Pod koniec września śledczy zajmujący się sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek prowadzili czynności na terenie Żukowa. Dokonali przeszukania domu Pawła P. - kolegi Iwony, z którą bawił się w noc jej zaginięcia. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut.
Obecnie sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek zajmuje się krakowskie Archiwum X, a dokładniej Małopolski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie. Jak ustalił "Fakt" w lipcu tego roku, śledczy mieli być coraz bliżej przełomu, jednak dla dobra sprawy, nie ujawniono szczegółów.
Jak podaje Fakt.pl., w tym roku po raz pierwszy Pawła i jego partnerkę odwiedziła policja w ich domu w lutym. Wówczas nie wpuścili ich do środka. Po rozmowie ze swoimi przyjaciółmi okazało się, że nie byli jedynymi osobami, z którymi służby ponownie postanowiły się skontaktować. O sprawie szeroko pisze portal Onet.pl, który rozmawiał z Pawłem.
— Najpierw zjawili się u nas w lutym tego roku. Było po godz. 21, dziecko już spało. Byli w cywilu, przyjechali z Warszawy. Chcieli wejść do środka, ale w drzwiach powiedziałem im, że nie mogę ich wpuścić. Wtedy jeden z nich, taki z brodą, powiedział mi, że jak mi przyj***e, to wpadnę do środka —opowiadał dziennikarzom tabloidu o tamtej wizycie Paweł.
Po raz kolejny policja przyjechała 27 września. Paweł akurat wrócił samochodem do domu, jechał ze swoim wspólnikiem. Funkcjonariusz zabronił mu wysiadać z pojazdu, a w jego domu rozpoczęto przeszukanie. Zaangażowano także psy wyszkolone do szukania zwłok. Zarekwirowano wtedy należące do pary telefony komórkowe, tablety, pendrivy, karty pamięci, karty SIM, kamery GoPro, komputery, rejestrator nagrań z kamer, dokumenty i stare zdjęcia - podaje Fakt.pl
Reklama
Jak informuje portal wp.pl, w domu Pawła P. w Żukowie znaleziono nielegalne substancje. Mężczyzna usłyszał prokuratorski zarzut posiadania narkotyków.
- Podczas czynności, które były realizowane do innego postępowania, w domu mężczyzny ujawniono środki odurzające w ilości sześciu gramów. Badania wykazały, że była to marihuana - potwierdza prokurator Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Przypomnijmy, że do zaginięcia Iwony Wieczorek doszło w nocy z 16 na 17 lipca w Sopocie. Nastolatka bawiła się ze znajomymi w dyskotece „Dream Club” w Sopocie. Po godzinie 3 pokłóciła się z przyjaciółmi i samotnie opuściła klub. Szła w kierunku promenady nadmorskiej, mijając po drodze m.in. klub „Sanatorium”. Tam uchwyciła ją jedna z kamer miejskiego monitoringu. Kolejna zarejestrowała dziewczynę o godz. 4.12, gdy ta przechodziła obok wejścia na plażę nr 63 w Jelitkowie. Od domu dzieliły ją zaledwie dwa kilometry. Niestety nie dotarła na miejsce.
W toku wszczętego śledztwa policja przeszukała skrupulatnie całą trasę od miejsca w którym widziano ją po raz ostatni , aż po jej miejsce zamieszkania. Wykorzystano do tego 70 funkcjonariuszy, kilkanaście psów oraz pięciu płetwonurków, którzy przeczesywali brzeg Bałtyku. To samo uczynili ochotnicy, jej rodzina i przyjaciele, a w sprawę zaangażowało się nawet kilku jasnowidzów. Na próżno. Po Iwonie nie ma choćby śladu.
Jedyny trop, na jaki zdołano dotąd wpaść to biały ręcznik leżący w rowie. Jak wykazały badania w policyjnym laboratorium, były nam nim ślady spermy. Podobny ręcznik miał na ramieniu mężczyzna idący za Iwoną przy wejściu na plażę w Jelitkowie. On też upatrywany jest też w tej chwili jako jeden z kluczowych świadków. Niestety mimo wielu apeli i rozpowszechnienia nagrania z monitoringu w ogólnopolskich mediach, wciąż nie udało się ustalić kim jest ów mężczyzna. On sam także nie zgłosił się na policję w celu złożenia zeznań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze