemy świętować niejako dziesięciolecie naszej działalności. Ciężko powiedzieć, kiedy tak naprawdę te 10. urodziny powinniśmy obchodzić. Początek istnienia zespołu niby się datuje na rok 2012, dlatego że wtedy pierwszy raz pojawiła się nazwa Nocny Kochanek, pojawił się nasz numer w odcinku Kapitana Bomby. Wtedy akurat pojawił się Minerał Fiutta, czyli numer, który zrobiliśmy razem z Bartkiem Walaszkiem i Piotrkiem Połaciem. Ale pierwsza płyta powstała w 2015 roku, płyta "Heavy Metal", dlatego pomyśleliśmy sobie, że 2025 rok to będzie takie fajne dziesięciolecie. Czyli, że liczymy lata od wydania pierwszej płyty i to będziemy traktować jako nasze 10. urodziny. Tym bardziej ta płyta, mam nadzieję, że fajnie się wpasuje w to świętowanie.
Jak byłeś nauczycielem, współpracowałeś z młodzieżą. Jakbyś miał zachęcić młodzież do tego, żeby realizowała swoje cele, żeby coś robiła fajnego z pasją i dążyła do sukcesu, to jaką drogą mają iść, co muszą robić?
Przede wszystkim ostatnio myślałem sobie o tym, jak szkoła przygotowuje młodych ludzi do przyszłości i zauważyłem, że w wielu przypadkach, jeśli nie w większości, wszystkich uczniów wrzuca się trochę do jednego worka, że tylko w rękach nauczyciela leży to, żeby wydobyć pojedyncze osoby, pojedyncze osobowości i do nich docierać. A raczej program napisany jest w taki sposób, że każdy uczeń powinien odpowiadać raczej w podobny sposób. Wszystko jest oparte na jakichś tam schematach i fajne jest to, gdy nauczyciel potrafi dostrzec pojedynczych uczniów, pojedyncze osobowości i zmierzam do tego, że dobrze by było, żeby każdy uczeń myślał samodzielnie, że nie jest tak, że jeśli Twój pomysł jest inny niż np. 30 osób innych w klasie, to ten pomysł od razu musi być zły. Może się okazać, że Ty w pewnym sensie masz rację i że Twój pomysł może zostać doceniony. I ja miałem wrażenie, będąc uczniem, a później będąc nauczycielem, że trochę jest to przez polskie szkolnictwo zabijane wśród młodzieży i uczniów, właśnie ta kreatywność. A na to bym przede wszystkim stawiał, żeby uczniowie byli kreatywni, żeby stawiali na samych siebie, nie patrzyli na innych, tylko próbowali samemu coś zrobić. Nie mogę od razu powiedzieć, że to jest droga do sukcesu, bo to jest tylko jeden z czynników wielu, ale od tego trzeba zacząć.
Mówi się, że żeby osiągnąć sukces, to trzeba mieć plecy. Jakie plecy wyście mieli? Mieliście wsparcie w jakichś osobach?
W naszym przypadku na pewno wiele zawdzięczam Bartkowi Walaszkowi, bo od niego się to wszystko zaczęło. Jego uznajemy za takiego naszego ojca chrzestnego. Bo on, nie wiem czy świadomie, czy nieświadomie, ale pokazał nam, jak można grać na heavy metal. Jak można do niego właśnie podejść. Że można zrobić to z żartem, że to może być prześmiewcze. No i dzięki temu, że właśnie pojawiliśmy się u niego w kreskówce, że dzięki temu, że nagraliśmy Minerał, to zakiełkowała taka myśl w naszej głowie. Kurczę, może fajnie byłoby pójść o krok dalej i nagrać kolejną piosenkę. I tak zrobiliśmy. Nagraliśmy później Wielkiego Wojownika. Po Wielkim Wojowniku, a to w Wielkim Wojowniku pojawił się Andrzej, to może o Andrzeju coś napiszemy. Napisaliśmy Andrzeja. I później mając już kilka kawałków na koncie, stwierdziliśmy, że fajnie będzie nagrać całą taką płytę. Także mieliśmy w pewnym sensie właśnie te plecy w postaci Bartka Walaszka. Ale później ten pomysł sami rozwinęliśmy. No i tak to trwa do dzisiaj.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dzięki, dzięki bardzo.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze