Nie udało się piłkarzom III-ligowej Cartusii 1923 Kartuzy przedłużyć serii zwycięstw do czterech i zakończyć sezon przed własną publicznością kolejną wygraną. W przedostatniej serii spotkań niebiesko-biało-czarni tylko zremisowali z Gryfem Wejherowo 1:1.
Spotkanie zaczęło się dość obiecująco dla podopiecznych Macieja Kalkowskiego. Od pierwszego gwizdka przystąpili do ataków i szybko zepchnęli przyjezdnych do defensywy. Bramkarz gości wystawiony na próbę został już w 3 minucie gry, gdy piąstkował mocną główkę bitą po rzucie rożnym.
W 13 minucie nie miał już jednak nic do powiedzenia. Kolejna wrzutka z prawej strony boiska odegrana została głową na 17 metr, gdzie z pierwszej piłki potężnie "kropnął" ją z półwoleja Rusinek, a ta zatrzepotała w siatce.
Gryf odpowiedział pięć minut później, choć więcej było w tym przypadku niż zamierzonych działań. Prowadzący piłkę skrzydłowy z Wejherowa, widząc wysuniętego Tułowieckiego uderzył bez namysłu wysokim lobem na bramkę. Opadająca już piłka ku przerażaniu kibiców spadła na poprzeczkę i wyszła w pole.
Zaraz potem na siłę postawił też Kwasny, ale jego strzał z ponad dwudziestu metrów poszybował kilka, jeśli nie kilkanaście metrów obok bramki rywali.
Po 25 minutach gry Gryf coraz częściej zaczął dochodzić do głosu, a Cartusia zadowolona z prowadzenia starała się głównie przeszkadzać przeciwnikom w prowadzeniu akcji. I przyznać trzeba, że wychodziło im to całkiem nieźle. Wyjątek stanowi jedynie sytuacja z 32 minuty, gdy przy rzucie rożnym nasi obrońcy nie upilnowali Kostucha, a ten głową z najbliższej odległości pokonał Tułowieckiego.
W drugiej połowie na murawie pojawił się Węsiora, który zastąpił Borkowskiego, ale popularny "Gejzer" nie miał najlepszego dnia, notując sporo strat. na domiar złego niewiele brakowało, a w 53 minucie stracilibyśmy drugiego gola. Po kolejnym stałym fragmencie gry po raz drugi uratowała nas na szczęście poprzeczka.
W 68 minucie trener Kalkowski dokonał kolejnej, znacznie już lepszej zmiany. Za Wlazłę wszedł Banaszak, wprowadzając sporo ożywienia na skrzydłach, a tym samum i ofensywnych poczynaniach gospodarzy. Już trzy minuty po wejściu "Banan" mógł zostać bohaterem meczu i autorem najpiękniejszej bramki. Wybiegł zza pleców obrońców lewą stroną, doszedł do długiego podania i z narożnika pola karnego starał się lobować wychodzącego Szlagę. Uderzył niemal idealnie, ale Szlaga wyciągnął się jak długi, musnął palcami piłkę i ta o centymetry minęła bramkę.
W 77 minucie Banaszak strzelał też groźnie z dystansu, ale ponownie obok. Dziesięć minut później mieliśmy jeszcze jedną, znakomitą sytuację. Futbolówkę w walce z obrońcom wywalczył Kwasny, poszedł lewą stroną i odegrał po ziemi do nabiegającego Węsiory. Ten mając przed sobą już tylko bramkarza, został w ostatniej chwili uprzedzony przez Kostucha.
Wynik nie uległ już zmianie i Cartusia w ostatnim swoim meczu na własnym boisku w tym sezonie zremisowała z Gryfem 1:1 i na mecz przed zakończeniem rozgrywek spadła na ósme miejsce w tabeli.
Komentarze