Reklama

Ojciec Rajmund: Pojechałem do Afryki, by uczyć, służyć, pomagać…

14/02/2009 11:46
W najbliższą środę 18 lutego br. w kartuskiej bibliotece odbędzie się wernisaż wystawy fotogramów pod nazwą „Misje i piękno ziemi afrykańskiej. Przygotowane zdjęcia dokumentują 20-letnią misję ojca Rajmunda Marszałkowskiego w Kenii i Tanzanii. Wystawa trwać będzie do 16 marca br.

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Kartuzach przygotowała niecodzienną wystawę fotogramów. Będzie można na nich zobaczyć mała cząstkę tego wszystkiego, co ojciec Rajmund przeżył i doświadczył podczas swojej ponad dwudziestoletniej pracy misyjnej na Czarnym Lądzie.

Z tej okazji o. Rajmund Marszałkowski przysłał list do kartuskiej biblioteki, dzieląc się w nim swoimi refleksjami i wspomnieniami związanymi m. in. z codziennymi kontaktami z mieszkańcami Kenii i Tanzanii. Poniżej publikujemy fragmenty tej ciekawej korespondencji.

Kochani Przyjaciele misji !
Kościół, którym wszyscy jesteśmy, z natury swej jest misyjny. To Pan nas powołuje i wysyła, byśmy głosili Ewangelię wszystkim narodom. Jedni powołani są by z dala od ojczyzny i bliskich głosić Chrystusa Zmartwychwstałego tym, którzy Go dopiero zapraszają do swego życia lub nawet jeszcze Go nie poznali. Inni wspierają pracę misyjną swą modlitwą, dobrymi czynami i ofiarą, pozostając w ojczyźnie wśród bliskich, spełniając swe codzienne obowiązki. Jednak wszyscy wspólnie jesteśmy za tę posługę misyjną w Kościele odpowiedzialni.

Prawdą jest, że najmilsze wspomnienia pozostawili ludzie najprostsi, najbiedniejsi i najbardziej potrzebujący. Ich prosta wiara była dla mnie znakiem, że wiara jest darem ofiarowanym nam przez Boga. Ci najprostsi analfabeci nie wyczytali tego z ksiąg, w co sam Bóg wyposażył ich serca i umysły. Widziałem, że ich wiara nie jest skomplikowana lecz prosta, jak Prosty jest Bóg, który stał się Dziecięciem zrodzonym w Betlejem i złożonym w stajni na sianie. Oni po prostu wierzyli Bogu, jak dziecko wierzy swym dobrym i kochającym rodzicom.

Wielu ludzi żyje w skrajnej nędzy. Nigdy jednak nie słyszałem narzekania, a już na pewno nie w kierunku Boga. Tam zrozumiałem jak niewiele potrzeba człowiekowi nie tylko, by przeżyć, ale by cieszyć się i dziękować Bogu za każdy drobiazg. Często ich twarze promieniały niezwykłą radością i wdzięcznością, gdy otrzymywali ode mnie odrobinę fasoli, kukurydzy czy jakąś odzież. Potrafili tańczyć, skakać, klaskać w dłonie otrzymując kawałek materiału, jakąś koszulę czy kawałek chleba.

Po doświadczeniach w Afryce wiem, że nigdy nie powinniśmy zagarniać dóbr tego świata dla siebie. One są nam dane, tylko po to, by dzielić się nimi z potrzebującymi. Nawet małe dzieci, bardzo głodne, otrzymując odrobinę chleba zabierały go do domu, by podzielić się nim z młodszym rodzeństwem. Staruszka sama bardzo głodna, gdy otrzymała odrobiną kukurydzy, natychmiast zawołała sąsiadkę, by z nią podzielić się tym co otrzymała. Z chorym najczęściej przychodzono do misji by zawieźć go do szpitala. Przychodziła prawie cała wioska, bo wszyscy współczuli nie tylko choremu, ale też rodzinie chorego.

Te parę przykładów niech posłuży nam, by zrozumieć, że nigdy nie ma takich sytuacji, że tylko jedna strona otrzymuje, a druga daje. Zawsze ubogacamy się nawzajem. Jako misjonarz pojechałem do Afryki, by uczyć, służyć, pomagać…, ale tak naprawdę, to Oni więcej mnie nauczyli i więcej dali niż ja.

Po ponad dwudziestu latach pracy misyjnej w Kenii i Tanzanii odwiedziła mnie rodzina. Bardzo się ucieszyłem. Byliśmy w miejscach, gdzie pracowałem, a przy okazji podobnie jak oni po raz pierwszy pojechałem na Zanzibar i do krateru Ngorongoro.

o. Rajmund Marszałkowski

Wspomnienia z tej dwutygodniowej wyprawy relacjonuje bratanek o. Rajmunda – Daniel Marszałkowski. Oto niektóre fragmenty interesującej opowieści z pobytu m. in. w Arushy oraz w dwóch tanzańskich parkach.

Zaczęło się od zwykłej rozmowy na temat przyszłorocznego urlopu. Plan był w sumie dość prosty: odwiedzić misje katolickie w Kenii i Tanzanii, w których pracował o. Rajmund Marszałkowski, a przy okazji zobaczyć i poczuć prawdziwą Afrykę. 23 sierpnia 2008 roku czwórka podróżników spotkała się na londyńskim gigancie, aby podjąć wielkie wyzwanie i pewnie podróż życia.

Na lotnisku im. Jomo Kenyata w Nairobi wylądowaliśmy późnym wieczorem. Tej samej nocy znaleźliśmy się w jednej z misji franciszkańskich niedaleko Nairobi, gdzie przywitano nas niezwykle ciepło, mimo delikatnego chłodu jaki towarzyszy afrykańskim nocom. Następnego dnia mieliśmy przyjemność zaznajomić się z żyrafami oraz innymi dzikimi zwierzętami Afryki, żyjącymi w parkach niedaleko Nairobi.

Już we wtorek 26.08.08 r. ruszyliśmy w drogę do Arushy, stolicy Tanzanii, jednym z regionalnych środków transportu jakim jest „matatu”. Podróż trwała kilka ładnych godzin, podczas których nie tylko mogliśmy podziwiać krajobraz Afryki, ale również mogliśmy obserwować życie płynące w przydrożnych wioskach, gdzie na widok białego człowieka biegnie grupka dzieci z uśmiechem na ustach, wyciągniętymi rączkami, a w ich oczach można odczytać głębokie zdziwienie. To samo zdziwienie widać w oczach starszych ludzi, którzy siedząc pod niezbyt często występującymi tutaj drzewami, naprawiają rowery, prowadzą swój mały „biznes” lub zwyczajnie siedzą i obserwują. Oto obraz Afryki, jakiego doświadczyliśmy podczas dwutygodniowego pobytu.

W Tanzanii skorzystaliśmy z gościnności parafii franciszkańskiej, niedaleko Arushy, gdzie mieści się również postulat zakonu. Była to dla nas baza wypadowa, skąd ruszaliśmy w bliższe lub dalsze eskapady.

Kolejne dwa dni spędziliśmy na safari, gdzie można poczuć i zobaczyć tą Afrykę, którą często widzimy w programach przyrodniczych. Nasz przewodnik zabrał nas do dwóch parków, pierwszy z nich jest położony nad płytkim, słodkim jeziorem Manyara. Drugi park to słynny: Ngoro-Ngoro, który znajduje się w ogromnym kraterze na pograniczu z Kenią, na zach. od Kilimandżaro. Co ciekawe, po drodze do parku wjechaliśmy do swoistej wioski Masajów, gdzie mogliśmy podziwiać ich tańce ludowe, posiedzieć w chatach i posłuchać opowieści o ich codziennym życiu. Odwiedzilismy też polski cmentarz, który znajduje się pod Arushą.

Następnym etapem naszej podróży było poznanie prawdy o malowniczych plażach Zanzibaru. Sam krajobraz jaki rysował się podczas lotu, zapierał dech w piersiach. Jednakże dość szybko otrząsnęliśmy się po tym zachwyceniu, kiedy ujrzeliśmy lotnisko i centrum Zanzibaru. Samo miasto wydaje się być ogromnie zaniedbane, jednak plaże ujęły one nas pięknem, jakie w sobie kryją, lazurową taflą wody, niesamowitymi palmami pochylonymi nad oceanem, no i samym klimatem pewnej dziczy, że nie wspomnę o blasku zachodzącego słońca odbijającym się w Oceanie Indyjskim.

Czas nieubłaganie mknął do przodu i trzeba było zbierać się w drogę powrotną. Ponownie wsiedliśmy w „matatu” i ruszyliśmy do Nairobi, po drodze zatrzymując się w Ruiri gdzie o. Rajmund pracował kilkanaście lat. Postawił tam nie tylko piękny kościół, ale i również dom rekolekcyjny, który naprawdę robi wrażenie. Spędziliśmy tam dwa wspaniałe dni, nawiedzając nie tylko kaplice, ale również zaprzyjaźnione rodziny.

oprac.lt
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jemJOzKASZEB - niezalogowany 2009-02-16 10:41:56

    Bardzo piękna i cenna praca . Szczerze gratuluję ! @kartuzy.info: ZŁOTA MYŚL . Może by ją tak przekazywać oprawioną w ramki innym duchownym w dniu prymicji .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości