Reklama

To nie koniec walki byłego ministranta molestowanego przez księdza. Sprawą zajmie się Sąd Najwyższy

Mimo prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który przed rokiem nie tylko nakazał byłemu duchownemu przeprosić byłego ministranta, ale też zarządził na jego rzecz kwotę 400.000 zł jako zadośćuczynienia, to nie koniec walki Marka Mielewczyka z parafią św. Kazimierza w Kartuzach i diecezją pelplińską. Do Sądu Najwyższego wpłynęły bowiem dwie kasacje.

Parafia św. Kazimierza w Kartuzach oraz diecezja pelplińska postanowiła skorzystać z nadzwyczajnego środka odwoławczego, a więc kasacji. Instytucje te złożyły aż dwie kasacje do Sądu Najwyższego, nie zgadzając się tym samym z prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który przed rokiem uznał między innymi, że były duchowny parafii św. Kazimierza w Kartuzach Andrzej S. musi przeprosić Marka Mielewczyka. 

Sąd uznał też, że przeprosiny dla Mielewczyka, poza skazanym duchownym, muszą skierować także kartuska parafia i diecezja pelplińska za "brak reakcji na zachowania wobec niego księdza Andrzeja S., które stanowiły naruszenie dóbr osobistych Marka Mielewczyka w postaci godności oraz nietykalności cielesnej".

Reklama

Sąd zasądził ponadto od pozwanych Andrzeja S., parafii i diecezji solidarnie na rzecz powoda kwotę 400 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.

- Było to nieludzkie wykorzystywanie małoletniego dziecka, dziecka nieświadomego tego, co się w stosunku do niego dzieje; dziecka nie mającego pełnego, normalnego oparcia w rodzinie. Jaka kara spotkała pana S.? Rekolekcje i przeniesienie do innej parafii. Przeniesienie ze stanowiska wikarego na stanowisko proboszcza. Kara bardzo adekwatna, zdaniem Kościoła, w stosunku do sprawcy takich czynów - mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Gierczak.

Wyjaśniła, że choć czyny seksualne wobec byłego ministranta miały miejsce w latach 1982-87, to nie można zastosować wobec nich przedawnienia, o co wnosili pozwani.

- Nigdy nie doszło do przeprosin; nigdy nie doszło do przyznania się przez któregokolwiek z pozwanych przed sądem, że czyny były dokonywane, że nie było nadzoru nad księdzem - stwierdził Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Przypomnijmy, że proces w tej sprawie ruszył w 2015 roku. Wśród pozwanych była też parafia pw. św. Kazimierza w Kartuzach oraz kuria pelplińska. Podczas pierwszej rozprawy nie stawił się główny oskarżony Andrzej S. Jego pełnomocnik podnosił, że kapłan nie przyznaje się do winy. Pełnomocnicy parafii i kurii mieli natomiast przyznać, że przełożeni księdza wiedzieli o jego skłonnościach i czynach, których się dopuścił. Wyrok przed Sądem Okręgowym w Gdańsku zapadł w lipcu 2017 roku.

Zgodnie z nim nakazał pozwanemu A.S. aby w terminie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku wystosował do powoda podpisany własnoręcznie swoim pełnym imieniem i nazwiskiem list z przeprosinami za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej. Treść przeprosin miała być następująca: "Ja, Andrzej S., przepraszam Marka Mielewczyka za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej, które nastąpiły w okresie trwania mojej posługi kapłańskiej w parafii pw. św. Kazimierza w Kartuzach".

Jednocześnie sąd oddalił żądanie zadośćuczynienia w wysokości 10.000 zł. Kwota ta miałaby zostać przekazana na rzecz Fundacji "Nie lękajcie się", którą Marek Mielewczyk założył, by pomagać ofiarom wykorzystywanym przez duchownych.

Od tegoż wyroku odwołały się zarówno dwie strony.

O byłym wikariuszu jednej z kartuskich parafii, który miał seksualnie wykorzystywać ministrantów, pisaliśmy nie raz. Jedną z ofiar ks. Andrzeja S. jest Marek Mielewczyk, który został skrzywdzony przez księdza po raz pierwszy, gdy miał 13 lat. Jego dramat ciągnął się jednak jeszcze przed kolejne cztery lata.

Dopiero po 30 latach od tych traumatycznych wydarzeń, Marek Mielewczyk postanowił wytoczyć proces ks. Andrzejowi o naruszenie dóbr osobistych. Jak przyznawał bowiem, wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że te złe doświadczenia tak odbiją się na jego psychice i będą miały wpływ na jego zachowanie w przeróżnych sytuacjach. Postanowił więc walczyć, bo nie chciał, aby duchowni-pedofile byli bezkarni.

W maju 2013 roku założył Fundację "Nie lękajcie się". Od tego czasu zgłosiło się do niej kilkadziesiąt osób. Poprzez ten proces Marek Mielewczyk chciał pokazać innym skrzywdzonym, że należy walczyć o sprawiedliwość i ukaranie sprawców za wyrządzoną przez nich krzywdę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pisiorek - niezalogowany 2020-11-16 18:36:25

    Czerwoni sędziowie w togach przyznają odszkodowania każdemu kto walczy z kościołem, czerwone sądy nie dochodzą całej prawdy w kwestii pedofilii ale uznają jedną zasadę - zniszczyć PiS i kościół za wszelką cenę. A jest różnica w tym, że ktoś biega na lody do pedofila a w tym gdy pedofil siłą brutalnie gwałci dziecko. Może niech Mareczek powie całą prawdę ? Nie lękaj się .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • ertyt - niezalogowany 2020-11-20 09:04:24

    ale z ciebie kutas

    • Zgłoś wpis
  • Kasztan - niezalogowany 2020-11-20 10:05:22

    Pisiorek.. Ty nie czujesz się dobrze, nie ważne czy niepełnoletni sam biega, czy siłą. To dorosły człowiek powinien znać granicę, to dorosły powinien utrzymywać dystans. Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie ma niczego złego w tym, że dziecko dobrowolnie poddaje się takim czynnościom, że to normalne, i nic się nie stało.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości