Reklama

Niestępowo. Dramatyczna relacja z rodzinnej tragedii. Jak córka dźgnęła ojca nożem

...Spił się i znów grandził. Krzyczał, wyzywał, groził...W końcu nie wytrzymała...Poszła do kuchni i chwyciła za nóż...Chciała go tylko nastraszyć, uspokoić. Wcześniej to na niego działało... Tym razem nie wyszedł z pokoju, zaczął na nią napierać. Mimo to, nie cofnęła ręki...No i stało się...

O rodzinnej awanturze przy ul. Raduńskiej w Niestępowie, której finał miał miejsce w szpitalu oraz komendzie policji pisaliśmy dokładnie tydzień temu. Pierwsze doniesienia były dość lakoniczne - kłótnia domowa, w czasie której córka ugodziło nożem w brzuch własnego ojca. Mężczyzna przeżył, ale w stanie ciężkim trafił do szpitala. Dramaturgi tej historii dodaje fakt, że sprawczyni jest w wysokiej ciąży i na początku sierpnia spodziewa się trzeciego dziecka.

Krótko po naszej publikacji zadzwonił do nas narzeczony 26-letniej Pauliny, Stefan. Roztrzęsiony, załamującym się głosem powiedział tylko, że chętnie opowie co się wydarzyło w ich domu pamiętnego wieczoru.

- Wszyscy robią z niej wyrodną córkę, która chciała zabić swojego ojca, a to nie jest prawda. Nikt nie zadaje sobie pytania dlaczego i jak do tego doszło. Chcę, by ludzie wiedzieli co się stało - powiedział, prosząc o spotkanie i możliwość przedstawienia tej historii oczyma naocznego świadka. Oto ona.

Alkohol był częstym gościem w domu

To, co się wtedy stało jest w zasadzie efektem wszystkiego tego, co działo się w tym domu na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Tyle czasu mieszkamy z narzeczoną i dziećmi wspólnie z teściami. Problem alkoholowy jest w tej rodzinie bardzo poważny. Był też zresztą przyczyną wielu kłótni i awantur. - rozpoczyna pan Stefan.

Zeszły poniedziałek nie różnił się szczególnie od innych dni. Wróciłem do domu z pracy pomiędzy godz. 17, a 18. Paulina z dziećmi była jeszcze w tym czasie na dworze, ale wróciła z nimi na wieczorną bajkę. Teściowe byli już wtedy pijani i zaczęli się kłócić. Nie zwracaliśmy nawet na to większej uwagi, bo tak działo się prawie zawsze, gdy pojawiał się alkohol, czyli dość często. Krótko potem położyliśmy się do łóżek. Córka zasnęła jako pierwsza. Synek już nie mógł, bo robiło się coraz głośniej. Z pokoju teściów cały czas dobiegały krzyki, wyzwiska, odgłosy szarpaniny.

Została struga krwi

Krótko po godzinie 20 teść wyrzucił żonę z pokoju,a ta z płaczem przyszła do nas. Podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej. Aby nie prowokować dalszych kłótni teściowa spała wtedy w naszym pokoju. Tym razem miało być tak samo. Wyłączyliśmy telewizor licząc, że oboje się uspokoją, ale po chwili było jeszcze gorzej. Teść wyszedł ze swojego pokoju, zaczął trzaskać drzwiami i dobijać się do naszego pokoju. Wszedł i dalej ją wyzywał od najgorszych, szarpał. Zabrał jej też telefon, by nie mogła nigdzie dzwonić. Córka, słysząc kłótnie dziadków, moczy się w nocy. Prosiliśmy więc by wyszedł i dał już teściowej spokój, ale nie reagował.

W końcu narzeczona nie wytrzymała. Wyszła z pokoju. Poszedłem za nią, ale nie zwróciłem uwagi co zabrała z kuchni. Myślałem, że pewnie szufelkę albo zmiotkę, bo często zdarzało się, że teść uspokajał się dopiero, gdy mieliśmy coś w ręku. Wcześniej to pomagało. Gdy wróciliśmy do naszego pokoju zauważyłem, że to nóż. Paulina stanęła przed nim i jeszcze raz powiedziała, żeby wyszedł i zostawił teściową w spokoju. Ale on rozłożył ręce i zaczął jeszcze na nią napierać. Paulina powtarzała, że jeśli nie chce, by zrobiła mu krzywdę, powinien wyjść. To działało na niego jak płachta na byka bo jeszcze bardziej się na nią pchał. W pewnym momencie zaczął wymachiwać rękoma. To był moment, ułamek sekundy. Nagle się odwrócił i wyszedł. Została tylko struga krwi.

Zabrałem narzeczonej nóż i poszedłem zobaczyć co z teściem. Rana była dość rozległa, mocno krwawił. Wezwałem więc karetkę i powiadomiłem o zajściu policję, starając się cały czas tamować ranę. Teść był tak pijany, że nie zdawał sobie chyba nawet sprawy z tego, co się stało. Chciał wstać i gdzieś iść. Potem mówił, żebym go dobił. Gdy 10 minut później przyjechali ratownicy, nie chciał nawet dać sobie pomóc. Badanie na zawartość alkoholu dało wynik przekraczający 4,5 promila. To chyba mówi samo za siebie.

Horror trwał od lat

Ubiegłotygodniowe wydarzenia to kumulacja narastającego od lat napięcia. Ostatnie dwa lata to już prawdziwy horror. Teść potrafił nas obudzić w środku nocy krzycząc, że zaraz wysadzi wszystkich w powietrze, wieczne awantury, krzyki, znęcanie się nad teściową. To trwało cały czas. Na policję praktycznie nie zgłaszaliśmy tych sytuacji, bo to tylko pogorszyłoby sprawę. Co z tego żeby przyjechali? Zaraz potem wróciliby do siebie, a tu działyby się jeszcze gorsze rzeczy. O naszej rodzinnej sytuacji na komisariacie na pewno wiedzieli, bo wcześniej kilka razy dzwoniliśmy, ale mówiono nam, że się uspokoi, że damy jakoś radę. Radziliśmy więc sobie później sami. GOPS także stwierdził jedynie, że dzieci nie powinny się wychowywać w takich warunkach. I to wszystko. Tyle, że to i ja wiem bez oficjalnej, urzędniczej opinii. Na mój wniosek o przydział mieszkania socjalnego nawet nie otrzymałem jednak odpowiedzi. Żadnego pisma od dwóch lat. Wszyscy wokół wiedzieli co tu się dzieje, ale co to zmienia? To już jest chyba taka ogólna znieczulica. Przyznam, że poniekąd nie dziwię się narzeczonej, że już tego nie wytrzymała. Wiem, że nie chciała mu zrobić krzywdy, a jedynie stanęła w obronie swojej matki i dzieci. Ludzie robią z niej przestępcę, ale nikt nie zastanowi się, co ją do takiego kroku skłoniło. Jakie były okoliczności. Mam jednak nadzieję, że prokurator czy sędzia dostrzegą to, że jej zachowanie nie było przecież atakiem, lecz obroną. Że będą w stanie postawić się w naszej sytuacji. - podsumowuje Stefan.

Co dalej?

Paulina i Stefan mieszkają razem z rodzicami Pauliny w dwupokojowym mieszkaniu. Wychowują 4-letnią córkę oraz 2-letniego syna. Na dniach spodziewają się trzeciego dziecka. Prokuratura już zdecydowała się postawić 26-latce zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała, co zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do nawet 10 lat.

- Przesłuchaliśmy wszystkich świadków, podejrzana złożyła obszerne wyjaśnienia i przyznała się do zranienia ojca. Ponadto w najbliższym czasie urodzi trzecie dziecko. Nie widzimy więc potrzeby stosowania jakichkolwiek środków zapobiegawczych - informują śledczy Prokuratury Rejonowej w Kartuzach.

- Jakoś musimy to przetrwać. Obawiam się jednak, że nawet jeśli wszystko dobrze się skończy, za jakiś czas znów znajdziemy się w tym samym domu, w tych samych pokojach i nasze życie wróci do "normy". Problem przecież nie zniknął. Co więcej, po tym co się stało, może być jeszcze gorzej. Nie wiem co tu zastanę, gdy wrócę któregoś dnia z pracy. Tym bardziej, że teść wielokrotnie już groził nam na różne sposoby. Teraz najważniejsze jest jednak, by nie spełnił się najgorszy dla Pauliny scenariusz. Głęboko w to wierzymy - kończy narzeczony podejrzanej.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    s-hej - niezalogowany 2013-08-02 22:19:38

    Najlepsze jest to że wypowiadają się najczęściej osoby które wszystko wiedziały to czemu nie starały się pomagać jak byl na to czas i jeżeli miały takie możliwości? Komentować i obgadywać każdy potrafi.Szukanie sensacji a to jest tragedia rodzinna z tyranem jako ojcem dziadkiem mężem i teściem.Zresztą sam się nadział wiec mam nadzieję że ja uniewinnią.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    margareta - niezalogowany 2013-08-02 09:57:31

    Dokładnie, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Ludzie co nie mają pojęcia o co chodzi tylko bez sensu krytykują. To jest dziwne, że w takich sytuacjach każdy wie o nas więcej niż my sami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    s-hej - niezalogowany 2013-08-01 17:53:05

    Nikt kto nie żył w wiecznym strachu pod ciągła presją nie zrozumie tej sytuacji.Ojciec pan i władca.Jemu wszystko wolno.Współczucia dla jego rodziny.Szczególnie dla córki .Kobiecie w ciazy szaleją hormony miała już dość ciągłych awantur.Pragnęła spokoju dla siebie swoich dzieci i matki.Ile można patrzeć na ból matki?Nie należy osądzać nie będąc nigdy w podobnej sytuacji.Pijak to nie człowiek to zwierzę.Zycze córce jak najlepiej w ostatnich dniach ciazy powinna miec spokój nie denerwować się bo to może zaszkodzić dziecku.A Co do komentarzy że niby nie pracowali że mogli się wyprowadzić to pisał chyba ktoś kto nie zna życia po cięższej jego stronie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości