Reklama

Tygodnik "NIE" o prawie po kartusku, czyli jak prokuratura ściga internautów

Tygodnik "NIE" zajął się sprawą ścigania internautów przez Prokuraturę Rejonową w Kartuzach. Opisuje jak miejscowi prokuratorzy zamiast zajmować się prawdziwymi przestępcami, próbują, nie do końca w zgodzie z przepisami, ustalić kto komentuje jakość żywienia dzieci w przedszkolu.

Jak pisze Bożena Dunat, cała sprawa dotyczy komentarzy czytelników portalu Kartuzy.info, którzy postanowili podzielić się swoimi opiniami dotyczącymi jakości żywienia w przedszkolu w Przodkowie. Ktoś, komu nie spodobała się krytyka, sprawę postanowił zgłosić na policji w Przodkowie. Funkcjonariusz miejscowej jednostki, wszczął dochodzenie w tej sprawie, z art. 212 kk, a więc pomówienia.

- Równie dobrze mógł powołać się na artykuł dotyczący przemocy w domu. Z treści komentarzy umieszczonych w sieci można przecież wnioskować, że ich autorzy torturują psychicznie swoje pociechy, odmawiając im chipsów o smaku ziemniaka i pomidorówki w proszku o smaku wygrzanego w słońcu pomidora - komentuje dziennikarka Tygodnika "NIE".

Jak podkreśla, przestępstwo z artykułu 212 kk, w myśl kodeksu postępowania karnego, powinno być ścigane z oskarżenia prywatnego. Policja w tym zakresie nie powinna pomagać, wspierać, czy ułatwiać. Funkcjonariusze podjęli jednak temat i sprawę skierowali do Prokuratury Rejonowej w Kartuzach.

- Ona, prokuratura, ma w mediach przechlapane. Najogólniej z powodu zaniechań. Miejscowi dziennikarze podają mnóstwo przykładów, np taki, że w przeszłości jedna pani prokurator nie podeszła do trupa, bo leżał w błocie. Miała na nogach szpilki, więc z kilkudziesięciu metrów oceniła, że zmarły biznesmen wygląda na samobójcę - pisze autorka artykułu.

W przypadku jednak omawianej sprawy, jak podaje tygodnik, prokuratura stanęła na wysokości oczekiwań społeczeństwa. Zamiast w trybie nadzoru uchylić sprawę, prokurator Beata Mering z powagą przystąpiła do dalszych czynności, czyli do wykrycia autorów wpisów komentarzy zniesławiających kucharzy.

W tym celu postanowiła zwolnić wydawcę portalu Kartuzy.info z zachowania tajemnicy służbowej i nakazała ujawnić numery IP komputerów komentujących. Wydawca portalu, Joanna Stoltman, odmówiła jednak ujawnienia danych z uwagi na to, że internauci mają prawo zachować anonimowość, dopóki ich wpisy nie naruszają praw innych osób. Od postanowienia prokuratora odwołała się do sądu. Prokurator Mering ponownie wezwała jednak do wydania danych, a gdy to nie pomogło, ukarała wydawcę portalu grzywną.

Grzywny nie zamieniono na areszt, bo w między czasie sąd uchylił jednak postanowienie prokurator Beaty Mering z uwagi na błędy formalne wydanych przez nią postanowień.

- Z lektury kodeksów wiemy, że prokurator Mering powinna uchylić postanowienie o wszczęciu dochodzenia, wydane przez posterunek policji w Przodkowie i, jeśli dostrzeże w tym interes społeczny, wszcząć własne. Pamiętając naturalnie, że z orzecznictwa sądów wyższych instancji wynika, iż nie wolno tłumić dyskursu społecznego. Każdy ma prawo do ocen i opinii, które mogą wydawać się zainteresowanym krzywdzące - pisze dziennikarka Bożena Dunat.

Jak dodaje autorka, kartuski sędzia Piotr Śmiałek wyraźnie i zrozumiale, nawet dla laików, zaznaczył w swoim postanowieniu, że prokurator "dała ciała".

- Ale pani prokurator trwa przy swoim. Nie pokusiła się o rozważenie, czy i jaki cel społeczny przyświeca ściganiu miłośników zdrowego żarcia. Nie była nawet na tyle uprzejma, żeby zmienić sygnaturę sprawy - komentuje dziennikarka "NIE".

Ponadto prokurator po raz kolejny zażądała od wydawcy portalu wydania danych. Dlaczego?

- Takie właśnie jest prawo. Sędzia nie może dyrygować postępowaniem przygotowawczym. Jego zalecenia traktuję jako sugestię, nie instrukcję - wyjaśniała dla tygodnika "NIE" prokurator Beata Mering.

- Ta historia byłaby całkiem śmieszna, gdyby można było ją zakończyć puentą, że Prokuratura Rejonowa w Kartuzach została sprywatyzowana i kieruje się własnym kodeksem.(...) Wniosek: szkoda czasu i atlasu. Organy ścigania powinny zajmować się prawdziwymi przestępstwami, a nie duperelami. Żeby nie polegać na prokuratorskim widzimisię, trzeba w trybie pilnym doprecyzować granice prawa do krytyki osób publicznych. Od włodarza do kucharza - podsumowuje Bożena Dunat.

Cały artykuł można przeczytać w Tygodniku NIE - Nr 10/2015 z 6 marca 2015 r.
Tytuł oryginalny "Kucharz i inne buraki".

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Predator - niezalogowany 2015-03-16 12:25:02

    To znaczy że jak ja pójdę do jakiejś restauracji i zamiast jedzenia dostanę sheeta to nie wolno mi tym podzielić się na forum ? No ludzie !!! Nobla dla prokuratury z obsługą cateringową tej firmy, która obsługuje to przedszkole ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    .:ryba:. - niezalogowany 2015-03-16 11:17:06

    Może warto przytoczyć temat, którego dotyczy postępowanie prokuratora http://kartuzy.info/wiadomosc,17915,Przodkowo-Nauka-zdrowego-odzywiania-z-poczestunkiem.html Każdy z nas sam może ocenić jak bardzo "poważne" były to "pomówienia" i czy warto wydawać pieniądze podatników na takie sprawy... Nadal wierzę w wolność słowa i prawo do krytyki dlatego wielkie brawa dla Pani Joanny Stoltman za Jej postawę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Predator - niezalogowany 2015-03-14 10:16:05

    No a jak, przecież mamy "demokrację", tak czy nie ? ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości