Nie udał się piłkarzom Cartusii debiut pod wodzą nowego trenera, Jerzego Jastrzębowskiego. Niebiesko-biało-czarni ulegli na wyjeździe rezerwom Lechii Gdańsk 2:0, a decydująca dla losów spotkania okazała się druga, fatalna w naszym wykonaniu połowa.
Faworytem spotkania raczej nie byliśmy. Potwierdziły to zresztą wydarzenia na boisku. To gospodarze posiadali przewagę, konstruowali więcej akcji ofensywnych i w końcu tylko oni strzelali gole. Skończyło się na dwóch, ale przy odrobinie szczęścia mogli zaaplikować ich kartuskiej ekipie jeszcze więcej.
Mocnym akcentem rozpoczęła jednak Cartusia, bo już w pierwszej akcji meczu Hejden po minięciu jednego z obrońców uderzył z narożnika pola karnego i obił spojenia słupka z poprzeczką bramki gospodarzy. Kilka minut później z dystansu strzelał Kempiński, ale piłka przeleciała nieznacznie obok bramki Lechii.
Po upływie kwadransa Cartusia wciąż zaskakująco odważnie poczyniała sobie na terenie rywala. Chwilę potem w pole karne miejscowych zagrywał Kwasny, ale zamykający akcję Borkowski minął się z piłką.
Lechia ocknęła się dopiero w 30 minucie gry, gdy indywidualna akcja jednego z pomocników kończy się wrzutką wprost na głowę ustawionego w naszym polu karnym napastnika z Gdańska. Ten uderza jednak zbyt lekko i Tułowiecki wyłapuje piłkę. 10 minut później szczęścia zza pola karnego próbuje Duda i nasz bramkarz z największym trudem sparuje piłkę do boku. Jeszcze przed przerwą lechici stworzyli kilka sytuacji, ale wynik nie uległ zmianie.
W drugiej połowie dominacja Lechii nie podlegała już dyskusji, a zawodnicy z Kartuz sprawiali wrażenie wyczerpanych trudami pierwszych 45 minut. Niestety bezbramkowy remis udaje się utrzymać jedynie do 60 minuty. Co prawda pierwszy strzał gospodarzy odbija Tułowiecki, ale dobitka Pruchnika trafia już do bramki.
Cartusia odpowiada 10 minut później raczej niegroźną próbą Rusinka. Lechia kontroluje przebieg meczu i czeka na okazje do podwyższenia prowadzenia. Pierwsza z nich nadarza się w 83 minucie i jest niemal identyczna do okoliczności, w jakich padł pierwszy gol. Mocny strzał na bramkę odbija Tułowiecki, ale piłka trafia wprost pod nogi jednego z lechitów, tym razem Błażewicza. W odróżnieniu od Pruchnika, ten przy dobitce przenosi jednak na nasze szczęście piłkę nad poprzeczką.
Kluczowa dla losów meczu okazała się 88 minuta gry. Z piłką w pole karne Lechii wpadł Arek Kordyl, minął dwóch obrońców i został powalony na ziemię. Sędzia zamiast podyktować rzut karny, pozwala jednak grać dalej. Miejscowi wyprowadzają błyskawiczną i co najistotniejsze, skuteczną kontrę. Nie bez winy był tu Karasiński, który oddał praktycznie piłkę Żmijewskiemu, a temu nie pozostało już praktycznie nic innego jak umieścić ją w bramce.
W doliczonym już czasie gry Lechia mogła zadać kolejny cios, ale ostatecznie rezultat nie uległ już zmianie. W szóstym meczu ligowym Cartusia przegrywa po raz czwarty i w ligowej tabeli spada na miejsce 13, tuż nad strefę spadkową.
Komentarze