Reklama

Piłka Ręczna. Mecz-kuriozum na inaugurację III ligi w Kartuzach

Z piłką ręczną związany jestem od 30 lat, ale z podobną sytuacją nie spotkałem się nigdy wcześniej - tak drugie ligowe zwycięstwo swojego zespołu w ramach rozgrywek III ligi piłki ręcznej mężczyzn komentuje Jarosław Frankowski, trener szczypiornistów Cartusii, którzy pokonali w niedzielę LKS Kęsowo 29:26 (13:14). Mecz zakończył się w kuriozalnych okolicznościach, ponieważ po serii kar i czerwonych kartek ekipa gości broniła się przez ostatnie 1,5 minuty... jednym zawodnikiem z pola.

Ci, którzy postanowili przyjść w niedzielne południe do hali sportowej na Os. Wybickiego i dopingować drużynę szczypiornistów Cartusii Kartuzy w ich pierwszym ligowym meczu przed własną publicznością, z pewnością nie mają czego żałować. Spotkanie prowadzone było w szybkim tempie, a oscylujący długo wokół remisu wynik gwarantował emocje niemal przez cały czas. To, co najciekawsze, stało się jednak w samej końcówce meczu.

Zacznijmy jednak od początku. Drużyna Cartusii, która przed tygodniem zainaugurowała ligę wysokim zwycięstwem w Inowrocławiu tym razem debiutowała na własnym terenie podejmując zespół LKS Kęsowo. Początek nie był jednak najlepszy w wykonaniu podopiecznych Jarosława Frankowskiego. Grali nerwowo i niedokładnie, co przyjezdni skrzętnie wykorzystali wychodząc na dwubramkowe prowadzenie.

Gospodarze starali się gonić wynik, ale prześcignąć rywali udało im się dopiero w 18 minucie meczu i to tylko na chwilę. Kęsowianie przysparzali nam sporo kłopotów, a szczególnie niebezpieczny był na naszej połowie Marcin Kowali, który tylko w tyk części mecz rzucił dla swojej drużyny aż 8 branek, a pierwsza połowa zakończyła się nieznacznym prowadzeniem gości 13:14.

W drugiej połowie sytuacja się odwróciła. Dwa szybkie trafienia Kamera sprawiły, że to kartuzianie wyszli na prowadzenia i stroną goniącą wynik stali się rywale. Rezultat cały czas oscylował jednak wokół remisu. Dopiero w ostatnim kwadransie gry Cartusia zdołała odskoczyć. Ciężar gry i odpowiedzialność za punkty wziął na siebie Patryk Załuski, który był autorem sześciu kolejnych bramek dla gospodarzy. Goście odpowiedzieli w tym czasie jednym trafieniem Krzysztofa Miecke i na sześć minut przed końcem zrobiło się 27:21.

Gdy zaraz potem kolejną bramkę dorzucił Paweł Szlas nikt nie miał już chyba wątpliwości, że Cartusii nic złego się w tym meczu stać już nie może. Wyszedł jednak brak doświadczenia, ba na trzecie w meczu kary zupełnie niepotrzebnie dali się złapać Kamer i Wikariusz, a grający w przewadze rywale zaczęli w szybkim tempie niwelować straty.

Na półtorej minuty do końca, gdy na tablicy wyników było już tylko 28:26 dla Cartusii, karą dwóch minut ukarany został jeden z zawodników gości. Reszta drużyny nie wytrzymała nerwowo i nastąpiło coś, co sprawi że ten mecz z pewnością zapisze się w historii całych rozgrywek. Zaatakowany przed całą niemal ekipę LKS-u sędzia ukarał zaraz potem 2 minutami kolejnego gracza z Kęsowa, a w przeciągu następnych 10 sekund pokazał dwie czerwone kartki. W efekcie goście rozważali nawet zejścia z parkietu i odmowę kontynuowania gry, ale po kilku minutach zamieszania zdecydowali się jednak grać dalej. Tyle tylko, że po zastosowaniu wszystkich kar przyszło im się bronić jedynie rezerwowym bramkarzem oraz... jednym tylko graczem z pola (!)

Przez półtorej minuty Cartusia zdołała jednak wbić jeszcze tylko jedną bramkę i ten kuriozalny mecz zakończył się triumfem miejscowych 29:26.

Ekipa gości nie kryła po ostatniej syrenie pretensji do arbitrów tego meczu.

- To żenujące! Ci ludzie nie powinni w ogóle sędziować meczów ligowych - kręcił głową opiekun gości, Marek Tyda.

Sędziowie są jednak pewni słuszności podjętych decyzji i już po meczu przekonywali, że mecz mógł, ale nie musiał zostać przerwany.

- Skoro sędziowie kazali grać dalej, to należało grać. Przyznam jednak, że choć z piłką ręczną związany jestem od 30 lat, z podobną sytuacją nie spotkałem się nigdy wcześniej. Co do samego meczu to oczywiście cieszy wygrana, ale po raz kolejny naszą bolączką są proste błędy i brak ogrania, takiej meczowej mądrości. Prowadzimy 28:21 i zamiast puścić nawet jedną bramkę i spokojnie pociągnąć następną akcję, dajemy się złapać na głupie faule, dostajemy kary i robi się nerwowo. Po co? Mamy jeszcze nad czym popracować - podsumowuje Jarosław Frankowski.

Cartusia Kartuzy - LKS Kęsowo 29:26 (13:14)

CARTUSIA: Konkol, Zieliński, K. Szlas - Załuski 11, Konkel 5, P. Szlas 5, Kamer 4, Hirsz 2, Puzdrowski 1, Wikariusz 1, Bertling, Płotka, Tomaszewski

LKS: Kowalik 13, Kensik 4, Smysłowski 3, Miecke 3, Łangowski 2, Luptowski 1

Kolejny mecz Cartusii 16 listopada w Morągu.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości