Reklama

Syberyjskie piekło - długa droga do domu. Wspomnienia Anny Kos

24/12/2007 11:36
10 marca 1945 roku wojska radzieckie wkroczyły do Mirachowa, rodzinnej wsi Anny Kos. Cztery dni później Rosjanie wywieźli ją aż za Ural. Do domu wróciła 18 listopada 1947 roku w dniu... swoich 22 urodzin. Jej syberyjskie piekło trwało więc prawie trzy lata.

Opowiada niespiesznie, momentami beznamiętnie, jakby się bała, że wrócą emocje sprzed ponad 60 lat. Kiedy jednak mówi o powrocie do domu, w głosie wyraźnie słychać ożywienie i radość. Dobre i złe chwile umie przedstawić tak, jakby działy się one zaledwie wczoraj. Od czasu do czasu ciarki przechodzą po plecach i nie chce się uwierzyć, że człowiek człowiekowi...

Bestie w ludzkiej skórze

W tym czasie, kiedy sowieci wkroczyli do Mirachowa, w naszej wsi byli uciekinierzy z Prus Wschodnich. Sołtys przydzielał do każdej polskiej rodziny jedną niemiecką. To byli bogaci Niemcy, którzy uciekali przed Rosjanami na Zachód. Nie wszyscy zdążyli.

Ruscy żołnierze to była straszna horda. Buszowali wszędzie. W naszym domu porozrzucali wszystko, co im wpadło pod rękę, nawet zdjęcia. Nie sprzątaliśmy, bo po co. Przyjdą następni i zrobią to samo.

To, co teraz opowiem, usłyszałam od jednej z mieszkanek. Może dobrze, że nie musiałam tego oglądać. Czterdziestu ich było i... jedna kobieta. Niemka. Czterdzieści ruskich bestii ją gwałciło. Jej dzieci patrzały na to i płakały. Nieżywą kobietę zostawili w kałuży krwi. Gdzie podziały się dzieci, nikt nie wiedział. Takich przypadków wyjątkowego bestialstwa i zezwierzęcenia było tysiące.

„Gdzie jest twój mąż oficer?”

Mieliśmy jedenastohektarowe gospodarstwo. Mój ojciec zmarł 23 listopada 1944 roku. Mama nie zdążyła jeszcze dojść do siebie po tej tragedii, a do tego jeszcze doszło wszystko to, co wyprawiali we wsi żołnierze radzieccy. Czuła się źle, więc poszłam po lekarstwa do ciotki Heleny. Po drodze spotkałam sąsiada Edka, który zaproponował, że pójdzie ze mną. Doszliśmy do kościoła. Nagle zobaczyliśmy ruski patrol. Zatrzymali nas i zaprowadzili do nadleśnictwa w Mirachowie. Tam w stodole zastaliśmy już ponad 100 osób. Przez cały czas nic nie mówiłam, tylko płakałam. Miałam wtedy 19 lat.

Następnego dnia przyszedł po mnie żołnierz i kazał iść na komendanturę. NKWD miało w nadleśnictwie swoje biura.

- Gdzie jest twój mąż oficer? – pytali ruskie.
- Ja nie mam żadnego męża – odpowiadałam zgodnie z prawdą.
- Mów, gdzie jest mąż oficer – wrzeszczał Rusek – bo jeżeli nie, to pojedziesz na Sybir i tam nauczymy cię pracować.

Po przesłuchaniu zaprowadzili mnie na strych nadleśnictwa. Tam już było kilka osób. Wszyscy siedzieli przygnębieni. Milczeli.

Następnego dnia wojskowymi samochodami zawieźli nas na dworzec kolejowy do Miechucina. W budynku szyby były powybijane. Marcowe zimno dokuczało. Na betonowej posadzce można było albo leżeć, albo siedzieć. Jak kto chciał. Za całe jedzenie musiała wystarczyć odrobina chleba.

Torami kolejowymi prowadzili ich do Łapalic, a dalej już szosą. W kartuskim więzieniu w małej pustej celi wreszcie było trochę ciepła. Dostali kubek kawy i talerz zupopodobnej strawy. Stamtąd zawieziono ich do Kościerzyny.

Przed Kartuzami mężczyzna w średnim wieku odskoczył z kolumny do lasu. Ruscy strzelili mu w plecy. Zatrzymali cała kolumnę, a było nas 200, a może nawet 250 osób. Kazali nam patrzeć i podziwiać, jak ruski sołdat celnie strzela.

W Kościerzynie spotkałam znajomych z Mirachowa – Franka Okroja i Edka Mejera. Spojrzeli na mnie, niedowierzając własnym oczom. – Anka, jak ty wyglądasz? – krzyknął jeden z nich. - Trzymaj się, bo Mirachowa więcej nie zobaczysz. Przyznali się do planowanej ucieczki, którą i mnie zaproponowali. Nie skorzystałam. Byłam zbyt słaba. Ledwo mogłam ustać na nogach. Tylko bym im przeszkadzała. Ponoć ucieczka moim kolegom się udała.

Bezcenna zardzewiała puszka

Z Kościerzyny szliśmy etapami do Grudziądza. Pieszo. Za Kościerzyną zatrzymaliśmy się w jakieś małej wsi. Tam była stodoła, a przed nią stała kuchnia polowa. Zapachniało rosołem. Ponoć krowę gotowali. Wtedy udało mi się zdobyć puszkę po konserwach. Była trochę zardzewiała, ale za to bezcenna. Służyła mi przez pół roku. Gdybym jej nie miała, to byłoby po mnie. Zupę dostawali tylko ci, którzy mieli naczynie.

Po niedługim czasie pognali nas dalej. Doszliśmy do bocznicy kolejowej. W odkrytych wagonach nocowaliśmy. Kolejna osoba próbowała ucieczki. To była dziewczyna. Zabili ją na miejscu. Rano ruszyliśmy dalej w trasę, a spaliśmy nad rzeką, na gołej ziemi.

Do Grudziądza dotarliśmy w Palmową Niedzielę. Przechodziliśmy przez most pontonowy. W pewnym momencie jedna z dziewczyn skoczyła do Wisły. Miała może szesnaście, a może siedemnaście lat. Zapamiętałam jej piękny czarny warkocz. Ruski wyciągnął ja z wody. Nie, nie z dobroci, tylko dlatego, że przeprowadzane przez niego „sztuki” musiały się zgadzać.

Zaprowadzili nas do grudziądzkiego więzienia. Na ziemi było trochę słomy. W jednej celi musiało się zmieścić czterdzieści osób. Przynieśli trochę zupy. Znowuż przydała się moja bezcenna puszka.

Wspomnień wysłuchała: Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    bobik - niezalogowany 2007-12-24 12:05:47

    No tak ,straszne te wspomnienia jedni wrócili, ale większość już tam została pochowana,ale czy nasi przyjaciele BUSCHMENI z US-ARMY, nie robią tego samego w Iraku czy w Afganistanie? i wszystko to dla niesienia im wolności w Amerykanskim wydaniu?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 17 - niezalogowany 2007-12-24 11:52:03

    Zostało to im we krwi przez kilkadziesiąt lat. Panoszyli się na naszej ziemi jak pijawki. Jakie to szczęście, że mamy to już za sobą..... Pani Annie życzę Zdrowych i Szczęśliwych Świąt. I wiele-wiele spokojnych lat w Wolnej Polsce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości