Rząd Donalda Tuska zdecydował się przyznać w tym roku podwyżki służbom mundurowym. Pominął jednak strażaków, służbę graniczną i więzienną. Na znak protestu w wielu miejscowościach w kraju przedstawiciele pierwszej z tych grup w samo południe wyjechali przed jednostki, na minutę uruchamiając koguty i syreny. Tak było m.in. w Kartuzach.
Akcja protestacyjna, która objęła swym zasięgiem cały kraj, zorganizowana została przez związki zawodowe strażaków. Choć w Kartuzach związek nie działa, funkcjonariusze tutejszej PSP solidaryzują się ze swoimi kolegami "po fachu" i także postanowili przyłączyć się do podjętych działań.
Protest jest efektem pominięcia przedstawicieli tej grupy w planowanej podwyżce płac w służbach mundurowych. Rząd obiecał od lipca dołożyć do pensji funkcjonariuszy po 300 złotych. Objęci zostaną nią jednak wyłącznie policjanci oraz żołnierze. Strażacy ostatnią podwyżkę dostali natomiast cztery lata temu.
Czwartkowa akcja jest jedną z pierwszych po oflagowaniu jednostek i wozów bojowych form zapowiadanego protestu. Służba graniczna zapowiedziała już na 10 stycznia tzw. "strajk włoski" na kilku przejściach granicznych. Dwa dni później w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu pikietować znów mają strażacy i pozostali pominięci przez rząd przedstawiciele służb mundurowych.
Jeśli i to nie przyniesie zamierzonych skutków, związkowcy zastanowią się nad kolejnymi formami protestu. Wiadomo jednak, że z pewnością nie przybiorą one formy strajku, gdyż tego w przypadku służb mundurowych zabrania prawo.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze