Narasta konflikt wokół planów dopuszczenia ruchu motorówek na części Jeziora Klasztornego Dużego. Mieszkańcy okolic nie kryją oburzenia i zarzucają władzom gminy nierówne traktowanie oraz ignorowanie ich komfortu życia.
Do redakcji trafił list jednej z mieszkanek, Marty Kaczmarek, która alarmuje, że planowane zmiany mogą oznaczać dla lokalnej społeczności kolejne źródło hałasu i uciążliwości. Jak podkreśla, mieszkańcy już dziś mierzą się z konsekwencjami budowy obwodnicy przebiegającej w pobliżu domów — i to bez ekranów akustycznych.
– Stały hałas, zwiększony ruch i utrata spokoju to już dziś nasza codzienność. Teraz gmina chce dołożyć kolejne źródło uciążliwości — od strony jeziora” – pisze mieszkanka Grzybna.
„Jednych się chroni, innych nie”
Najwięcej emocji budzi fakt, że – według mieszkanki – na innych częściach jeziora korzystanie z motorówek ma zostać ograniczone właśnie ze względu na ochronę mieszkańców przed hałasem.
– Skoro uznaje się ich negatywny wpływ na komfort życia, to dlaczego mieszkańcy naszej części jeziora mają być traktowani gorzej niż pozostali? – pyta autorka listu.
W opinii protestujących plan gminy oznacza skupienie wszystkich uciążliwości w jednym miejscu. Mieszkańcy obawiają się nie tylko hałasu odbijającego się od tafli jeziora, ale także pogorszenia bezpieczeństwa osób wypoczywających nad wodą oraz negatywnego wpływu na środowisko.
Jak podkreślają, okolice jeziora były dotąd miejscem spokojnego wypoczynku i właśnie ten charakter przyciągał wielu mieszkańców.
Obawy o jakość życia
Mieszkańcy ulicy Rybackiej zwracają uwagę, że decyzje dotyczące jeziora mogą mieć bezpośredni wpływ na codzienne funkcjonowanie okolicznych rodzin.
Wśród najczęściej podnoszonych problemów wymieniają: wzrost poziomu hałasu, utratę ciszy i możliwości wypoczynku, spadek poczucia bezpieczeństwa nad wodą, pogorszenie warunków środowiskowych, obniżenie jakości życia mieszkańców.
W liście skierowanym do władz gminy pojawia się również apel o przeprowadzenie rzeczywistych konsultacji społecznych.
– Oczekuję odpowiedzi, dlaczego komfort życia jednych mieszkańców został uznany za wart ochrony, a innych już nie – podkreśla Marta Kaczmarek.
Mieszkańcy czekają na reakcję gminy
Sprawa już teraz budzi duże emocje i może stać się jednym z najgorętszych lokalnych tematów najbliższych tygodni. Mieszkańcy oczekują od władz jasnego uzasadnienia planowanych zmian oraz ponownego przeanalizowania decyzji dotyczącej dopuszczenia ruchu motorówek.
Na razie nie wiadomo, czy gmina zdecyduje się na dodatkowe konsultacje lub zmianę proponowanych rozwiązań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proponuję dla Pana Goluńskiego dopuścić ruch ciężarówek pod jego domem 24h i może wtedy zrozumie o co chodzi.
Ludzie czy wy chcecie zrobić z naszego miasta skansen. Jarmarków na miasteczku nie ,motorówek na jeziorze nie. Czasy się zmieniają a wy pogrążacie się wszyscy w ciemność średniowiecza. Kartuzy to ogólnie spokojne ciche miasto. Szkoda że nie mieszkacie w Gdańsku gdzie jeżdżą tramwaje, wtedy byście zobaczyli co to jest głośno.
Czasy się zmieniają. Wymogi ochrony środowiska rosną. A my wbrew standardom szwedzkim, norweskim, fińskim, estońskim i w ogóle wbrew logice, betonujemy brzegi jeziora, wycinamy las i wpuszczamy na jeziora skutery. Nie bronie im frajdy, ale to jezioro to większy staw. Dwa halsy i żaglówka jest spełniona, chyba, że pływać będzie w kopertę... A co dopiero skuter? To tak jakby zawodowy narciarz miał nacieszyć się jazdą na skarpie 10m?
Nawet szum fontanny komuś przeszkadza.
Nie szum, tylko mechaniczny łomot ponad dopuszczalne 50db.
Hałas, hałasem, ale może dookoła jest las i w sumie fajnie, ze nad jeziorem, można przez chwilę delektować się ciszą.. swoją drogą to za małe jezioro na motorówki, ja raczej obstawiam skutery wodne nie motorówki.. wg mnie powinna zostać cisza … a burmistrz jak ktoś napisał niech sobie koło domu puści ciężarówki jak mu za cicho….
Miejsca w mieście, gdzie można odpocząć od hałasu. Może ktoś ma pomysł na biznes motorówkowy, ale jakości życia mieszkańców to nie służy - ani tych, którzy tam mieszkają, ani tych, którzy tam idą odpocząć. A miasto powinno być dla mieszkańców.
We wskazanym przez Burmistrza miejscu jeziora spotkać można błotniaka stawowego. Zarówno to, że ten ptak się tam pojawił kilka lat temu, jak i to, że w Polsce jest on pod ścisłą ochroną muszą wiedzieć towarzysze "miłośnicy" i "upiększacze" Kartuz a na pewno powinni to wiedzieć "środowiskowi" samorządowcy, choćby z racji wielomilionowych projektów upiększania Kartuz. Tylko dlaczego polegają one na osobliwym jak na wysokie standardy środowiskowe wyrąbie lasu i budowie betonowych kwadratów nad brzegiem jeziora, bez dachów, jakie wymaga się od innych? Teraz tylko czekać na projekt wiaduktu nad torami na ul Gdańskiej i można kręcić "Piąty element" .... szkoda, tylko że Bruce Willis jest schorowany... Zawsze możemy nakręcić "Lot nad kukułczym gniazdem" bo z tym mi zaczynają się kojarzyć Kartuzy.
Proponuję dla Pana Goluńskiego dopuścić ruch ciężarówek pod jego domem 24h i może wtedy zrozumie o co chodzi.
Ludzie czy wy chcecie zrobić z naszego miasta skansen. Jarmarków na miasteczku nie ,motorówek na jeziorze nie. Czasy się zmieniają a wy pogrążacie się wszyscy w ciemność średniowiecza. Kartuzy to ogólnie spokojne ciche miasto. Szkoda że nie mieszkacie w Gdańsku gdzie jeżdżą tramwaje, wtedy byście zobaczyli co to jest głośno.
Czasy się zmieniają. Wymogi ochrony środowiska rosną. A my wbrew standardom szwedzkim, norweskim, fińskim, estońskim i w ogóle wbrew logice, betonujemy brzegi jeziora, wycinamy las i wpuszczamy na jeziora skutery. Nie bronie im frajdy, ale to jezioro to większy staw. Dwa halsy i żaglówka jest spełniona, chyba, że pływać będzie w kopertę... A co dopiero skuter? To tak jakby zawodowy narciarz miał nacieszyć się jazdą na skarpie 10m?