Z mistrzem sztuk walki, o Aikido, harmonizacji energii, filozofii wschodu, a także o samorozwoju, pewności siebie, pokorze i pasji, rozmawia Bartosz Kitowski.
Jesteś jednym z kilku Polaków, którzy zostali ostatnio wyróżnieni bardzo wysoką rangą 7 dan. Jak się rozpoczęła twoja przygoda z Aikido?
Przy okazji ostatniego spotkania z moim mistrzem Andre Cognardem padło to samo pytanie - o początek. Znamy się od niemal 35 lat, wiele z nich spędziliśmy razem. Podszedł do mnie i zapytał "Powiedz, ile Ty właściwie ćwiczysz?". To mi dało do myślenia, że coś jest na rzeczy, bo doskonale wie, od kiedy trenuję. Przypomniałem mu, że w 1979 roku zacząłem przygodę ze sztukami walki, a w 80 roku z Aikido. Pierwszym ośrodkiem Aikido w Polsce był Szczecin. Akurat nasze ostatnie spotkanie odbyło się również w Szczecinie. Zaczynałem tam niegdyś z Jackiem Wysockim, pionierem polskiego Aikido, który do dzisiaj jest bardzo aktywny, prowadzi swoją organizację. Tak się złożyło, że trzej jego byli uczniowie "wskoczyli" na poziom 7 dana, co jest wielkim wydarzeniem dla polskiego Aikido. Aktualnie w Polsce jest jeden 8 dan - Jacka Wysockiego, oraz trzy 7 dany, w tym mój.
Kiedy miałeś pierwszy kontakt z mistrzem Cognardem?
Spotkałem go po raz pierwszy w Szczecinie w latach osiemdziesiątych, kiedy przyjechał do Polski. Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum, były to początki mojej nauki języka francuskiego. Potrafiłem się już porozumieć w jego języku. Zostałem przez niego dostrzeżony. Po drugim spotkaniu w Lublinie, przewidując przerwę w przyjazdach do Polski, dał mi wizytówkę. Dzięki niej trafiłem po kilku latach do Francji. Tam zamieszkałem i pod jego egidą uprawiałem Aikido.
Robiłeś to zawodowo, czy jako hobby? Czy już wtedy podporządkowałeś życie Aikido?
Wykonywałem inny zawód - byłem analitykiem handlowym w dużej korporacji - Dreyfus Corporation. Pewnego dnia mi się odwidziało. Zacząłem jeszcze intensywniej trenować. Zamiast studiować na uniwersytecie, jeździłem na treningi do różnych mistrzów. Studia robiłem jakby przy okazji. Już wtedy podporządkowałem całe swoje życie Aikido. Jestem bardzo wdzięczny mojej żonie, za to, że to rozumie.
Swoją karierę nauczyciela - mistrza zaczynałeś już we własnej szkole?
Swoją karierę nie tyle mistrza, co nauczyciela, bo zawsze się jest przede wszystkim nauczycielem, zacząłem będąc we Francji. W dzień studiowałem, wieczorami trenowałem i uczyłem Aikido w mieście Tours nad Loarą. Tam prowadziłem klub przez dwa sezony. Po tym jak podjąłem decyzję, że skoro mam zostać trenerem, a nie biznesmenem, to będzie lepiej jeśli będę uczył w swoim języku, tych ludzi, których czuję. Podjąłem więc decyzję o powrocie do kraju. Wracałem z intencją, że tu założę szkołę.
Kiedy to było?
Do Polski wróciłem w 1996 roku po siedmioletnim pobycie we Francji. Trafiłem na Pomorze Gdańskie. Szczecin był silnym ośrodkiem i nie chciałem ani moim kolegom, ani mojemu pierwszemu nauczycielowi przeszkadzać w tym, co oni robią. Nie ma sensu robić tłoku. W tamtych czasach w okolicy Trójmiasta nie było osób ze stopniem większym niż 1 kyu, które by uczyły Aikido. Ja miałem wtedy 3 dan, wydawało mi się, że jestem dość kompetentny, aby objąć region. Oczywiście nie było tak łatwo, jak mi się wydawało. Im dalej, tym droga robiła się bardziej trudna. Musiałem jednak tą drogą iść i nie rezygnować.
Czyli byłeś pionierem w obszarze Gdańska?
W 1989 roku rozpoczęła działalność pierwsza grupa Aikido przy Politechnice Gdańskiej i ta grupa istnieje do dzisiaj. Ona redefiniuje się co 5 lat. Studenci, którzy ją tworzą kończą studia i odchodzą. Traktowałem Aikido nie tylko jako hobby towarzyskie, ale zacząłem propagować je jako dyscyplinę głębszą, myśląc o kształceniu nauczycieli, o tworzeniu szkoły tradycyjnej, a być może nawet o tworzeniu większej organizacji. Dzisiaj wśród moich uczniów mam wiele 3 danów, którzy uczą w różnych klubach. I ten poziom w okolicy wyraźnie wzrósł.
Pamiętasz swoje pierwsze zajęcia? Czy uczniowie, z którymi zaczynałeś są jeszcze dzisiaj z Tobą?
Jeden uczeń, który przyszedł na pierwszy trening, jest do dzisiaj ze mną. Jest to Robert Bąk, obecnie 5 dan. Tacy się zdarzają rzadko, szczególnie dzisiaj. Kiedyś popularność tradycyjnych japońskich sztuk walki była znacznie większa. Dzisiaj na pierwszego ucznia czeka się przez 10 treningów, ćwicząc samemu w otwartym dojo (śmiech!). Wtedy jednak tak nie było. Ale ten jeden uczeń został ze mną do dzisiaj. I to jest wyjątkowe. Jest to wyjątkowa więź. Podobne więzi mam także z innymi uczniami, którzy dołączyli potem.
Jak dzisiaj wygląda twoja organizacja? Ile szkół pozostaje pod twoją opieką?
Reprezentuję pewien nurt Aikido - Kobayashi Ryu. Tą szkołą kieruje Andre Cognard, jako soke - ktoś najważniejszy. Ja jestem jednym z mistrzów, którzy zostali obdarzeni jego zaufaniem, aby rozwijać Aikido samodzielnie, we własnych organizacjach, w moim przypadku Aikido Foundation. Najbliższa ciału koszula, więc trzon jest zorganizowany wokół Trójmiasta - kilka klubów w Gdańsku, dwa w Gdyni, a także kluby w Rumi, Kartuzach, Straszynie, Pruszczu Gdańskim. Trzon to 11 klubów i 6 nauczycieli. Poza tym są kluby, które referują do mnie. Tak jak klub w Białymstoku, a także kilka klubów na Białorusi, Ukrainie i w Rosji czy w Niemczech. Są to kluby, które mnie zapraszają i twierdzą, że się ode mnie uczą. Te kontakty nie są tak silne jak z klubami w moim regionie, bo ze względu na rzadszy kontakt, nie jestem w stanie uczyć ich tak intensywnie.
Kluby to nie jedyna forma spotkań?
Od 15 lat latem organizuję obozy w Chmielnie. Na te obozy bardzo chętnie przyjeżdżają także uczniowie z zagranicy. Średnio bierze w nich udział udział około 50 osób. To najintensywniejszy czas kontaktu pomiędzy klubami i pomiędzy ludźmi, którzy nie tylko wspólnie trenują, ale razem mieszkają, jedzą, przebywają. W ten sposób bardziej się integrują z tym co robią. Takie tradycyjne gasshuku - wspólne trenowanie i przebywanie.
Co znaczy 7 dan?
Potocznie mówi się, że ktoś zdał na czarny pas. Czarny pas to 1 dan. 7 dan to, tak jakby po raz siódmy otrzymać czarny pas. Jest to ranga mistrzowska na poziomie europejskim. Stawia ona ogromne wymagania przed jej posiadaczem. To nie jest tak, że wszystko jest już dopełnione. Zastanawiam się, jak mam teraz żyć z takim stopniem (śmiech!).
Za co się go dostaje?
Ze stopniami to jest dzisiaj bardzo różnie. Kryteria są różne w różnych organizacjach. Każda szkoła ma swoje cele i swoje kryteria. Szkoła, którą reprezentuję jest jedną z dwóch wiodących organizacji Aikido w Polsce. W naszej organizacji to mistrz decyduje, kiedy taki stopień zostanie nadany. Im bardziej człowiek wykazuje się staraniami w celu uzyskania tego stopnia, tym bardziej się od niego oddala.
Czy to nie paradoks? Jak można coś osiągnąć bez starania się?
Mistrz Cognard wywołując nas do nadania tego stopnia, zaznaczył, że osiągnęliśmy poziom dorosłości. Dojrzałości w tym co robimy, nie tylko w wymiarze technicznym. Mimo, że jesteśmy osobami dorosłymi, to pracował on nad naszymi słabościami - nad naszymi ambicjami i ego. Rzeczach, które bardziej dyskwalifikują, niż pomagają. Tu się liczy pokora. Stwierdził, że wiemy co to jest pokora i nadszedł moment, w którym na niego zasługujemy.
Czy będzie taki moment, że zrówna was ze swoim stopniem?
Taki moment może kiedyś nastąpić. Są już dwaj uczniowie - jeden Włoch i jedna Francuzka, których zrównał ze swoim stopniem. On ma całkiem inną pozycję. Swój stopień 8 dan ma od 30 lat. A te osoby, od dwóch lat. Każdy wie jaki jest to wymiar.
Myślisz, że kiedyś będzie Droga Gembala, Gembal Do? Kiedyś twój mistrz odejdzie i pozostaniecie Wy - jego uczniowie, zostaniecie tymi, którzy będą liderami, będą prowadzić organizację?
Bez względu na to czy osierocone dzieci będą w stanie współpracować, czy nie, to każdy z nas będzie kontynuował drogę, którą dotąd szedł. Nie ma konieczności tworzenia Gembal Do, bo to raczej pokolenia po nas ustalają co jest dla nich tradycją, a nie my teraz.
Czym jest Aikido?
Aikido jest modernistyczną sztuką walki, która powstała na bazie tradycji. Jej zalążki sięgają lat 20. XX w. Po II wojnie światowej tradycyjne szkoły koryu, były zabronione w Japonii, bo bezpośrednio odwoływały się do ducha samurajskiego - bushido, a ćwiczenia opierały się na pragmatycznych, bojowych zastosowaniach, były wiązane z pewną doktryną. Aikido nabrało wtedy kształtu i do dzisiaj nabiera. Przechodzi cały czas ewolucję, powstają nowe formy techniczne. Nie jest tak stabilne, że wszystko jest określone i nie można wyjść poza określone podejście. Jest to współczesne budo, jak judo, karate, czy kendo.
Jesteś autorem książki "Aikido. Edukacja ciała i umysłu". Na czym polega edukacja ciała, a na czym edukacja umysłu?
Przede wszystkim, co jest bardzo charakterystyczne dla kultury chińskiej, czy japońskiej, to że kwestie ciała i umysłu są traktowane współrzędnie, nie rozdziela się ich. Każda praktyka sztuki, nawet takiej jak kaligrafia, angażuje zarówno ciało jak i umysł. Oddzielenie jednego od drugiego nie będzie prowadzić do prawdziwego samorozwoju. Człowiek się rozwija dzięki swojej cielesności i dzięki swojej duchowości.
Jak to jest w Aikido? Ćwiczysz ciało i umysł jednocześnie?
Ai oznacza harmonizację. Ki oznacza energię. Więc w Aikido chodzi o harmonizowanie energii. Jeśli wyobrazimy sobie dwa przeciwstawne wektory energii przeciwników, to formy, które robimy mają zintegrować te energie w jednym kierunku, a potem większa świadomość poprowadzi złączone energie bez konfliktu, w harmonii, bez dominacji i agresji.
Aikido jest uznawane za sztukę walki typowo obronną? Ale są też w Aikido techniki ataku...
To jest taka dychotomia, zachodnia chęć dzielenia, na obronę i atak. Doktryna wojenna składa się zarówno z założeń strategicznych ataku i obrony. Ta jedność wymaga obecności jednego i drugiego. Tak jak "Sztuka Wojny" Sun Tzu, czy traktat Clausewitza "O wojnie", traktują o ataku i o defensywie. Aikido jest sztuką wojenną, sztuką walki, pochodzącą z tradycji budo, czyli w dosłownym tłumaczeniu tradycji wojennej. Często Aikido jest postrzegane jako sztuka tylko obronna. Może dlatego, że widać, że zawsze oczekujemy ataku? Bo rzeczywiście jeśli mamy wykorzystywać energię przeciwnika, to musi on z siebie coś dać, się zaangażować. Zawsze jednak można swoją postawą wywołać atak, na przykład udając kogoś słabego. To jest celowe. Japończycy nie wnikają w nasze interpretacje dotyczące ich idei. Dopiero jak zaczynamy coś rozumieć, wyjaśniają więcej...
Aikido jest zwodnicze? Jest w tym gra psychologiczna?
Główną cechą sztuk walk nie powinno być w dzisiejszym świecie praktyczne zastosowanie niebezpiecznych dla życia i zdrowia technik, szczególnie nie wolno tego uczyć młodzieży. Ważna jest etykieta i etyka, edukacja właściwych postaw. W społeczeństwie pokojowym wykorzystujemy głównie psychologię. Tego powinniśmy się ze sztuk wojennych uczyć - taktyki i strategii, które mają w każdym konflikcie zastosowanie. W każdej walce. Nawet jeśli nie będzie to typowy brutalny konflikt, ale także np. wojna hybrydowa. Aikido jest nowoczesną koncepcją doktryny wojennej. Każde działanie, które jest wymierzone przeciwko nam staramy się zneutralizować tak, aby nie zadać przeciwnikowi odczucia, że przegrał, ponieważ zawsze będzie chciał brać odwet. I to jest koło zamknięte, które należy przełamać.
Czy ta pokojowość przejawia się też tym, że nie szkodzimy przeciwnikowi? Czy to jest mit?
Jeżeli jesteśmy silni, to powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że nie mamy wrogów. Aikido jest ciekawą ideą, na pozór trudną do zrozumienia. Najpierw mamy iluzję, że mamy wroga. Z wroga robimy przeciwnika. Ale przeciwnicy w jednej grze, w tej samej wojnie są także partnerami - tylko po przeciwnych stronach. I tu okazuje się, że nasz wróg różni się od nas tylko stroną konfliktu. Harmonizacja konfliktu to szukanie przestrzeni dla zwycięstwa obydwu stron. Aikido uczy jak nie mieć wrogów i dążyć do przekształcania ich w przyjaciół. Każdy ruch w Aikido zaczyna się od tego, że integrujemy się z partnerem. Wzrok idzie tam, gdzie patrzy partner. Energetycznie praca wzroku też jest ważna. Dużo jest w aikido rzeczy, które pokazują jałowość i marność konfliktów, w które się wikłamy. Nie ćwiczyłbym innej sztuki walki, w której miałbym ciągle wrogów przez całe życie.
Gdybyś miał młodych ludzi zachęcić do uprawiania Aikido, to czym byś ich przekonał? Co mogą dzięki temu mogą osiągnąć?
Na początek starałbym się, żeby trening nie był łatwy. Żeby musieli włożyć w niego dużo wysiłku. Żeby musieli uruchomić swoje ciało. Żeby musieli zrobić więcej niż 10 przysiadów, niż 20 brzuszków. Żeby pokonali wszystkie słabości. Pokonując je i hartując swoje ciało, można też otwierać umysł na ciekawe koncepcje, które idą wraz ze zwiększaniem kompetencji.
Chodzi o pewność siebie?
Jak najbardziej. Pierwsze efekty po zwiększeniu własnych możliwości fizycznych to zmiana postury i poczucie większej pewności wobec innych. Jest taki moment, w którym taka pewność siebie bywa bardzo duża i wtedy Aikido zaczyna odwrotny proces. Pokornienia. Najpierw trzeba dać młodzieży pewność siebie wynikającą z tego, że nie muszą być tacy słabi. To pokolenie powinno dbać o to, aby nie mieć problemów z otyłością, czy kręgosłupem. Nie powinno tylko i wyłącznie siedzieć przed komputerami. To może brzmi jak banał. Ale są to ważne sprawy, aby młodzież uruchomić. A jednocześnie Aikido może potem dalej towarzyszyć w rozwoju. Aby uniknąć pułapki dużej pewności siebie, ale bez ukierunkowanej agresji. Mój osąd jest taki, że wiele sportów walki doprowadza do wysokiej pewności siebie, ale nie daje sposobów radzenia sobie z agresją. Aikido od tego momentu pokazuje drogę - jak jesteś już silny, zaczynasz pracować nad sobą, szukasz harmonii, a nie dominacji nad innymi. Cała idea "do" polega na tym, że jest to ścieżka rozwoju - samorozwoju, że rozwój nie kończy się na ciele. Większość filozofii wschodu koncentruje się nad rozwojem wewnętrznym. Jest to rozwój estetyki i etyki, związany z filozofią taoizmu i neokonfucjanizmu, mających na celu doskonalenie człowieka we wszystkich sferach życia - fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej i duchowej.
Były zarzuty, że Aikido to "sekciarstwo". Jak system wartości katolickich ma się do filozofii wschodu? Czy to można pogodzić? Czy jest konflikt?
Aikido to filozofia, która nie jest przeciwieństwem chrześcijaństwa. Był czas, że działałem aktywnie w polityce samorządowej. Zostałem szefem Rady Rodziców Przedszkola Samorządowego. Zadeklarowałem swój start w wyborach Chmielnie. A tu łup! Taki zarzut! Nie chcę oceniać tych, co mnie „wykluczyli”. Niech im Bóg miłosierny wybaczy!
Jak wygląda twój dzień w związku z Aikido? Chodzi o kwestie treningów.
Trenuję codziennie. Treningowi poświęcam średnio półtorej godziny dziennie. Jak są zgrupowania, czy obóz, to trenuję nawet do 6 godzin dziennie, ale to są sytuacje wyjątkowe. Wbrew pozorom to nie jest tak, że im dalej, tym więcej się trenuje. Teraz mam dużo pracy, która nie jest trenowaniem ciałem. Angażuję się w analizowanie pracy moich uczniów, myślenie o ich postępowaniu. Dużo spędzam czasu rozważając różne sprawy techniczne, strategiczne. Trenuję tyle ile mi zdrowie pozwala.
Czy to są treningi solo?
Jest trochę pracy indywidualnej, bo muszę pewne rzeczy udoskonalać. Nie robię tego koniecznie przy uczniach, przynajmniej nie przy wszystkich. Natomiast jest to przeważnie praca z uczniami w grupach, uczenie, prezentowanie i pokazywanie przykładów technik.
Gdyby ktoś był zainteresowany Aikido, chciałby trenować, gdzie może zapisać się na zajęcia?
Wystarczy wpisać w internecie Robert Gembal Aikido, Aikido Foundation, albo po prostu wejść na stronę www.3aikido.eu. Są informacje, gdzie odbywają się zajęcia. Oczywiście zapraszam. Uważam, że Aikido warto trenować.
Dziękuję za rozmowę!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Świetny wywiad! Ciekawe pytania i bardzo dojrzałe odpowiedzi! Pan Robert wyraźnie jest ekspertem w swojej dziedzinie. Chętnie spróbuję na własnej skórze, jak to wygląda :)
Kolejny kelner jak ci śmieszni bokserzy, tylko w gębie są mocni, cieniasy
Szkoda, że ludzie w najbliższym otoczeniu nie takich ludzi....ludzi z pasją. Najważniejsze teraz to : forsa, fura i komóra
fajny wywiad
Pasja pasją ale uczciwość przede wszystkim, tak mnie uczył ojciec i matka i tego brakuje wielkiemu mistrzowi.
HA HA HA
Bardzo fajnie się czyta i mimo że dość długi wywiad. Nie interesują mnie sztuki walki, ale szacun dla doświadczenia i pasji.
Bardzo mądry i wywarzony wywiad. Potrzebny głos w dzisiejszej przestrzeni amatorstwa, chamstwa i debilizmu, gdzie każdy jest tapczanowym expertem. Warto wczytać się w ten text i podać dalej. Pozdrawiam
Dla czego usunięto mój komentarz !? Oj nieładnie , prawda w oczy kole.
Kiedyś przez 6 lat ćwiczyłem w tej szkole i fakt było ciężko, dostawaliśmy po du.... Teraz chciałem wrócić i nawet parę razy byłem obejrzeć trening ale wg mojej opinii teraz ludzie ćwiczący są słabsi ,brakuje jak dla mnie mocnych rozgrzewek no i niea tego klimatu który był kiedyś na małej sali judo na AWF stare czasy :)
Świetny wywiad! Ciekawe pytania i bardzo dojrzałe odpowiedzi! Pan Robert wyraźnie jest ekspertem w swojej dziedzinie. Chętnie spróbuję na własnej skórze, jak to wygląda :)
Kolejny kelner jak ci śmieszni bokserzy, tylko w gębie są mocni, cieniasy
Szkoda, że ludzie w najbliższym otoczeniu nie takich ludzi....ludzi z pasją. Najważniejsze teraz to : forsa, fura i komóra