Żadne inne mecze piłkarzy ręcznych na poziomie III ligi nie wywołują tylu emocji, co starcia Cartusi z LKS Kęsowo. W atmosferze skandalu i kuriozalnych sytuacji kończyło się pierwsze, jesienne spotkanie tych drużyn. Podobnie było i w miniony weekend w rewanżu, zakończonym porażką Cartusii 22:21 (10:12).
Pierwszy, październikowy mecz tych drużyn w Kartuzach na długo utkwi w pamięci kibiców. Nerwowa końcówka i seria czerwonych kartek dla gości sprawiła, że ekipa z Kęsowa przez ostanie minut broniła się zaledwie 1 zawodnikiem z pola! Wówczas to Cartusia wygrała 29:26, ale goście mieli mnóstwo zastrzeżeń do pracy sędziów.
Tym razem zespoły również postarały się o wyrównany bój i nerwową końcówkę i niestety znów górę wzięły emocje.
Już w pierwszej połowie byliśmy świadkami zaciętej, nierzadko graniczącej z faulem walki. Dość dodać, że tylko tej części meczu sędziowie podyktowali aż... 12 rzutów karnych, a dwuminutowym pobytem na ławce karali zawodników dziesięciokrotnie!
Choć po 10 minutach gospodarze zdołali odskoczyć na trzy trafienia, minimalnie lepsi po 30 minutach gry byli kartuzianie, prowadząc 12:10. Niestety niepokojącym był fakt, że wszystkie nasze ofensywne poczynania opierały się wyłącznie na dwóch graczach - Patryku Załuskim i Kamilowi Konkelowi. Oboje schodził na przerwę mając na koncie po sześć bramek.
Po zmianie stron gra nieco się uspokoiła, co przejawiało się nieco mniejszą brutalnością na parkiecie, a tym samym i znacząca spadła liczba orzekanych przez sędziów kar indywidualnych. Niestety w przypadku Cartusi mścić zaczął się również brak alternatywnych dla wykorzystania Załuskiego rozwiązań w ataku. Co prawda nasz lider pomiędzy 30, a 40 minutą zdobył kolejne dwie bramki, ale rywale odpowiedzieli pięcioma i odzyskali prowadzenie.
Na domiar złego w 41 minucie Załuski złapał trzecie przewinienie i jego udział w tym meczu dobiegł końca. Sytuacja ta podziałała chyba jednak na podopiecznych Jarosława Frankowskiego mobilizująco i zmusiła do większej kreatywności w ataku. W efekcie na 7 minut przed końcem meczu prowadziliśmy 21:17.
Niestety od tego momentu nasza gra się zacięła. I to dosłownie, bo zdobyczy bramkowej nie udało się już poprawić. Kęsowianie zaczęli za to odrabiać, głównie za sprawą Marcina Kawalika i Krzysztofa Mielke. Pierwszy z nich rzucił 6 z 9 ostatnich bramek gospodarzy, natomiast drugi na niespełna minutę przed końcem zapewnił miejscowym cenny triumf.
Nie obeszło się też bez kontrowersji.
- W końcówce, przy błędzie podwójnego kozłowania gospodarzy piłka powinna zostać w naszych rękach, ale miejscowy sędzia stolikowy stwierdził, że trener z Kęsowa wziął czas, podczas gdy nie doszedł nawet do połowy drogi dzielącej ich ławkę od stolika. No ale cóż, gospodarzom ściany pomagają - relacjonuje kluczowe fragmenty meczu trener Jarosław Frankowski, który protestując przeciw tamtej decyzji sędziów złapał zresztą czerwoną kartkę i został wyrzucony z ławki trenerskiej.
Porażka w Kęsowie komplikuje nieco sytuację Cartusi w perspektywie walki o końcowy triumf w lidze. Przewodzący stawce Bellator Ryjewo odskoczył bowiem nam już na dwa oczka i myśląc o ich wyprzedzeniu kartuzianie bezwzględnie muszą ich pokonać w bezpośrednim starciu w następnej serii spotkań. Ewentualna porażka może nas natomiast kosztować utratę także drugiej lokaty na rzecz właśnie LKS Kęsowo.
Komentarze