We wtorek przed Sądem Rejonowym w Kartuzach ruszył proces przeciwko byłemu policjantowi kartuskiej drogówki. Marcin K. został oskarżony za jazdę w stanie nietrzeźwości wynoszącym ponad 3,5 promila alkoholu! W styczniu ubiegłego roku znaleziono go pijanego w rowie nieopodal samochodu, który zatrzymał się na barierkach. Oskarżony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu.
Po niemal dwóch latach od zdarzenia na trasie Miechucino - Cieszenie przed Sądem Rejonowym w Kartuzach ruszył proces byłego policjanta kartuskiej drogówki oskarżonego o kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości wynoszącym 3,56 promila w organizmie! Funkcjonariusza po służbie leżącego w rowie pod zwisającym na barierkach VW Polo zauważył inny kierujący. Oskarżony nie przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia oraz poinformował, że będzie odpowiadał jedynie na pytania swojego obrońcy.
- Nie przyznaję się do zarzucanego mi czynu. Jestem właścicielem samochodu VW Polo. Na co dzień użytkuję go z żoną na zmianę. Tego dnia, którego doszło do tego zdarzenia, spożywałem alkohol z innymi osobami, których danych nie chcę ujawniać. Po zakończeniu spotkania zostałem odwożony do domu przez osobę, która oddaliła się z miejsca zdarzenia. Nie chce ujawniać jej danych z uwagi na konsekwencje związane z nieudzieleniem pomocy bądź społeczne, czy zawodowe. Zdarzył się wypadek, którego do końca nie pamiętam. Ocknąłem się po chwili. Nie byłem kierowcą. Z uwagi na takie stężenie alkoholu nie mógłbym ustać na nogach, a co dopiero prowadzić pojazd. Niejednokrotnie badałem kierujących na zawartość alkoholu, również testowałem to urządzenie na sobie. Przy stężeniu około dwóch dwóch promili alkoholu, w moim przypadku to był stan agonalny. O prowadzeniu pojazdu w takim stanie fizycznie było to niemożliwe - zeznawał oskarżony Marcin K.
Zeznania składał także świadek, który jako pierwszy zauważył zdarzenie.
- Było to dosyć dawno. Niewiele już pamiętam. Wracałem z pracy. Na drodze zauważyłem samochód, który uległ wypadkowi. Miał włączone światła awaryjne. Zatrzymałem się i postanowiłem sprawdzić, czy ktoś potrzebuje pomocy. Wołałem, ale nikt się nie odzywał. Włączyłem latarkę i zauważyłem osobę, która leżała w przydrożnym rowie. Kolega, który jechał za mną, też się zatrzymał. Wspólnie udzieliliśmy pomocy tej osobie. Auto było pochylone nad tą osobą, więc przeciągnęliśmy tą osobę z dala od zagrożenia. Sprawdziliśmy czy oddycha. Zabezpieczyliśmy kocami. Powiadomiliśmy służby ratunkowe. W przeciągu 5-10 minut pojawiła się pierwsza straż, potem kolejna i policja - wyjaśniał świadek.
- Około godziny 23. wracałem swoim samochodem z Miechucina do Garcza. Pamiętam, że w odległości około 500 metrów przede mną jechał inny pojazd. Z uwagi na panujące warunki atmosferyczne, był straszny wiatr i lekko mżyło, jechałem powoli. Jadący przede mną samochód lekko zwolnił, następnie pojechał dalej, nie zatrzymując się obok samochodu, który znajdował się po prawej stronie, patrząc w kierunku mojej jazdy. Postanowiłem się zatrzymać i sprawdzić, co się stało. Był to VW Polo. Pojazd przodem był skierowany w kierunku Miechucina. Samochód ten znajdował się na barierce i był pod kątem 45 stopni nachylony w kierunku skarpy. W mojej ocenie samochód był niestabilny i w każdym momencie mógłby zsunąć się do rowu. Jak podszedłem do samochodu, to silnik był wyłączony, jednak stacyjka była prawdopodobnie w pozycji zapłon, gdyż świeciły się światła. Przez szyby zajrzałem do środka. W samochodzie nikogo nie było. Na tylnym fotelu był fotelik dziecka. Zacząłem wołać, czy ktoś jest w pobliżu. Nikt mi nie odpowiedział. Drzwi od strony kierowcy były otwarte na oścież. Nie dało mi to spokoju. Przy użyciu latarki w telefonie sprawdziłem wnętrze pojazdu. Nikogo nie było. Podszedłem z drugiej strony, od strony kierowcy i wtedy zauważyłem, że na ośnieżonym podłożu leży mężczyzna. Nie dawał oznak życia. Na moje słowa lekko zaczął mrugać powiekami. Sprawdziłem jego puls. Miał wyczuwalny. Miał ciepłą twarz, więc do zdarzenia musiało dojść chwilę wcześniej. Mężczyzna nic nie mówił. Był jakby nieprzytomny. W ogóle się nie ruszał. Leżał na plecach. Znajdował się trzy metry od samochodu, jakby się sturlał do rowu. Z uwagi na to, że był on nieprzytomny i samochód w każdej chwili mógł się stoczyć na niego, podjąłem decyzję o jego odsunięciu, na bezpieczną odległość - odczytała jego wcześniejsze zeznania sędzia.
Podczas wtorkowej rozprawy zeznawali także ratownicy medyczni i strażak biorący udział w akcji ratowniczej oraz policjant interweniujący przy tym zdarzeniu. Kolejnych świadków wezwano na grudniowy termin rozprawy.
Przypomnijmy, że do zdarzenia z udziałem policjanta kartuskiej drogówki doszło 11 stycznia 2021 roku przed godziną 23. na drodze relacji Miechucino - Cieszenie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący VW Polo stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na pobocze, gdzie uderzył w barierki energochłonne. Po zatrzymaniu się i otwarciu drzwi, mężczyzna wpadł do rowu. Sytuację zauważył świadek, który powiadomił służby. Policjant był po służbie.
Od funkcjonariusza pobrano krew do badań. Miał w organizmie ponad trzy promile alkoholu!
Prokurator przedstawił mu zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Funkcjonariusz nie odniósł się do zarzucanego mu czynu oraz odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego środki wolnościowe w postaci zakazu opuszczania kraju oraz poręczenia majątkowego w wysokości 8.000 zł. Prokurator zadecydował także o zawieszeniu go w czynnościach służbowych.
Tuż po zdarzeniu z udziałem funkcjonariusza Komendant Powiatowy Policji w Kartuzach podjął decyzję o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec policjanta, a jednocześnie wszczęta została procedura zwolnienia go ze służby. Policjant został zwolniony z dniem 22 marca 2021 roku w toku postępowania administracyjnego. Postępowanie dyscyplinarne zostało zakończone 2 kwietnia. Zostało umorzone. z uwagi na to, że funkcjonariusz już wcześniej został zwolniony ze służby.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze