Rada Nadzorcza Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" w Kartuzach spotkała się w czwartkowe popołudnie by dokonać sądu nad prezesem zarządu. Po serii oskarżeń i burzliwej, kilkugodzinnej dyskusji, przystąpiono do głosowania. Ostatecznie zabrakło jednego głosu, aby Grażyna Czubala pożegnała się ze stanowiskiem.
Świetlica przy ulicy Sędzickiego zamieniła się w salę sądową. Byli prokuratorzy - Gabriela Knopińska, przewodnicząca Rady Nadzorczej oraz Wiesław Krauze, wiceprzewodniczący rady, pełniący również funkcję przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Była oskarżona - prezes SM "Kaszuby" Grażyna Czubala. W rolę jej obrońców wcieliło się kilkunastu mieszkańców przybyłych na obrady, w głównej mierze byłych członków rady nadzorczej oraz nieliczni członkowie obecnej. Byli także świadkowie - pozostali członkowie zarządu spółdzielni. Na ławie przysięgłych zasiedli wszyscy członkowie rady nadzorczej (razem z oskarżycielami i obrońcami). Zabrakło tylko sędziego, który zapanowałby nad rozemocjonowanymi i nadpobudliwymi stronami rozprawy, której przebieg można było określić mianem farsy.
Postępowanie przygotowawcze względem oskarżonej Czubali wszczęto tuż po czerwcowym Walnym Zgromadzeniu, na którym udzielono jej absolutorium. Wybrano na nim także nowy skład Rady Nadzorczej, do którego nie weszła większość dotychczasowych jej członków. Już na pierwszym posiedzeniu rady zapowiedziano prezesowi, że zostanie odwołana i przedstawiono jej zarzuty.
Początkowo proces prezesa SM Kaszuby miał się odbyć za zamkniętymi drzwiami, jednak pod naciskiem mieszkańców i w konsekwencji decyzją większości członków Rady Nadzorczej rozprawa odbyła się jawnie.
Tak, jak każdy proces i ten rozpoczął się od wprowadzenia oskarżonej. Przywitały ją gromkie oklaski publiczności. Po czym przystąpiono do odczytania aktu oskarżenia, czego dokonała przewodnicząca Rady Nadzorczej. Prezes Grażynę Czubalę oskarżono między innymi o zajmowanie się plotkami, wyzywanie pracowników, nazywanie ich "debilami" i "downami", mówienie nieprawdy lub półprawdy, czy posiadanie dwóch obliczy.
- Pani prezes na pozór jest dobrą koleżanką, ale tak naprawdę są to dwie różne osoby - miał mówić świadek przytoczony w mowie początkowej oskarżyciela.
Zła atmosfera w spółdzielni według stawianych zarzutów miała być wywołana mobbingiem w pracy, znęcaniem się nad pracownikami, upokarzaniem, nękaniem czy ujawnianiem ich danych osobowych, a nawet ich podsłuchiwaniem.
- Jeden z pracowników nawet zemdlał ze stresu i przyjechało po niego pogotowie ratunkowe - wynikało z aktu oskarżenia.
Jak zaznaczył główny oskarżyciel (wnioskodawca odwołania szefa spółdzielni) - Wiesław Krauze - jednym z głównych z argumentów wniosku o odwołanie prezesa jest brak porozumienia z pozostałymi członkami zarządu i utrata autorytetu wśród pracowników.
- Nas jako spółdzielni nie stać na tak słabego prezesa. Prezesa, który dba jedynie o własne interesy. Współpraca spółdzielni z samorządami jest totalnym dnem. Dwie członkinie zarządu (zarząd składa się z trzech członków, w tym prezesa - przyp. red.) nie widzą współpracy z panią. Utraciła pani zaufanie i autorytet wśród większości pracowników i członków rady nadzorczej - podkreślał niejednokrotnie wiceprzewodniczący rady.
Po przedstawieniu zarzutów głos oddano oskarżonej - Grażynie Czubali. Prezes zarządu odniosła się do większości merytorycznych oskarżeń, uznając je za kłamstwa i podając swoje racje. Odpierała między innymi zarzuty dotyczące zepsutego pieca w Sierakowicach, wymiany wodomierzy, kar wymierzonych przez burmistrza Kartuz za zbytnie przycięcie drzew i nie pozyskania środków zewnętrznych na termomodernizację budynków. Nie skomentowała jednak oskarżeń dotyczących niewłaściwego traktowania pracowników.
Choć podczas tego procesu "adwokaci" teoretycznie nie mieli prawa głosu, zabierali go jednak bez pozwolenia, nierzadko po kilkoro jednocześnie. Obrońcami kierował członek rady nadzorczej Wiktor Grzesiak. Niejednokrotnie dochodziło do przepychanek słownych, a w niektórych momentach mało brakowało, by doszło do bójki.
- Pani nie mieszka nawet w naszych zasobach. Dlaczego pani jest przewodniczącą? - zarzucił oskarżycielowi szef obrońców.
- Pan ze mną nie śpi, żeby wiedzieć czy mieszkam, czy nie mieszkam - odparła Gabriela Knopińska, dodając, że jak chce, to przyjeżdża do Kartuz i w swoim mieszkaniu mieszka.
Głos zabierali także świadkowie - członkowie zarządu Emilia Hirsz i Brygida Smentoch, jednak ich zeznania nie miały większego znaczenia w procesie.
Po czterogodzinnej rozprawie, po tajnym głosowaniu, ława przysięgłych ogłosiła werdykt, który ponownie został nagrodzony brawami. Aby doszło do skazania, musiałoby się za nim opowiedzieć co najmniej ośmiu członków rady, a więc 2/3 jej statutowego składu. Tymczasem siedmioro członków zagłosowało "za" odwołaniem, a czworo było temu przeciwnych. Było to zgodne z sondażami, które przeprowadzono przed rozprawą.
Jeden głos zaważył o przyszłości Grażyny Czubali w Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby". Pozostała ona na stanowisku, ale będzie pracowała bez poparcia pozostałych członków zarządu, większości członków rady nadzorczej i pracowników spółdzielni. Zapowiedziano, że do kolejnej próby jej odwołania może dojść już za miesiąc, na następnym posiedzeniu rady. Z kolei obecni na zebraniu mieszkańcy zapowiedzieli działania mające na celu odwołanie niedawno wybranej Rady Nadzorczej.
Czy możliwe będzie efektywne zarządzanie spółdzielnią w takiej atmosferze? Przekonamy się już wkrótce.
Anna Lehmann, Bartosz Kitowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze