Reklama

Sąd: Zbigniew Roszkowski musi zwrócić nienależnie pobrany ekwiwalent

Kartuski wymiar sprawiedliwości nie miał wątpliwości, że były wójt gminy Chmielno nienależnie pobrał ekwiwalent za 12 dni niewykorzystanego urlopu, choć w tym czasie, jak sam potwierdza, przebywał na urlopie. Decyzją sądu Zbigniew Roszkowski musi zwrócić Urzędowi Gminy w Chmielnie kwotę w wysokości 6.070,71 zł wraz z odsetkami. Został też obciążony kosztami procesu. Wyrok jest nieprawomocny.


Sąd Rejonowy w Kartuzach zasądził od Zbigniewa Roszkowskiego na rzecz Urzędu Gminy Chmielno tytułem wypłaconego ekwiwalentu za urlop kwotę 6.070,71 zł wraz z odsetkami od dnia 9 grudnia 2014 roku do dnia zapłaty oraz kwotę 1266 zł tytułem zwrotu kosztu procesu.

- Przeprowadzone przez sąd postępowanie dowodowe w dużej części opierało się na bezspornych okolicznościach, a mianowicie na tym, że jak sam pozwany Zbigniew Roszkowski przyznał, że był na urlopie w ciągu tych 12 dni, których dotyczy pozew. Pozwany nie kwestionowął, że był na urlopie, pomimo tego, że podpisał listy obecności tak, jak byłby w pracy - uzasadniała wyrok Maria Jaroch-Wąsowska.

Były wójt twierdził, że nie powinien zostać obciążony obowiązkiem zwrotu ekwiwalentu, bo wydawał polecenia będąc na urlopie oraz, że jako wójtowi nie zostały mu wypłacane nadgodziny za wykonywane obowiązki.

- Nie można uznać, że będąc we Włoszech odbierając kilka telefonów przez kilka dni, został z urlopu odwołany. W związku z tym ta argumentacja nie przekonuje sądu, aby wójt wówczas byłby w pracy. Kolejną płaszczyzną była analiza nadgodzin i tego, że można w ogóle mówić o tym, że wójt pracuje w nadgodzinach. W ocenie sądu czynności typu otwieranie dożynek, czy uczestnictwo w innych wydarzenia, należy po prostu do jego obowiązków. Właśnie za to wójt dostaje dodatek specjalny, dodatek funkcyjny. Dlatego jest wynagradzany w sposób szczególny, bo ma taki zakres obowiązków i pełni takie funkcje, że wykonuje je pozaramowym, ośmiogodzinnym, tradycyjnym ramem pracy. Dlatego też w ocenie sądu nie można mówić o żadnej pracy w nadgodzinach - argumentowała sędzia Jaroch -Wąsowska.

Zdaniem sądu, taki organ, jak wójt - znający przepisy, powinien analizować podpisywane przez siebie dokumenty, listę obecności, a skoro przebywał na urlopie wypoczynkowym, powinien dokonać korekty swoich podpisów. W ocenie sądu, mógł to uczynić już po tym, jak okazało się, że jednak z pewnego roztargnienia, rozpędu, podpisał te wolne miejsca.

- Sąd analizując sytuację doszedł do wniosku, że wójt bezpodstawnie wzbogacił się kosztem urzędu. Należy stwierdzić, że wójt w żadnym stopniu nie wykazał, że nie jest on już wzbogacony i urząd nie może domagać się tego zwrotu. Tylko wtedy, kiedy nasz wzbogacony utraciłby to wszystko, co zyskał, urząd nie miałby podstawy żądąć zwrotu. W tym postępowaniu w ogóle wójt nie wskazywał na to, że utracił wszystkie pieniądze, które uzyskał tytułem ekwiwalentu - podkreślała sędzia.

- Mamy do czynienia z osobą wójta, osobą zaufania publicznego, osobą, która piastowała swoje stanowisko przez szereg lat i w związku z tym wójt ma świadomość tego, że gmina, kiedy dochodzą do niej sygnały, że zostały wypłacone nieprawidłowo pieniądze, powinna zwrócić się o ich zwrot. Są to pieniądze publiczne, które należą do społeczności. Zostały one wypłacone nieprawidłowo, więc w ocenie sądu, urząd działając w zaufaniu społecznym, musiał zwrócić się o ten zwrot - kontynuowała.

- Sąd uznał, że skoro pozwany nie kwestionuje tego, że był na urlopie i mimo to otrzymał za te dni ekwiwalent, pownien zwrócić te pieniądze. W ocenie sądu, wiedzę tę posiadał już wówczas, gdy został mu ten ekwiwalent wypłacony. Nawet jeśli by uznać, że nie wtedy, to na pewno wóczas kiedy dokonał szczegółowej analizy stanowiska policji, przedłożenia wszelkich tych okoliczności, które były związane z wystąpieniem o zwrot tych pieniędzy. To, że doszło do tego procesu, jest wynikiem tego, że tej refelksji nie było. Pewne zasady życia społecznego nakazują sądowi skierowanie w kierunku byłego wójta sygnału, który mówi o tym, że nienależne kwoty należy zwracać - podsumowała sędzia Maria Jaroch-Wąsowska.

Przypomnijmy, że w ubiegłym roku wójt gminy Chmielno Jerzy Grzegorzewski złożył do prokuratury zawiadomienie odnośnie nienależnego wypłacenia ekwiwalentu byłemu wójtowi. Dochodzenie w tejże sprawie prowadziła Komenda Miejskiej Policji w Gdyni. Funkcjonariusze ustalili, że były wójt przez 12 dni, które były przedmiotem sprawy, przebywał na urlopie za granicą, co potwierdziły bilingi, a mimo to złożył podpis potwierdzający, że był obecny w urzędzie.

Stwierdzili jednak, że były wójt nie mógł wiedzieć na początku kadencji, że nie zostanie ponownie wybrany na wójta, a tym samym nie miał celu, aby oszukiwać. Jerzy Grzegorzewski wezwał więc swojego poprzednika o zwrot nienależnie pobranego ekwiwalentu. Okazało się ono bezskuteczne, dlatego też złożył pozew do sądu.

Wyrok jest nieprawocny.

Chcieliśmy zapytać byłego wójta Zbigniewa Roszkowskiego, czy będzie składał apelację, szybko jednak opuścił budynek sądu.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MiK - niezalogowany 2017-06-06 13:29:44

    Wstydził by się, gdyby był porządnym człowiekiem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czerk - niezalogowany 2017-06-05 19:46:37

    złodziej sie bulwersuje że go złodziejem nazywają...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Andrzej - niezalogowany 2017-06-04 18:44:09

    @cep: na szczęście dla Chmielna - były wójcie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości