Prowadzona w zastępstwie przez Piotra Lniskiego Cartusia 1923 Kartuzy w meczu piątej kolejki "bałtyckiej" III ligi pokonała przed własną publicznością Pogoń Barlinek 2:1. Gospodarze prowadzili po bramkach Borkowskiego i Rusinka już 2:0, by po przerwie zafundować swoim kibicom prawdziwy horror. Szczęśliwie korzystny rezultat udało się dowieść do końcowego gwizdka sędziego.
Niebiesko-biało-czarni przystępowali do spotkania po raz pierwszy bez Macieja Kalowskiego na ławce trenerskiej. Przypomnijmy, że w związku z niezadowalającymi wynikami drużyny, zarząd klubu na dzień przed mecze postanowił rozstać się ze szkoleniowcem.
Zimny prysznic w postaci zwolnienia trenera podziałał na kartuskich kopaczy mobilizująco, bo już od pierwszych minut przejęli inicjatywę i stworzyli sobie kilka okazji do zdobycia bramki. Najpierw próbował Borkowski, ale na posterunku stał Tomczak, a potem Hejden obił słupek bramki rywali.
W 24 minucie wątpliwości już jednak nie było. Po prostopadłym podaniu z głębi pola w sytuacji "sam na sam" z bramkarzem gości znalazł się Borkowski i bez większych problemów umieścił piłkę w siatce. Ekipa z Barlinka sygnalizowała pozycję spaloną naszego pomocnika, ale protesty te na nic się zdały.
Niespełna kwadrans później było już 2:0, a na listę strzelców w bardzo podobnych okolicznościach wpisał się Rusinek. Pewne prowadzenie sprawiło, że schodząca na przerwę Cartusia mogła czuć się wyjątkowo pewnie. Przyjezdni nie dość, że nie mieli pomysłu na grę, to ich defensywa nie spisywała się tego dnia najlepiej.
Druga odsłona meczu przyniosła jednak jeszcze więcej emocji, głównie za sprawą podrywu Pogoni i ponownie głupich błędów kartuskich obrońców. Rywale stanęli przed szansą by w ciągu zaledwie trzech minut odrobić straty. Sygnał do ataku dał w 62 minucie Kubiak, pokonując Tułowieckiego po dobrze egzekwowanym rzucie rożnym i nieszczelnym kryciu zawodników Cartusii. Chwilę potem Gładczuk powala w polu karnym Bejuka, za co po raz drugi już w tym sezonie zostaje ukarany czerwoną kartką. Arbiter dodatkowo dyktuje rzut karny, ale na nasze szczęście sam poszkodowany przegrywa bezpośredni pojedynek z Tułowieckim.
Ostatnie 25 minut meczu to już praktycznie "obrona Częstochowy" i nerwowe spoglądanie na zegarek. Rozjuszeni goście, grając z przewagą jednego zawodnika zamknęli kartuzian pod ich polem karnym, co chwila zagrażając bramce miejscowych. Już w 68 minucie bohaterem drużyny po raz drugi zostaje Tułowiecki broniąc kąśliwe uderzenie Bzdęgi, a po upływie kolejnych pięciu minut główkę Sikory z linii brakowej wybijają nasi obrońcy.
Obraz gry nie zmienił się aż do zakończenia spotkania, ale pomimo jeszcze kilku dogodnych sytuacji dla piłkarzy z Barlinka, trzy punkty za szczęśliwe przyznać trzeba zwycięstwo zostały w Kartuzach. Tym samym Cartusia opuszcza 12 miejsce w tabeli i oddala się od strefy spadkowej na pięć punktów, plasując się obecnie na miejscu 9.
Komentarze