Nie udał się piłkarzom Cartusii Kartuzy wyjazd do Choszczna. Niebiesko-biało-czarni polegli tam miejscowemu Piastowi 2:0, ponosząc pierwszą porażkę na terenie rywala od przeszło roku i dopiero drugą w tym sezonie.
Podopieczni Adama Adamusa przystąpili do meczu w roli zdecydowanego faworyta. Czwarta lokata w tabeli i 11 punktów przewagi nad broniącym się przed spadkiem Piastem nie pozwalał typować innego wyniku aniżeli wygrana gości. Tymczasem od pierwszy minut gra naszego zespołu nie wyglądała najlepiej. Kartuzianie słabo radzili sobie z atakiem pozycyjnym, nie potrafiąc stworzyć choćby jednej dogodnej okazji do zdobycia bramki.
- Może to efekt długiej drogi, nie wiem. Nie chcę tu tłumaczyć chłopaków, ale dziś najzwyczajniej w świecie nie mieli dnia. Na dobrą sprawę nie zagroziliśmy bramce Piasta ani razu. Bywa i tak, choć mam nadzieję, że był to pojedynczy wypadek i w sobotę będzie już zdecydowanie lepiej – mówi Tadeusz Orczykowski, kierownik drużyny.
Rywale na nasze nieszczęście nie mieli podobnych problemów i widząc nieporadność Cartusii, atakowali coraz śmielej. Efekt przyniosło to już w 25 minucie meczu, kiedy po prostopadłym podaniu Jarosława Piskorza w sytuacji „sam na sam” z Czyżniewskim znalazł się Mariusz Szczęsny i z zimną krwią umieścił piłkę w siatce.
Strata gola podrażniła nieco przyjezdnych i za wszelką cenę starali się oni doprowadzić do wyrównania, ale wszelkie ich wysiłki na niewiele się zdawały. Trener Adamus w przerwie dokonał pierwszej zmiany, za Dawidowskiego wpuszczając Banaszaka. I to nie zdało jednak egzaminu. Co gorsza, w 60 minucie piłkarze z Choszczna zadali kolejny cios, a w roli głównej ponownie wystąpił Piskorz. Tym razem sam wcielił się w rolę egzekutora, pokonując Czyżniewskiego efektownym lobem. Nasz bramkarz był bez szans.
Powtórzyła się więc sytuacja z poprzednich dwóch wiosennych spotkań, gdzie Cartusia także przegrywała po 2:0, by później rzucić się skutecznie do odrabiania strat. Dziś nic takiego niestety nie miało miejsca. Przeciwnie, to gospodarze bliscy byli dobicia Kaszubów, ale w kilku sytuacjach znakomitymi interwencjami przed dotkliwszą klęską ratował swój zespół Czyżniewski.
Ostatecznie Cartusia poległa w Choszcznie 2:0, ponosząc drugą porażkę w sezonie. Przegrana tym boleśniejsza, że po pierwsze do minimum ogranicza już praktycznie nasze szanse na włączenie się do walki o czołowe lokaty w tabeli, a po drugie, przerwała piękną serię wyjazdów bez porażki. Po raz ostatni wróciliśmy bez punktów z terenu rywala 4 kwietnia 2009 roku, kiedy to ulegliśmy Darzborowi Szczecinek 2:0. Od tamtej pory zanotowaliśmy 7 wygranych i 6 remisów. Dziś trzeba zacząć liczyć od nowa.
Komentarze