Reklama

Wieszczy, łopi, czarownice i demony - czego dawniej bali się Kaszubi?

W kaszubskiej tradycji nie brakuje przyprawiających o gęsią skórkę. Dawniej mieszkańcy regionu wierzyli, że zmarli mogą wstać z grobu. Obawiano się także upiora zwanego łopim, który nocami krążył pod oknami domów i był w stanie wymordować całą rodzinę. Choć Kaszubi głęboko wierzą w Boga, przed wieloma laty byli jednocześnie przekonani o istnieniu różnych upiorów, czarownic i demonów.

Okres Wszystkich Świętych, listopadowe wieczory dawniej w kaszubskich domostwach spędzano opowiadając różnego rodzaju historie i legendy. Okazuje się, że również w kaszubskiej tradycji nie brakuje opowieści, które mogłyby posłużyć za scenariusze rasowego horroru. Według podań, jednym z najbardziej przerażających upiorów był łopi.


- Łopim mogła się stać osoba, która urodziła się w tzw. czepku. Był to demon, straszna postać, która potrafiła chodzić w nocy i wymordować całą rodzinę. Postać ta pukała w okna i drzwi, a jeśli któryś z domowników się odezwał, mówiąc np. "Dajcie nam spać", cała rodzina mogła zginąć. Bardzo się tego upiora obawiano - opowiada Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach.

Reklama

Kaszubi mieli też własny odpowiednik współczesnego zombie. Nazywano go wieszczy.


- Historie o wieszczych, Kaszubi, którzy urodzili się w latach 20. ubiegłego wieku, wspominają do dziś. Z ich relacji wynika, że jeśli nieboszczyk w trumnie dostawał czerwony rumieniec, to mógł potem wstać z grobu. W najgorszym wypadku wierzono, że trzeba mu odciąć głowę i włożyć między nogi. Zatrzymać wieszczego w grobie mogła też włożona pod język moneta lub założony zmarłemu sweter. Wierzono, że próbując wstać nieboszczyk zaplącze się w wełnę ze swetra i nie wstanie - mówi Barbara Kąkol.

Reklama


Mieszkańcy regionu bali się, że wieszczy to zły, opętany duch i będzie mordować, czynić źle lub zabierać dzieci. Co ciekawe, w wieszczych wierzono jeszcze w połowie ubiegłego wieku. Postaci wieszczego i łopiego pojawiają się w różnego rodzaju publikacjach o Kaszubach.

Zwyczaje przenikały się

Okres Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego to dla mieszkańców regionu wyjątkowy okres - wypełniony modlitwą i troską o dusze bliskich oraz oczekujących na zbawienie w czyśćcu. Jak się jednak okazuje, czas ten, silnie związany z wiarą chrześcijańską, wypełniony był również różnego rodzaju obrzędami wywodzącymi się z kultury pogańskiej. Kaszubi uważali, że 2 listopada złe moce i czarownice porywały dusze, dlatego też odstraszano je różnymi zabiegami.

Reklama
- Dzień Wszystkich Świętych obchodzony jest już od czwartego wieku naszej ery, natomiast święto zmarłych, dzień zaduszny wywodzi się z tradycji celtyckiej. Na Kaszubach zwyczaje chrześcijańskie przenikały się z pogańskimi. Chrześcijaństwo na Kaszubach datowane jest na dziesiąty wiek, więc obrzędowość związana z kultem zmarłych przenikła do świąt chrześcijańskich - opowiada Barbara Kąkol, dyrektor muzeum kaszubskiego w Kartuzach.
Barbara KąkolBarbara Kąkol

Przebierańcy odstraszali złe moce

2 listopada, w Dzień Zaduszny przy cmentarzu pojawiały się grupy przebierańców, które przybywały na cmentarz, by odstraszać złe duchy i demony i chronić przed nimi dusze czyśćcowe. Zwyczaj ten funkcjonował na Kaszubach do końca XIX wieku. Pisał o nim m.in. Franciszek Treder w swoim pamiętniku. Dziś zwyczaj ten popadł już w zapomnienie.

Reklama

 - Grupy chłopców, często przebranych za różne postaci m.in. diabła, chodziły z kaszubskimi instrumentami obrzędowymi - diabelskimi skrzypcami, grzechotkami, klekotkami. Grą odstraszano złe moce i złe duchy, by nie przeszkadzały duszom czyśćcowym, które szukały pomocy i przychodziły po modlitwę - opowiada Barbara Kąkol.
 

Dawniej Kaszubi wierzyli, że jeśli bardzo dbamy modlitwą za duszę czyśćcową, ta się później odwdzięczy np. podając nam datę śmierci. Mieszkańcy regionu, byli oswojeni z tematem śmierci, nie obawiali się zmarłych.

Reklama

Wędrujące dusze

 Dawniej w regionie krążyło wiele opowieści o duszach napotykanych na drogach.

- Wierzono, że dusze ukazują się wybranym osobom i w określonym celu, najczęściej chodziło o modlitwę. Starsze osoby przestrzegały, by z napotkaną dusza nie rozmawiać. Ta nigdy sama nie zaczynała rozmowy, jeśli się już zaczęło prowadzić dialog dusza najczęściej nakładała pokutę na napotkaną osobę. Pokutę trzeba było odprawiać przez określoną liczbę dni - przychodzić codziennie o ustalonej porze w ustalone miejsce, by wraz z duszą odmawiano różaniec. Dzięki temu ta mogła zaznać zbawienia - opowiada Barbara Kąkol.

- Jedna z historii opowiada o Kaszubie, który pomógł wybawić duszę odmawiając z rodziną różaniec przez pięć dni - dodaje.

Reklama

Jeszcze na początku ubiegłego wieku, mieszkańcy Kaszub wierzyli, że w okresie Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek dusze zmarłych są wypuszczane z czyśćca i przychodzą na swoje groby.

- Wierzono, że bramy czyśćca w tym czasie się otwierają. Dusze zmarłych dostają nagrodę, przepustkę od Pana Boga. Mogą wyjść z czyśćca odwiedzić swoje groby, pomodlić się z osobami żywymi. Dzień Wszystkich Świętych miał charakter bardziej radosny, natomiast Dzień Zaduszny bardziej nostalgiczny. 2 listopada to dzień szczególnych modlitw. Kaszubi ogromnie wierzyli w moc modlitwy już od początków chrześcijaństwa - opowiada dyrektor muzeum.

Reklama
Barbara KąkolBarbara Kąkol

Dusze wypuszczano z czyśćca, by mogły u bliskich wyprosić modlitwę. Wiara silnie przeplatała się różnymi przesądami, które były głęboko osadzone w świadomości Kaszubów. Przy piecach pozostawiono wolne miejsce, by dusza odwiedzająca swój rodzinny dom mogła się ogrzać. By nie przeszkadzać wędrującym duszom, po zmierzchu nie opuszczano domostw. W okresie zadusznym nie wolno też było pozostawiać na stołach ostrych przedmiotów, by dusza się nie zraniła.

- W okresie Wszystkich Świętych obowiązywał również zakaz wylewania wody, bo można było w ten sposób skrzywdzić duszę, której należał się spokój - dodaje dyrektor muzeum.

W Dzień Zaduszny dawniej wzbraniano się przed pracą w polu i wykonywaniem cięższych prac. Cmentarze odwiedzano przed zmrokiem, gdyż po jego zapadnięciu pojawiały się tam dusze zmarłych.

Duszom zostawiano nie tylko miejsce przy piecu, lecz również jedzenie, tak jak robili to Słowianie podczas Dziadów. Taki zwyczaj przed wiekami utrzymywano m.in. w rejonie Sierakowic. Na Kaszubach kobiety piekły też chleb i rozdawały go biednym, by ta jałmużna przysłużyła się duszom z czyśćca.

- Zgodnie z wiarą katolicką, Bóg jest miłosierny. Kaszubi wierzyli głęboko, że daje duszom czyśćcowym wiele możliwości na uzyskanie zbawienia. Dusze wyobrażono sobie jako postaci ciemne, szczupłe i szare, a kiedy np. ktoś przyjął pokutę za duszę i jej pomógł to pokazywała się w jasnej postaci. Zapiski tego dotyczące mamy również w naszym muzeum - dodaje dyrektor.
Barbara KąkolBarbara Kąkol
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości