W Jeziorze Sianowskim utonął wędkarz! Strażacy z Kartuz otrzymali zgłoszenie wczoraj - dopiero po upływie doby od tragedii. Płetwonurkowie, którzy szukali ciała, kręcili z rezygnacją głowami - "woda jest brudna, a do przeszukania mamy praktycznie całe jezioro". Dziś z pomocą przyjeżdżają nurkowie z Kościerzyny.
Ofiarą tragedii jest mieszkaniec Sianowa. Miał 47 lat. Mężczyzna był jednym z współdzierżawców jeziora. Dwa dni temu kilka osób widziało go pływającego na rowerku wodnym i łowiącego ryby.
Wczoraj ciało ofiary próbowali zlokalizować płetwonurkowie z kartuskiej komendy straży pożarnej. Okazało się jednak, że to zadanie jest praktycznie niewykonalne.
- Najgorzej, że właściwie nie wiadomo, gdzie trzeba szukać - mówi Edmund Kwidziński, komendant kartuskich strażaków. - Mamy relacje kilku świadków, ale oni widzieli mężczyznę łowiącego ryby w różnych miejscach jeziora. Dodatkowo woda w Sianowskim, na skutek zakwitu glonów, jest zupełnie nieprzejrzysta. Wczoraj musieliśmy przerwać poszukiwania.
Dziś około południa do akcji mieli się włączyć płetwonurkowie z jednostki straży w Kościerzynie. Jeśli nie uda im się znaleźć ciała, do poszukiwań mają przystąpić ich koledzy z Gdańska, wyposażeni m.in. w echosondę.
Według komendanta Kwidzińskiego, może się okazać, że również ta pomoc nie przyniesie skutku, bowiem obszar penetracji jest bardzo duży.
- Przy tak wysokiej temperaturze woda zazwyczaj sama po tygodniu oddaje ciało topielca - powiedział Edmund Kwidziński.
Janusz Świątkowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze