Spółdzielnia Mieszkaniowa „Kaszuby” w Kartuzach ogłosiła przetarg na sprzedaż dwupokojowego mieszkania o powierzchni 42 metrów kwadratowych. Zainteresowanie tym lokalem było niewielkie, i trudno się dziwić, bo cenę wywoławczą ustalono na 57 tys. zł (za mieszkanie stare, wymagające remontu). Wśród kilku chętnych („trzech lub czterech” jak powiedział „GK”prezes spółdzielni Piotr Wilczewski) wadium w wysokości sześciu tysięcy złotych wpłacił także Dariusz Palarczyk. Licytacja odbyła się w styczniu b.r., a zwyciężył właśnie pan Dariusz proponując sprzedawcy mieszkania ostatecznie aż 65 tys. zł. Całą gotówkę miał wpłacić do 15 lutego. Bank przyznał mu kredyt, ale przed przelewem pieniędzy na konto spółdzielni zażądał jeszcze wglądu do księgi wieczystej. I tu się zaczęły problemy.
Okazało się, że zlicytowane mieszkanie obciążone jest jednogroszową hipoteką, a od 1926 roku istnieje właściciel działki pod budynkiem, w którym to mieszkanie się znajduje. Po stwierdzeniu tych faktów bank odmówił udzielenia kredytu Dariuszowi Palarczykowi.
- Wówczas wraz z moją pełnomocniczką Moniką Rajmer zapytaliśmy się pana prezesa, dlaczego nie udostępnił on wcześniej księgi wieczystej uczestnikom przetargu ? Przecież zawarte w niej informacje były dla nas istotne. Spowodowały kłopoty z uzyskaniem pożyczki, powiedział naszemu reporterowi pan Dariusz i dodał: „ponieważ bank od razu nie udzielił nam kredytu napisaliśmy do pana Wilczewskiego podanie o przedłużenie terminu zapłaty pieniędzy za mieszkanie do końca lutego. Z powodu braku odpowiedzi na naszą prośbę, udaliśmy się do prezesa spółdzielni na bezpośrednią rozmowę. Usłyszeliśmy jednak, że przedłużenie terminu wpłaty pieniędzy jest niemożliwe”.
- 27 lutego chcieliśmy przekazać całą gotówkę, 65 tys. zł, ale prezes odmówił nam sprzedaży mieszkania i ogłosił drugi przetarg, nie w prasie lecz tylko na spółdzielczej tablicy. Poprosiłam więc o zwrot wadium, sześciu tysięcy złotych, bo o tym, że nie przekazałam pieniędzy w pierwszym terminie (do 15 lutego, tylko 12 dni później) zadecydowały przyczyny obiektywne i proceduralne, a nie nasza nieuczciwość czy lekceważenie przepisów przetargowych Na przykład dlatego, że spółdzielnia nie udostępniała nam księgi wieczystej musieliśmy zwrócić się po nią do notariusza, co wydłużyło całą sprawę o tydzień. Mimo że naszym zdaniem zostaliśmy bardzo skrzywdzeni i w sposób nieuzasadniony pozbawieni 6 tys. zł oraz prawa do kupna mieszkania, postanowiliśmy wziąć udział w drugim przetargu i po raz drugi wpłacić wadium. Wówczas pan prezes Wilczewski całkowicie nas pogrążył, stwierdzając: „nie dopuszczę państwa do tego przetargu”.
W obliczu takich faktów, „Głos Kaszub” zadał Piotrowi Wilczewskiemu cztery pytania: dlaczego nie udostępnił oferentom księgi wieczystej ?, dlaczego nie oddał wadium Dariuszowi Palarczykowi ?, dlaczego nie reagował na uzasadnione prośby zwycięzcy pierwszego przetargu o przedłużenie terminu wpłaty pieniędzy zaledwie o 12 dni i z jakich powodów nie przyjął gotówki 27 lutego b.r. ?, dlaczego w obliczu obiektywnych faktów nie dopuścił pana Polarczyka do drugiego przetargu ?
Odpowiedzi pana prezesa były następujące: „Nikt nie zwrócił się do mnie po księgę wieczystą, to po co miałem ją udostępniać (...) w warunkach przetargowych jest klauzula, która wyjaśnia, że jeżeli oferent nie wpłaci pieniędzy do 15 lutego, to wadium przepada. Poza tym to komisja przetargowa złożona z przedstawicieli Rady Nadzorczej spółdzielni podejmuje decyzje, a ja w niej nie zasiadam (...) wykazałem jako prezes maksimum dobrej woli i przesunąłem termin wpłaty pieniędzy za mieszkanie o kilka dni, ale Monika Rajmer i Dariusz Palarczyk składali tylko oświadczenia i deklaracje. Nie mogłem dłużej czekać (...) nie dopuściłem ich do drugiego przetargu, ponieważ jeżeli nie wywiązali się oni z pierwszej umowy przetargowej, to nie mają prawa uczestniczyć w następnym przetargu”.
Tak oto błędne koło w tej sprawie zamyka się, ale problem naszym zdaniem nie został rozstrzygnięty, mimo iż drugi przetarg odbył się i mieszkanie ponownie zostało sprzedane (tym razem za 66 tys. zł). Trudno oprzeć się wrażeniu, że drugi przetarg zorganizowany został
w zadziwiająco szybkim tempie i ogłoszony w czasie, w którym nie zostały jeszcze wyjaśnione wszystkie problemy związane z pierwszym przetargiem. Nie znajdujemy również uzasadnionej odpowiedzi na podstawowe pytania, dlaczego Dariusz Palarczyk, mimo iż nie ze swojej winy stracił możliwość kupna mieszkania i niemałe pieniądze, nie został dopuszczony do drugiego przetargu. Dlaczego pan prezes Piotr Wilczewski nie przyjął pieniędzy od pana Dariusza 27 stycznia. Gdyby tak zrobił, nie byłoby dziś żadnego problemu. Mieszkanie kupiłby zwycięzca pierwszego przetargu, nikt by na tym nic nie stracił i nikt o nic nie miałby pretensji panie prezesie. O co więc tak naprawdę w tym wszystkim chodzi ?
Piotr Cackowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze