Kolejny dreszczowiec zafundowali lokalnym kibicom szczypiorniści Cartusi Kartuzy. Lider rozgrywek III ligi podejmował w niedzielę ekipę Bellator Ryjewo i choć do przerwy goście prowadzili różnicą aż ośmiu trafień, ostatecznie to kartuzianie zakończyli mecz jako zwycięzcy, decydującą o losach meczu bramkę rzucając w ostatnich sekundach spotkania. Wynik końcowy to 26:25.
Choć oba zespoły przystępowały do tego pojedynku jako niepokonane, większe szanse na wygraną dawano przed pierwszym gwizdkiem sędziego gospodarzom. Po pierwsze, ze względu na atut własnej hali. Po drugie, z uwagi na coraz solidniejszą postawę podopiecznych Jarosława Frankowskiego.
Tymczasem pierwsza odsłona niedzielnego starcia na szczycie III ligi należała do przyjezdnych. I to w sposób zdecydowany. Choć cała kadra drużyny z Ryjewa liczyła w tym meczu zaledwie dziewięciu zawodników, z każdą upływającą minutą ich przewaga rosła. Po kwadransie gry różnica ta wynosiła jeszcze tylko trzy trafienia, ale w ciągu kolejnych 10 minut Cartusia zdołała trafić do bramki rywali zaledwie raz i to z karnego, podczas gry przeciwnicy uczynili to siedmiokrotnie.
Mecz przybrał więc dla miejscowych bardzo niekorzystny obrót. Co prawda w ostatnich pięciu minutach wreszcie udało nam się przełamać, ale 8-bramkowa strata na półmetku spotkania dawała już jedynie cień nadziei na korzystny rezultat.
Tymczasem zaraz po zmianie stron sytuacja odwróciła się o 180 stopni. To Bellator stanął, a bramki seryjnie zaczęli zdobywać zawodnicy z Kartuz. Odrobienie strat z pierwszej połowy zajęło im kwadrans, a impuls do walki o pełną pulę punktów dał im Kamil Konkel, który rzucił pięć pierwszych bramek dla Cartusi w drugiej połowie.
Ostatnie 15 minut tego meczu to już prawdziwa gra nerwów. Goście w końcu ocknęli się i z pełnym poświęceniem walczyli o końcowy triumf. Rozpędzona Cartusia prowadzenie odzyskała na sześć minut przed końcem. Wówczas to jednak ciężar gry w szeregach rywali wzięli na siebie Paweł Zamerski i Mateusz Piekarski - zdecydowanie najjaśniejsze punkty ekipy z Ryjewa. Efekt to walka cios za cios i na dwie minuty przed końcem to Bellator prowadził ponownie 25:24.
Przed końcem padły jeszcze dwie bramki. Autorami obu byli kartuzianie. Najpierw Patryk Załuski doprowadził do remisu, a na kilkanaście sekund przed finałową syreną trafił jeszcze Czaja. Goście nie zdołali odpowiedzieć i niemożliwe stało się faktem. Rozbita po pierwszej połowie Cartusia zdołała podnieść się z kolan i wygrać skreślony już praktycznie mecz. Charakteru i podjętej walki do końca gratulował po spotkaniu swoim podopiecznym Jarosław Frankowski.
- O ile w obronie nasza gra wyglądała bardzo przyzwoicie, przynajmniej na początku spotkania, o tyle w ataku nie kleiła nam się wcale i nie potrafiliśmy wykorzystać prostych nawet sytuacji. Na szczęście w drugiej połowie chłopcy wzięli się do roboty, poprawiając zdecydowanie skuteczność. Wyjść z wyniku 9:17 i jeszcze wygrać to naprawdę nie lada sztuka - ocenił już po wszystkim trener naszych szczypiornistów.
Wynik, jak i przebieg spotkania to z pewnością kolejna solidna podwalina pod wciąż tworzący się przecież zespół. Z każdą kolejką Cartusia coraz solidniej rozsiada się w fotelu lidera III ligi i wyrasta już nie do jednego z faworytów, ale głównego pretendenta do awansu.
Komentarze