Po dwóch kolejnych ligowych triumfach piłkarze ręczni Cartusii Kartuzy podejmowali u siebie w sobotnie popołudnie faworyzowanego Szczypiorniaka Olsztyn. Choć po pierwszej, bardzo dobrej połowie bliżsi kolejnej wygranej byli gospodarze, ostatecznie to goście mogli cieszyć się z kompletu punktów, zwyciężając 23:28 (15:12).
W pierwszej części gry podopieczni Jarosława Frankowskiego radzili sobie znakomicie, choć na pierwsze w meczu prowadzenie zdołali wyjść dopiero po kwadransie gry. Nie oddali go już jednak aż do przerwy, kończąc tę część spotkania zaskakującym mimo wszystko prowadzeniem 15:12. Główna w tym zasługa nieźle spisującego się bloku defensywnego i dobrze dysponowanego od pierwszych minut Patryka Załuskiego, którego łupem padło w tym czasie aż 6 bramek.
Sztab szkoleniowy gości wyciągnął jednak wnioski z przegranej pierwszej połowy i po zmianie stron zmienił system obrony, przydzielając Załuskiemu indywidualne krycie. To, wraz z brakiem w kadrze na ten mecz drugiego z naszych liderów - Kamila Konkola, w znacznym stopniu ograniczyło nasz potencjał ofensywny. W trudnym momencie, gdy olsztynianie zdołali odrobić straty, nie wykorzystaliśmy ponadto dwóch karnych i kilku kolejnych doskonałych okazji po kontrach. W efekcie remis 19:19 jaki widniał na tablicy wyników w 44 minucie gry był ostatnim korzystnym rezultatem dla naszego zespołu w tym meczu.
Skuteczne akcje Idzikowskiego i Kozakiewicza przechyliły ostatecznie szalę zwycięstwa na korzyść drużyny przyjezdnej. Podobnie jak miało to miejsce jesienią w Olsztynie, przegtaliśmy ze Szczypiorniakiem, tym razem 23:28, utrzymując jednak siódme miejsce w tabeli II-ligowych zmagań.
Komentarze