Reklama

Łabędzie na zamarzniętych akwenach - interwencje, które przynoszą więcej szkody niż pożytku

W poniedziałkowe przedpołudnie oraz tuż przed północą strażacy zostali wezwani do zamarzniętych łabędzi na jeziorze w Chwaszczynie. Po przybyciu strażaków, ptaki samodzielnie się oddaliły. Jak wyjaśniają specjaliści, interwencja strażaków była niepotrzebna, a wręcz spowodowała, że ptaki niepotrzebnie straciły energię tak bardzo potrzebną, by przetrwać mroźne dni. Kiedy interwencja jest konieczna, a kiedy ściąga na łabędzie stres i czczy wysiłek?

Strażacy ratują nie tylko ludzkie życie, ale często spieszą też na ratunek zwierzętom. Nie inaczej było w poniedziałek, kiedy to dwukrotnie zostali wezwani do przymarzniętych łabędzi na jeziorze w Chwaszczynie. Strażacy oczywiście nie odmówili pomocy, ale okazuje się, że niestety w przypadku łabędzi przesiadujących na zamarzniętych akwenach, interwencje te mogą przynieść więcej szkody niż pożytku dla ptaków. 

- Strażacy mają zdecydowanie rację. W przypadku zamarzniętych łabędzie, często spotykamy się z tym, że uprzejmość strażaków jest nadużywana - podkreśla Aleksandra Mach, kierownik w Pomorskim Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja”.

Reklama

Jak więc odróżnić czy ptaki potrzebują pomocy czy lepiej pozostawić je w spokoju?

- Jeżeli łabędź przymarza, to stara się od tego lodu oderwać. Będzie więc walczyć. Widać z daleka, że ptak się szamoce, próbuje odczepić się od lodu, ale nie może. W takiej sytuacji udzielenie pomocy jest jak najbardziej uzasadnione. Oczywiście nie robimy tego samodzielnie, ale wzywamy strażaków - zaznacza Aleksandra Mach. 

- W większości jednak przypadków łabędzie nie potrzebują naszej interwencji. Łabędzie zazwyczaj siedzą na lodzie i odpoczywają. Są zwinięte w charakterystyczną kulkę, mają szyję na plecach, chowają dziób pod piórami i w ten sposób, chcą przeczekać najgorszy czas, kiedy nie mają dostępu do naturalnego pożywienia i wody. Poją się śniegiem, ale kosztuje to je więcej energii, bo muszą go trochę zjeść, rozpuścić w dziobie. Jest to dla nich duży koszt energetyczny, aby nie tracić zbyt dużo energii, większość dnia siedzą na lodzie i odpoczywają - akcentuje kierownik w Pomorskim Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja”

Reklama

Jak dodaje, w dawnych czasach, kiedy zimy były bardziej srogie, dorosły ptak w stanie letargu dał radę przetrwać nawet przez okres trzech tygodni.

- Niestety ludzie próbują sprawdzać, czy ptaki są przymarznięte. Rzucają kamyczkami, nęcą je chlebem. Zmuszają je do ruchu, co wbrew pozorom jest bardzo niekorzystne dla ptaków, bo niepotrzebnie tracą energię. Zwłaszcza w miejscach uczęszczanych, przy kolejnych już próbach dokarmiania, ptaki nie reagują na pożywienie. W takiej sytuacji, warto przyjść z pokarmem następnego dnia. Nie należy go zostawiać. Pogoda zmienia się szybko. Pozostawiony pokarm po kilku dniach może pleśnieć, a pleśń jest śmiertelnie niebezpieczna dla ptaków. Najlepszym pożywieniem dla ptaków wodnych są płatki owsiane - podkreśla Aleksandra Mach. 

Reklama

Niestety, gdy dochodzi już do przymarznięcia ptaka, ma on małe szanse na przeżycie. 

- W Ostoi mamy jednego łabędzie, który przymarzł do tafli lodu. Odkuwał go nasz ornitolog wraz z pracownikiem Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Niestety nie udało się go uratować. Przymarznięte łabędzie są to bardzo ciężkie przypadki, bo zazwyczaj ptaki mają dość rozległą martwicę - przyznaje Aleksandra Mach, kierownik w Pomorskim Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Ostoja”.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości